Kochani moi, mili...
Już witałam się z gąską, już kobyłka u płota stała i schody miałam pokazać. Po przejrzeniu zdjęć muszę jednak całą imprezę przełożyć, są słabe niestety. Za mało światła, przestrzeni, ostrości. Chyba do następnego posta będę nad kwestią pracować:) Schody w każdym razie są. Praktycznie takie, jak chciałam. Dębowe, opaski białe, na półpiętrze pokoik krasnoludka czyli zachowanek. Uwielbiam to słowo, u mnie w domu tak się mówiło. Takie małe coś przy kuchni w domu na działce (współczesny język nazwałby to spiżarnią) mama nazywała zachowankiem. Cudnie:)
Tak więc na półpiętrze zamieszkał pewien Hobbit, umorusany powidłami, pilnujący kiszonych ogórków. Pokażę w następnym poście, a dziś tylko się pocieszę się z niego:). Zadowolenie ze strony Kochanego zdecydowanie potęguje efekt.
Nic to!
Z dumą stwierdzam, że mój dom z każdym rokiem staje się coraz bardziej mój. Czytałam ostatnio różne artykuły wnętrzarskie, które praktycznie wprowadziły mnie w zdumienie. Okazuje się, że naturalne powinno być wieczne zmienianie dekoracji, podążanie za nowinkami i nie mogę się
z tym zgodzić. Moim zdaniem nasz dom powinien być ostoją, ciepłym siedliskiem, domem pełnym wspomnień i dobrych energii. Taki spokój możemy osiągnąć tylko zasiedlając go, udomawiając, kolekcjonując przedmioty dobrze nam się kojarzące. Bo dopiero po latach docenimy filiżankę, w której babcia rano piła herbatę, obraz namalowany przez dzielną ciocię z Wąchocka, pierwszy pukiel włosów ucięty z głowy dziecka i schowany w albumie. Ja mam taki pukiel w swoich zbiorach- i mój i córki. A koc, niekoniecznie wg najnowszych trendów będzie tak samo ciepły jak dawniej, przypomni nam się zeszłoroczna wigilia. Dziś doceniam to po stokroć, robię się sentymentalna jak piorun co by nie powiedzieć cholera:) Bo na tym polega dom prawda? A rośliny doniczkowe jako relikt PRL'u to ja już zupełnie nie rozumiem. W moim domu zawsze było ich mnóstwo, kupuje je chętnie, znane mi domy też je mają. Czym jest dom bez kwiatów? Nie wiem... Pojechało mi się troszkę:)
Ale... Mam zaległości w pokazywaniu wytworów ręcznych, oj. Bo tak to jest z blogowaniem, że czas nie wiadomo gdzie ucieka, dni lecą jak szalone aby pewnego dnia się zdziwić, że już tak późno:)
Pudełeczko pierwsze z serii:
Koleżanki, siedmioletnie panny z synka klasy zapragnęły mieć pudełka na przybory do włosów, więc problem żaden:) Miały być magiczne, pełne wróżek, więc dołożyłam jeszcze zaklęcia:)
Jesień pełną gębą moi mili. Dziś wiało niemiłosiernie, liście spadały, ścieliły się dywany. Ogród
w jesiennej szacie, pewnie też cieszy kolorami, bo co ma robić:) Dziękuję za żywiołową dyskusję
o tarasach, wysłuchałam każdej opinii. Na wiosnę przejdzie kolejną metamorfozę a tymczasem...
I jeszcze wycieczką po okolicy się pochwalę. Jak zawsze zachęcam was do penetrowania swoich miejscowości. Można trafić na prawdziwe perełki i znaleziska. Polska to naprawdę piękny kraj:)
Wycieczkę rowerową odbyliśmy wczoraj, niedaleko, do dziesięciu kilometrów jedną stronę. Byliśmy bardzo zaskoczeni, po ośmiu latach dopiero tam dotarliśmy. Miejscowość o nawie mało malowniczej Stare Budy. Czyżby od dawnych domów Olenderskich? W takiej budzie to ja mogę mieszkać:) Musicie wiedzieć, że mieszkam na granicy dawnych zaborów. Dosłownie obok, we wsi niedaleko był punkt graniczny zaborów dzielących nas na pół. Okolica posiada ciekawą historię, którą z przyjemnością zgłębiam od jakiegoś czasu:) Mam przyjemność znać mądrą osobę, która nie szczędzi czasu ani pieniędzy na wydawanie książek o historii parafii, okolic. I choć ktoś mógłby powiedzieć, że nie jest to parafia moich przodków...kochani, ale to jest parafia moich dzieci, więc wiedzę warto mieć:) Dla mnie to bajka!:) Uwielbiam dawne opowieści, zasnute kurzem historii, majątki i ich historie. W mojej wsi kiedyś była cukrownia zatrudniająca całą okolicę. Teraz, z okazji święta Zmarłych zabiorę dzieci na groby dawnych właścicieli, poopowiadam im. Bo historię swoją trzeba znać:)
Zapraszam Was do "starych bud" hihi:)
Już pisałam, że naprawdę często napotykam na domy opuszczone niestety. Doprawdy nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Na cale szczęście w waszych okolicach nie ma tylu pustostanów, o czym mi kiedyś mówiłyście.
