czwartek, 1 grudnia 2016

Inspirello

Wpadłam w wir natchnienia przed spotkaniem z wami. Wiele czasu poświęcam na szkolenie umiejętności, rozbudzanie wyobraźni i czekam:)
Aktualnie szperam na stronie inspirello.pl a filmy instruktażowe wciągnęły mnie bez reszty. Co się naoglądam to później sobie kupię i bardzo mi to odpowiada. Reklamuję z czystego serca.
Dom ponownie rozkwita zapomnianym rękodziełem a ja cieszę się jak dziecko.
Metalowe elementy na poniższych  przedmiotach leżały w szufladzie kilka miesięcy a ja szukałam kleju. Jedynym, którym mi naprawdę wyszło był Mamut firmy Den Braven. Fantastyczny choć bardzo gęsty. Klei wszystko, nawet taki dziwoląg jak szkło ze stalą. Potem trochę białej farby, popaciać tylko i mam swoje starocie. Dodam, że te metalowe cuda to końcówki do bram, kupiłam na giełdzie w Słomczynie:)
Zaszywam się powoli w atmosferze zimowej i świątecznej. Świece stały się moim przyjacielem każdego dnia. Dają odpoczynek i klimat sprzyjający rękodziełu.

 
 


Ale, ale!
Obiecałam książkę dziś wylosować więc losuję...

Magda Em. wpadła Młodemu w ręce:)

Gratuluję i czekam na adres do wysyłki.




To będzie dobry czas...bo razem wszystko lepiej idzie:)
Dobrej nocy kochani!
Polinka

wtorek, 22 listopada 2016

Spotkanie i niespodzianka

Wygląda na to, że nasze spotkanie przedświąteczne się odbędzie.
W pierwszej kolejności chciałam podziękować Adze za serce i udostępnienie pracowni a za chwilę Wam, że zechciałyście się spotkać.
Spotykamy się 10 grudnia w Warszawie.
Na spotkanie zgłosiły się od końca: All About Home, Gabi, AniaW, Babidom. Dodając mnie i właścicielkę pracowni mamy 6 osób i moim zdaniem to będzie w sam raz.:)
Ustaliłyśmy z Agą, że najlepiej będzie aby każdy robił to, co mu najbardziej w duszy gra. Materiały przynosimy ze sobą z małym zapasem abyśmy mogły się podzielić z innymi.
Ja nastawiam się na akrylowe bombki dekorowane decoupage oraz reliefami.
Aga będzie miała dla was małą niespodziankę, ale za wiele nie chcę powiedzieć.
Proszę, abyście potwierdziły termin już na tip top.

A teraz niespodzianka.



Bądź hygge! – bądź szczęśliwy!
Wyobraź sobie, że jest deszczowy dzień, a ty siedzisz w fotelu pod kocem i czytasz książkę. Wyobraź sobie, że jesz kolację przy świecach z przyjaciółmi i świetnie się bawisz. Wyobraź sobie, że siedzisz przed kominkiem z ukochaną osobą, a na zewnątrz szaleje zamieć. To, co właśnie odczuwasz, to hygge.
Hygge jest pojęciem, którego nie da się dosłownie przetłumaczyć na język polski, a które jest jednym z najpiękniejszych duńskich słów. To określenie na uczucie szczęścia, ciepła, komfortu i bezpieczeństwa.
Duńczycy są najszczęśliwszym narodem na świecie. Meik Wiking, autor książki i dyrektor Instytutu Szczęścia w Kopenhadze, przybliża nam duński przepis na szczęście, którym jest właśnie filozofia hygge. Duńczycy cieszą się z drobnostek, żyją wolniej i spędzają dużo czasu z bliskimi. Bo w końcu szczęście to radość z małych rzeczy!

Szczęście to radość  z małych rzeczy...dla mnie to ważne i piękne słowa. Książka dała mi wiele ciepłych doznań, połknęłam w całości.
Moje hygge to czas spędzony z rodziną, spacer z psem, wieczorne ognisko, palenie świec, zbieranie grzybów, spotkanie z przyjaciółmi. Daje mi to bardzo dużo hygge.

Chciałabym Wam podarować tę książkę, przekazać dalej ciepłe światło. Książka będzie oczywiście nowa (swoją zachowuję:) Proszę, abyście nie wieszali informacji na swoich blogach, tu nie chodzi o popularność. Prezent wylosuję wśród moich stałych czytelników, w podziękowaniu, że tu zaglądacie.
Losowanie 1 grudnia aby dotarła przed mikołajkami. Zapisujcie się pod postem.