Wyszedł mi post o wszystkim, ale zdecydowanie chciałam wam to pokazać. Warto rozglądać się dookoła, doskonalić swoje możliwości, mieć wieczną wiarę w realizację nawet najśmielszych celów. Bo jak ktoś nie ma marzeń...Ale przecież to nie o Was moi czytelnicy:)
Dziękuję
Buziaki wysyłam w otulinie mojej jesieni
Tymczasem
Polinka
poniedziałek, 20 października 2014
niedziela, 12 października 2014
Wielkie ogrodowisko
Miałam sobotę pełną marzeń:)
Połowa października się zbliża a za oknem wczesne lato. Całe szczęście moi mili, bo jest czas na planowanie ogrodu. Rozpędziłam się bardzo, rozmarzyłam. Zachciało mi się na wiosnę przywitać zielony dywan, kwiaty kwitnące do późnej jesieni. Z obornikiem latam w te i z powrotem, kombinuję i rozmyślam. Mam też szczęście do ludzi, dzięki czemu mój ogród udekorowały dynie, dyńki, dyniuszki:) Lubię ich kolor, nastraja mnie bardzo pozytywnie:)
Czasem nie mogę się napatrzeć na ich promienne buźki.:)
Ogrodowo, ach, ogrodowo.
Chciałabym ruszyć w końcu z oprawą wypoczynkową. Od dawna chcemy mieć taras, z wyjściem
z salonu. Tak...Tylko ciężko nam bardzo ściąć wielki świerk rosnący mniej więcej w połowie tarasu. Przywiązuję się do roślin, każde ścięcie przeżywam boleśnie. Tak, ja wiem, ogród bez kapitalnego remontu co jakiś czas dziczeje. Ja to wiem:) Poza tym działkę mam niezbyt brawurowych rozmiarów. Ile dorodnych świerków można zmieścić na tysiącu metrów:)
Podpytam was moi kochani czytelnicy. Czy lepiej wylać taras betonowy i potem wyłożyć go płytkami czy lepiej drewniany na podwyższeniu?
Wydaje mi się, że betonowy będzie trwalszy ale drewniany ma w sobie duszę.
Znalazłam nawet producenta tarasów drewnianych. Może by tak spróbować?:
Szczególnie podoba mi się aranżacja z lewej strony:) Bliżej jej do ogrodu w stylu angielskim.
A do tego trawnik z rolki? Szybki sposób na ładny trawnik? Jakie macie doświadczenia z takim podłożem? Nie powiem, na mnie robi wrażenie:)
I do tego marzenie, które się może w końcu spełni. O ogrodzie skąpanym w romantycznym świetle, staromodnych latarniach, podświetleniach i alejkach:) Godna polecenia wydaje się strona lampy.pl
Czy czujecie się teraz podobnie błogo jak ja? Może zaplanujemy swoje ogrody na wiosnę? Rozumiem, że kwestie finansowe, bo kreatywne jesteśmy bardzo:) Ale może małymi kroczkami?
Niedawno w komentarzu przeczytałam, że powinnam właśnie takie akcje mobilizacyjne organizować:)
Nota bene strasznie Wam dziękuje za słowa pozostawione pod każdym postem! To cudnie Was mieć!
To jak?
Organizujemy jesienne sprzątanie ogrodów i snucie małych i większych planów na wiosnę?
Ściskam was mocno i lecę dobry przykład dawać. Do grabienia marsz!:)
Tymczasem
Polinka
Połowa października się zbliża a za oknem wczesne lato. Całe szczęście moi mili, bo jest czas na planowanie ogrodu. Rozpędziłam się bardzo, rozmarzyłam. Zachciało mi się na wiosnę przywitać zielony dywan, kwiaty kwitnące do późnej jesieni. Z obornikiem latam w te i z powrotem, kombinuję i rozmyślam. Mam też szczęście do ludzi, dzięki czemu mój ogród udekorowały dynie, dyńki, dyniuszki:) Lubię ich kolor, nastraja mnie bardzo pozytywnie:)
Czasem nie mogę się napatrzeć na ich promienne buźki.:)
Ogrodowo, ach, ogrodowo.
Chciałabym ruszyć w końcu z oprawą wypoczynkową. Od dawna chcemy mieć taras, z wyjściem
z salonu. Tak...Tylko ciężko nam bardzo ściąć wielki świerk rosnący mniej więcej w połowie tarasu. Przywiązuję się do roślin, każde ścięcie przeżywam boleśnie. Tak, ja wiem, ogród bez kapitalnego remontu co jakiś czas dziczeje. Ja to wiem:) Poza tym działkę mam niezbyt brawurowych rozmiarów. Ile dorodnych świerków można zmieścić na tysiącu metrów:)
Podpytam was moi kochani czytelnicy. Czy lepiej wylać taras betonowy i potem wyłożyć go płytkami czy lepiej drewniany na podwyższeniu?
Wydaje mi się, że betonowy będzie trwalszy ale drewniany ma w sobie duszę.
Znalazłam nawet producenta tarasów drewnianych. Może by tak spróbować?:
Szczególnie podoba mi się aranżacja z lewej strony:) Bliżej jej do ogrodu w stylu angielskim.
A do tego trawnik z rolki? Szybki sposób na ładny trawnik? Jakie macie doświadczenia z takim podłożem? Nie powiem, na mnie robi wrażenie:)
I do tego marzenie, które się może w końcu spełni. O ogrodzie skąpanym w romantycznym świetle, staromodnych latarniach, podświetleniach i alejkach:) Godna polecenia wydaje się strona lampy.pl
Czy czujecie się teraz podobnie błogo jak ja? Może zaplanujemy swoje ogrody na wiosnę? Rozumiem, że kwestie finansowe, bo kreatywne jesteśmy bardzo:) Ale może małymi kroczkami?
Niedawno w komentarzu przeczytałam, że powinnam właśnie takie akcje mobilizacyjne organizować:)
Nota bene strasznie Wam dziękuje za słowa pozostawione pod każdym postem! To cudnie Was mieć!
To jak?
Organizujemy jesienne sprzątanie ogrodów i snucie małych i większych planów na wiosnę?
Ściskam was mocno i lecę dobry przykład dawać. Do grabienia marsz!:)
Tymczasem
Polinka
środa, 8 października 2014
Dream...about what?
"Wieczorna liczba papierosów stoi w stosunku prostym do zabawy
lub odwrotnym do nudy w ciągu dnia".
Ale, ale! Największe trudy i zawalacze czasu minęły, więc wpadam zapytać: co u Was słychać kochani? Jak Wam mija jesień?
Nie mogę się nachwalić aury zaokiennej. Słońce nas rozpieszcza, temperatura też niczego sobie a że czasem już w piecu przepalić trzeba? No, cóż! Jesień wszakże:)
Pozdrowię Was gorąco, aniołeckiem z wianeckiem:)
...i pochwalę się cudną przesyłką.
Moja kochana Aguś z Różanej zrobiła do pokoju córki drewniane litery. Piękne, dobrze wykonane, pełen profesjonalizm. Dziękuję, chwalę się Tobą...bo tak dobrze cię mieć Duszko moja!
Poprosiłam o napis, bo wtedy to ja już za wałek łapałam, już kobyłka u płota była... I dziś mam litery a pokój, no cóż, w powijakach. :) Przecież w końcu zrobię:)
Jak na razie mogę z DREAM ułożyć MERD:) i po dołożeniu "E" wszyscy francuskojęzyczni będą wiedzieli w jakim stanie jest pokój córci:) Takie życie moi mili:)
Pospacerują jeszcze te literki zanim dotrą do miejsca właściwego:)
Niedawno pisałam o schodach. Już są, no prawie. W moim domu jakoś tak wszystko jest zbudowane, że kąty nie są proste, ściany nie trzymają pionu, wszystko jest jakieś inne:) I tak już dziewiąty rok (o rany!) staramy się wszystko wyprostować. Schody piknie wyszły ale listwy przypodłogowe? Robili jak umieli, pasowali do krzywych ścian i nierówno położonych schodów. Jak widać taki urok, więc oswoić trzeba.
Zanim pokaże je w całości musimy jeszcze wykończyć detale. Na półpiętrze jest wnęka, w niej szafka na przetwory, która do tej pory nie miała drzwiczek. Niebawem się wykonają, będą
z serduszkiem jak w wychodku dla zajączka. Znacie kawał jak sobie zwierzęta zajączkiem podcierały w leśnej toalecie?:) Kojarzy mi się nieustająco:) Poszukuję za to gustownej rolety na małe okienko:)
Skoro ja o Różanej naszej. Paczucha jutro dotrze do ciebie a zanim ja napiszę posta nowego, ach, pokażę. Prezent dla Agnieszki, do jej nowej pracowni. Mam nadzieję, że nie popsuję niespodzianki aż tak bardzo...
Przekopywałam też ostatnio ogród. Rabaty się zestarzały, rośliny poprzerastały choć największym powodem ogrodowych rewolucji stał się otrzymany, swojski obornik.Zasiliłam, a jakże:)
Dosadziłam kilka sadzonek hortensji, nie mogę się pozbyć miłości do nich:)
Bukietowa Vanille Fraise:
Oraz ogrodowa:
Pytanie do was. Czy to te hortensje tak wspaniale wybarwiają się na wiele kolorów na naszym wybrzeżu? Bukiet pełen różnokolorowych kul.
Dodając te, co już mam, ogród przyszłoroczny zapowiada się ciekawie:)
Dzięki za wszystko, polecę już
Tymczasem
Polinka
środa, 24 września 2014
Wełniane pierogi
Nadchodzi czas kocyków i herbatek. Dziś w nocy, u mnie na mazowszu,
temperatura spadła do czterech stopni, w Tatrach śnieg... Myślę sobie,
że nie czas, że jeszcze ciepło powróci, bo nie nazbierałam wystarczającej
porcji grzybów. Co roku mam spora kolejkę do moich słoików. Funkcjonuje
umowa, że ty mi puste słoiki a ja ci pełne. Tylko widzicie, problem w
tym, że mam ich dopiero około dwudziestu, do obdzielenia kilka osób a i
dla nas na święta coś musi zostać. Tak więc jeszcze nie czas!
Jednak organizm wie swoje. Zimno jest:)
Na zimową nutę odkryłam nieprzeciętny talent pewnego Lapończyka. Joikowanie to specyficzny rodzaj śpiewu w ich kulturze ludowej.
Funkcją joika jest wyrażenie tożsamości osoby, miejsca lub zwierzęcia, identyfikacja przynależności klanowej, przekazanie wtajemniczonym intymnego portretu danej osoby.
Joikowanie, wraz z użyciem szamańskiego bębna, były ważnymi elementami szamańskich rytuałów. Jako elementy kultury niechrześcijańskiej praktyki te były przez wiele stuleci zakazane.
Dziś mamy okazję posłuchać tego śpiewu, poznać ich kulturę oraz w wyobraźni przenieść się na zaśnieżone wyżyny, za koło podbiegunowe. Swoją drogą zorza polarna to zjawisko jedne
z najpiękniejszych na świecie. Zachęcam:
Lapończyk w szwedzkim mam talent! Dla mnie bomba:)
Muszę kiedyś spróbować nauczyć się szwedzkiego. Język ten zauroczył mnie w trakcie oglądania skandynawskiej wersji Millenium. Mogę ich słuchać na okrągło- gadają jakby się od tyłu puszczali:) Nic nie rozumiem! :)
Uwielbiam zdolnych ludzi wiecie? Zerknijcie- oni wszyscy grają na jednej gitarze!
Skoro zimowo...pora na włóczkowe ptaszyska. Ptaszyska- pierogi jak się moja rodzina śmieje.
Do ich wykonania potrzebne były- resztki włóczek, u mnie głównie wełna skarpetkowa, koraliki pozostałe po robieniu biżuterii, resztki filcu po dawnych robótkach, szydełko, trochę czasu.
Ptaszki wyszły bardzo spontanicznie. Zainspirowała mnie Ania z Deszczowego Domu swoimi tutorialem. W trymiga (spójrzcie, jakie zapomniane słowo) zebrałam wszystko do kupy i już się pięknią w moim domu pierożki. Przysięgłam sobie, że nigdy nie wyrzucę pozostałości po dawnych robótkach bo nie znasz dnia ani godziny. Wszystko się przydaje moi drodzy:)
Dziś już jest więcej pierogów ale pokażę, jak się ze schodami obrobię bo wchodzą w końcową fazę wyścigu. Wyszlifowane, porozbierane, kurier z lakierem w drodze. Pierożki tam będą.
Może trochę pięknej jesieni?
Pochwalę się emaliowanymi tabliczkami gdyż pękam z dumy:) Muszę teraz znaleźć dobry sposób na ich wykorzystanie:)
W ostatnim czasie mój blog przekroczył 100.000 wyświetleń.
Dziękuję Wam za ten wynik, za każde kliknięcie i przeniesienie się do mojego świata. Za każde dobre słowo, wsparcie i radę. Cieszę się, że mogę was inspirować bo wy czynicie to każdego dnia.
Mamy na siebie wzajemnie dobry wpływ wiecie? Już kiedyś pisałam, że to forma internetowej przyjaźni, dobrego ducha po drugiej stronie kabla. To cenne, pomocne i dobre.
Z okazji dużej stówki szykuję dla was candy:)
Do miłego więc.
Tymczasem
Polinka
Jednak organizm wie swoje. Zimno jest:)
Na zimową nutę odkryłam nieprzeciętny talent pewnego Lapończyka. Joikowanie to specyficzny rodzaj śpiewu w ich kulturze ludowej.
Funkcją joika jest wyrażenie tożsamości osoby, miejsca lub zwierzęcia, identyfikacja przynależności klanowej, przekazanie wtajemniczonym intymnego portretu danej osoby.
Joikowanie, wraz z użyciem szamańskiego bębna, były ważnymi elementami szamańskich rytuałów. Jako elementy kultury niechrześcijańskiej praktyki te były przez wiele stuleci zakazane.
Dziś mamy okazję posłuchać tego śpiewu, poznać ich kulturę oraz w wyobraźni przenieść się na zaśnieżone wyżyny, za koło podbiegunowe. Swoją drogą zorza polarna to zjawisko jedne
z najpiękniejszych na świecie. Zachęcam:
Lapończyk w szwedzkim mam talent! Dla mnie bomba:)
Muszę kiedyś spróbować nauczyć się szwedzkiego. Język ten zauroczył mnie w trakcie oglądania skandynawskiej wersji Millenium. Mogę ich słuchać na okrągło- gadają jakby się od tyłu puszczali:) Nic nie rozumiem! :)
Uwielbiam zdolnych ludzi wiecie? Zerknijcie- oni wszyscy grają na jednej gitarze!
Skoro zimowo...pora na włóczkowe ptaszyska. Ptaszyska- pierogi jak się moja rodzina śmieje.
Do ich wykonania potrzebne były- resztki włóczek, u mnie głównie wełna skarpetkowa, koraliki pozostałe po robieniu biżuterii, resztki filcu po dawnych robótkach, szydełko, trochę czasu.
Ptaszki wyszły bardzo spontanicznie. Zainspirowała mnie Ania z Deszczowego Domu swoimi tutorialem. W trymiga (spójrzcie, jakie zapomniane słowo) zebrałam wszystko do kupy i już się pięknią w moim domu pierożki. Przysięgłam sobie, że nigdy nie wyrzucę pozostałości po dawnych robótkach bo nie znasz dnia ani godziny. Wszystko się przydaje moi drodzy:)
Dziś już jest więcej pierogów ale pokażę, jak się ze schodami obrobię bo wchodzą w końcową fazę wyścigu. Wyszlifowane, porozbierane, kurier z lakierem w drodze. Pierożki tam będą.
Może trochę pięknej jesieni?
Pochwalę się emaliowanymi tabliczkami gdyż pękam z dumy:) Muszę teraz znaleźć dobry sposób na ich wykorzystanie:)
W ostatnim czasie mój blog przekroczył 100.000 wyświetleń.
Dziękuję Wam za ten wynik, za każde kliknięcie i przeniesienie się do mojego świata. Za każde dobre słowo, wsparcie i radę. Cieszę się, że mogę was inspirować bo wy czynicie to każdego dnia.
Mamy na siebie wzajemnie dobry wpływ wiecie? Już kiedyś pisałam, że to forma internetowej przyjaźni, dobrego ducha po drugiej stronie kabla. To cenne, pomocne i dobre.
Z okazji dużej stówki szykuję dla was candy:)
Do miłego więc.
Tymczasem
Polinka
środa, 17 września 2014
Angielsko w stylu
Szukam, szukania mi trzeba...
Mamy piękną pogodę, liście zaczynają z drzew spadać, jesień kochani:)
Niebawem pokoloruje nam świat.
Chciałoby się jak na razie zatrzymać, udomowić. Może jesiennym wiankiem?
Powstał w przypływie oczekiwania na pewną miłą osóbkę, ciepłym popołudniem w ogrodzie.
Zdjęcie wyszło bardzo jesienne, usłane liśćmi:)
Plany mam na przyszły rok aby ogród utonął w hortensjach. Niech będą wszędzie! To jedne
z najpiękniejszych kwiatów i, jak widać, na wianki nadają się znakomicie. Poprzesadzałam jakiś czas temu te cuda w lepsze miejsca, wykopałam wielkie doły, do których wsypałam masę torfu. Teraz podlewam, chucham:)
Robótkowo też się nie oszczędzam. Przyjaciółka zamówiła pudełko dla córki:
I tabliczka, ku pamięci:)
Bo w życiu już tak jest, że za dużo paplać nie można... :)
Skoro jesień i niebawem czasu dla siebie będziecie mieli więcej, chciałabym polecić lekturę dla rozwoju osobistego:)
Kulturą brytyjską jestem zafascynowana od dawna. Uwielbiam ich akcent, lekko flegmatyczny sposób bycia. Czasem też angielski humor, chwilowo bez Fasoli choć może kiedyś dojrzeję za namową Lubego:) I angielskie ogrody! O matko! W każdym z nich mogę się zasiedzieć na zawsze!
I te domy z kamienia, strzechą kryte! To bajka moja i sen:)
Źródłem zdjęć jest oczywiście internet.
Ale, ale! Nie o zagrodach miało być:)
Książkę chciałam wam polecić na jesienne wieczory, angielską w stylu. Prawdziwy, dziewiętnastowieczny, bardzo humorystyczny twór:)
Faceci trzej wyruszyli łodzią po Tamizie między Kingston i Oksfordem. Rozmawiają, rozmyślają, do słusznych wniosków dochodzą a boki można zrywać:
"Stale odnoszę wrażenie, iż robię więcej, niż powinienem. Nie znaczy to, że mam wstręt do pracy – proszę dobrze mnie zrozumieć. Lubię pracować, a nawet palę się do roboty. Praca tak mnie urzeka, że mogę całymi godzinami siedzieć i patrzeć na nią. Lubię mieć ją przy sobie – na samą myśl o rozstaniu serce mi pęka z żalu."
"Zdumiewająca to rzecz, że tak wcześnie można wstać, gdy się noc spędza na świeżym powietrzu. Opatulony pledem leżysz na deskach łódki, walizę masz za poduszkę i wcale nie marzysz o tym, żeby „jeszcze parę minut”, jak to jest w twoim zwyczaju, kiedy wylegujesz się w puchach."
"Nie potrafię siedzieć spokojnie i patrzeć, jak ktoś tyra za dwóch. Muszę wtedy wstać i pilnować roboty, krążyć wokół tytana pracy z rękami w kieszeniach i udzielać mu wskazówek. Taką już mam czynną naturę."
Cóż, zdecydowanie polecam jako lekturę na lepsze i gorsze czasy.
A jakby tak film dorzucić? Angielsko nudnawy o angielskim tytule?;)
"O Angliku który wszedł na wzgórze a zszedł z góry".
Tytuł wiele wyjaśnia a ja dodam, że z Hugh Grantem, którego lubię:) Film z zasadzie przyjaźni i budowaniu wspólnego dobra:
"Trwa druga wojna światowa. Dwóch kartografów przybywa do Walii, w celu zbadania wysokości pewnej góry. Wywołują duże zamieszanie wśród mieszkańców małej walijskiej wioski, kwalifikując najwyżej lokalnie położone uwypuklenie, jedynie jako wzniesienie. Do statusu góry brakuje mu bowiem 16 stóp. Mieszkańcy wioski chcą uczynić wszystko, aby kartografowie zmienili decyzję. Postanawiają powiększyć wzniesienie o 20 stóp, a następnie powtórzyć badania. Będą musieli jednak zatrzymać kartografów w wiosce, do czasu udoskonalenia wzgórza."
Film ciepły i raczej z tych ambitniejszych:) Polecam.
Kultura Zjednoczonego Królestwa ma w sobie niewątpliwie wiele uroku:) Dziękuję, że tu bywacie:)
Tymczasem
Polinka
Mamy piękną pogodę, liście zaczynają z drzew spadać, jesień kochani:)
Niebawem pokoloruje nam świat.
Chciałoby się jak na razie zatrzymać, udomowić. Może jesiennym wiankiem?
Powstał w przypływie oczekiwania na pewną miłą osóbkę, ciepłym popołudniem w ogrodzie.
Zdjęcie wyszło bardzo jesienne, usłane liśćmi:)
Plany mam na przyszły rok aby ogród utonął w hortensjach. Niech będą wszędzie! To jedne
z najpiękniejszych kwiatów i, jak widać, na wianki nadają się znakomicie. Poprzesadzałam jakiś czas temu te cuda w lepsze miejsca, wykopałam wielkie doły, do których wsypałam masę torfu. Teraz podlewam, chucham:)
Robótkowo też się nie oszczędzam. Przyjaciółka zamówiła pudełko dla córki:
I tabliczka, ku pamięci:)
Bo w życiu już tak jest, że za dużo paplać nie można... :)
Skoro jesień i niebawem czasu dla siebie będziecie mieli więcej, chciałabym polecić lekturę dla rozwoju osobistego:)
Kulturą brytyjską jestem zafascynowana od dawna. Uwielbiam ich akcent, lekko flegmatyczny sposób bycia. Czasem też angielski humor, chwilowo bez Fasoli choć może kiedyś dojrzeję za namową Lubego:) I angielskie ogrody! O matko! W każdym z nich mogę się zasiedzieć na zawsze!
I te domy z kamienia, strzechą kryte! To bajka moja i sen:)
Źródłem zdjęć jest oczywiście internet.
Ale, ale! Nie o zagrodach miało być:)
Książkę chciałam wam polecić na jesienne wieczory, angielską w stylu. Prawdziwy, dziewiętnastowieczny, bardzo humorystyczny twór:)
Faceci trzej wyruszyli łodzią po Tamizie między Kingston i Oksfordem. Rozmawiają, rozmyślają, do słusznych wniosków dochodzą a boki można zrywać:
"Stale odnoszę wrażenie, iż robię więcej, niż powinienem. Nie znaczy to, że mam wstręt do pracy – proszę dobrze mnie zrozumieć. Lubię pracować, a nawet palę się do roboty. Praca tak mnie urzeka, że mogę całymi godzinami siedzieć i patrzeć na nią. Lubię mieć ją przy sobie – na samą myśl o rozstaniu serce mi pęka z żalu."
"Zdumiewająca to rzecz, że tak wcześnie można wstać, gdy się noc spędza na świeżym powietrzu. Opatulony pledem leżysz na deskach łódki, walizę masz za poduszkę i wcale nie marzysz o tym, żeby „jeszcze parę minut”, jak to jest w twoim zwyczaju, kiedy wylegujesz się w puchach."
"Nie potrafię siedzieć spokojnie i patrzeć, jak ktoś tyra za dwóch. Muszę wtedy wstać i pilnować roboty, krążyć wokół tytana pracy z rękami w kieszeniach i udzielać mu wskazówek. Taką już mam czynną naturę."
Cóż, zdecydowanie polecam jako lekturę na lepsze i gorsze czasy.
A jakby tak film dorzucić? Angielsko nudnawy o angielskim tytule?;)
"O Angliku który wszedł na wzgórze a zszedł z góry".
Tytuł wiele wyjaśnia a ja dodam, że z Hugh Grantem, którego lubię:) Film z zasadzie przyjaźni i budowaniu wspólnego dobra:
"Trwa druga wojna światowa. Dwóch kartografów przybywa do Walii, w celu zbadania wysokości pewnej góry. Wywołują duże zamieszanie wśród mieszkańców małej walijskiej wioski, kwalifikując najwyżej lokalnie położone uwypuklenie, jedynie jako wzniesienie. Do statusu góry brakuje mu bowiem 16 stóp. Mieszkańcy wioski chcą uczynić wszystko, aby kartografowie zmienili decyzję. Postanawiają powiększyć wzniesienie o 20 stóp, a następnie powtórzyć badania. Będą musieli jednak zatrzymać kartografów w wiosce, do czasu udoskonalenia wzgórza."
Film ciepły i raczej z tych ambitniejszych:) Polecam.
Kultura Zjednoczonego Królestwa ma w sobie niewątpliwie wiele uroku:) Dziękuję, że tu bywacie:)
Tymczasem
Polinka
czwartek, 11 września 2014
Dom osamotniony
Czy zastanawiacie się czasem nad opuszczonymi domami?
W moim otoczeniu jest takich bardzo dużo, wystarczy trochę po okolicy pokrążyć.
Zazwyczaj są to domy dwuizbowe, bez centralnego ogrzewania, zapuszczone, podupadające.
Jest w nich jakaś magia i jakiś strach...
Po czym można poznać, że w zaroślach stoi dom, choć go nie widać? Po krzakach bzu. Zwróćcie uwagę, że dookoła domu sadzono drzewa owocowe a od strony drogi bez. Pięknie pachniał w maju.
Dziś domu nie widać, chaszcze i bałagan ale jest bez. Jak bez to i dom.
W ostatni weekend jeździliśmy na rowerze w poszukiwaniu takich majątków. W zasadzie nie wiem, czy można tam wchodzić, choć drzwi na oścież otwarte... Te domy mnie trochę straszą ale jednocześnie przyciągają jakąś dawną tajemnicą. To ślad życia rodziny, rodzących się dzieci. Cóż jest dzisiaj? Bałagan, demolka. A gdzie są spadkobiercy tych domów?
W pomieszczeniach zazwyczaj pozostawione są meble, przedmioty codziennego użytku, święte obrazki. Czasem ręka korci, aby ocalić od zapomnienia, zabrać do siebie...ale nie mogę:)
Nawet nie bardzo chcę tam wchodzić sama;) Wspomnienia przedstawiają obrazy z filmów
i opowieści, kiedy to jako dzieci straszyliśmy się pustostanami, duchami...i głowa pod kołdrę!:)
W jednym domu się prawie podłoga zapadła pod Ukochanym...jak z filmu!
A ciekawość górą:
W sadach jabłonie, czarny bez. Kiedyś kobiety wiedziały co dobre i skutecznie radziły sobie bez aptek;)
W domu w zasadzie szykujemy się powoli do jesieni. Szkoła się rozpędziła, dzieciaki zadowolone...wiatr gasi świece lata...
Moja fascynacja retro się rozwija:)
Jak wiadomo Kopernik też była kobietą...więc zabrałam się za remont schodów. Jak już przebrniemy przez wszędobylski pył to będzie jak w bajce:)
Pozdrawiam serdecznie
Tymczasem
Polinka
W moim otoczeniu jest takich bardzo dużo, wystarczy trochę po okolicy pokrążyć.
Zazwyczaj są to domy dwuizbowe, bez centralnego ogrzewania, zapuszczone, podupadające.
Jest w nich jakaś magia i jakiś strach...
Po czym można poznać, że w zaroślach stoi dom, choć go nie widać? Po krzakach bzu. Zwróćcie uwagę, że dookoła domu sadzono drzewa owocowe a od strony drogi bez. Pięknie pachniał w maju.
Dziś domu nie widać, chaszcze i bałagan ale jest bez. Jak bez to i dom.
W ostatni weekend jeździliśmy na rowerze w poszukiwaniu takich majątków. W zasadzie nie wiem, czy można tam wchodzić, choć drzwi na oścież otwarte... Te domy mnie trochę straszą ale jednocześnie przyciągają jakąś dawną tajemnicą. To ślad życia rodziny, rodzących się dzieci. Cóż jest dzisiaj? Bałagan, demolka. A gdzie są spadkobiercy tych domów?
W pomieszczeniach zazwyczaj pozostawione są meble, przedmioty codziennego użytku, święte obrazki. Czasem ręka korci, aby ocalić od zapomnienia, zabrać do siebie...ale nie mogę:)
Nawet nie bardzo chcę tam wchodzić sama;) Wspomnienia przedstawiają obrazy z filmów
i opowieści, kiedy to jako dzieci straszyliśmy się pustostanami, duchami...i głowa pod kołdrę!:)
W jednym domu się prawie podłoga zapadła pod Ukochanym...jak z filmu!
A ciekawość górą:
W sadach jabłonie, czarny bez. Kiedyś kobiety wiedziały co dobre i skutecznie radziły sobie bez aptek;)
W domu w zasadzie szykujemy się powoli do jesieni. Szkoła się rozpędziła, dzieciaki zadowolone...wiatr gasi świece lata...
Moja fascynacja retro się rozwija:)
Jak wiadomo Kopernik też była kobietą...więc zabrałam się za remont schodów. Jak już przebrniemy przez wszędobylski pył to będzie jak w bajce:)
Pozdrawiam serdecznie
Tymczasem
Polinka
środa, 3 września 2014
Nie ma tego złego...decoupage ciąg dalszy
Lato powoli przechodzi w babie...lato. To oczywiście sygnał zbliżającej się jesieni. W lesie grzyby, na dębie liście żółkną a we mnie tęsknota się wzmaga. Za latem upływającym, przesiadywaniem
w ogrodzie, marzeniami o wyjazdach bliższych i dalszych.
Młodzież moja drugi dzień w szkole. Panienka w klasie piątej a kawaler w pierwszej:) Jak te dzieci rosną! I kiedy?
Jak już pisałam- nie ma tego złego. Lato odjedzie, to fakt, jesień złota zamieni się w pluchowatą
i tak dalej. Ale będzie to czas herbaty, kominków i ciepłych koców. Lubicie ten czas prawda?
Więc w zasadzie nie ma się czym martwić:)
Zrobiłam decoupagowe pudełeczko dla mojej Młodej:)
Oryginalne, stare pudełko po babci tejże dla koleżanki:) Łączymy pokolenia:)
Powróciła miłość do koronek. Rozkładam je po domu, nakrywam, otulam...Swoją drogą czyż puste, stare i pobielone ramki nie są wspaniałe?
Dekoracji jesiennych nadchodzi czas:) Nie chciałam wam pokazywać w połowie sierpnia, że leśne wrzosy już kwitną, ale wrzos we wrześniu to coś innego:) I pamiętajcie o nasionach trawy. Teraz najlepszy czas na ich rozsiewanie. Szczególnie warto się zapoznać z ofertą tego producenta trawy.
Pozdrawiam was serdecznie a na pożegnanie jabłuszko przesyłam, z własnego drzewa:)
Tymczasem
Polinka
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