Tymczasem
Polinka

poniedziałek, 14 listopada 2016

Organizujemy spotkanie:)

Kochane dziewczyny!
Ostatni mój wpis z propozycją spotkania przedświątecznego wywołał spore zainteresowanie:)
Spotkajmy się więc!
W kwestii lokalowej zgłosiły się dwie właścicielki tzn Lula z Kawiarnią Retro w Kole na trasie Poznań-Warszawa oraz Aga z pracownią w Warszawie. Jesteście wielkie dziewczyny!
Wydaje mi się, że lepszym rozwiązaniem będzie Warszawa, szczególnie, że pracownia Agi ma właściwy klimat sprzyjający wszelkim robotom. Jeśli jednak wolicie Koło to czekam na opinie.
Po cichutku zaproponuję 3 lub 10 grudnia, sobota. Będziemy już w odpowiednim nastroju choć o to nie trudno w naszych kręgach.
Myślałam o tematyce...wianki, stroiki, bombki, świąteczne akcesoria? Chciałabym abyście wypowiedziały się w tej kwestii. Mnie osobiście najbardziej interesowałyby bombki decoupage z elementami reliefu ale ustalmy wspólnie.
To jak?
Czekam na chętnych, zapisujcie się pod postem wskazując  termin najwłaściwszy dla was oraz technikę.


Cieszę się ogromnie!
Polinka

AKTUALIZACJA
Spotykamy się 10 grudnia u Agi w Warszawie - termin ustalony. Zapraszam chętnych:) Buźka

poniedziałek, 7 listopada 2016

Wspólne dekoracje świąteczne?

Rozglądając się po blogach zauważam powoli rodzącą się atmosferę świąteczną.
Od razu pomyślałam, że chciałabym w tym roku się z wami spotkać i wspólnie przygotować kilka dekoracji świątecznych. Bo w sile tkwi wielka energia i inspiracja. Może macie ochotę coś zorganizować w centralnej Polsce?
Mam wielką ochotę was zobaczyć i klimat poczuć w większym gronie, przy dźwiękach muzyki, aromacie herbaty, miłych pogaduszkach...ktoś chętny?

Wyraźcie swoje opinie w komentarzu.

Na pytanie co się dzieje mogę jedynie odpowiedzieć, że nic:)
Bo jak opisywać zwykłą, dobrą codzienność, spokój i równowagę? Nic spektakularnego się nie dzieje, kolejny dzień przypomina poprzedni.
I dobrze! Bo osiągnąć spokój znaczy mieć go...codziennie:)
W domu jesień i staram się nie dawać szaroburości:)



Dawno przestałam gonić, bo szczęście nie polega na zdobywaniu tego, czego chcesz ale na akceptowaniu tego, co już masz. Bardzo dobrze mi
z tą myślą i spokojnie:)
 
 


Dużą radością jest dla mnie ostatnio weekendowe gotowanie w gronie rodziny. Ja za mięsa i sałatki a córka-wielkoludka za ciasta. Dobrze jej idzie skubanej:) Panowie kibicują i paluchy wpychają dla spróbowania a ja przenoszę się w dawne czasy myślami. Wspominam, jak z wypiekami na twarzy siedziałam przy mamie, rodzinnie te paluchy maczaliśmy w ciastach i pamiętam...że z proszkiem do pieczenia to brzuch będzie bolał.
Plany na najbliższy weekend, poza świętowaniem marcińskim, to kiełbasa ze słoika. Z wielką przyjemnością zabiorę się za ten smakołyk.
A w radiu właśnie spokojnie płynie melodia, która cudownie kojarzy mi się ze świętami...let it snow...ale cii! To jeszcze nie czas. Wszystkim trzeba się cieszyć powoli, oczekiwanie też jest darem.

niedziela, 16 października 2016

Przedłuż sobie wakacje

Pomyślałam kochani, że może Was to zainteresuje:)
Przy odrobinie szczęścia i inwencji twórczej możecie spędzić weekend
w pięknym miejscu:)

http://www.burco.pl/konkurs/

Konkurs "Pokaż nam swoje wakacje, a my je przedłużymy!" organizowany przez firmę Burco.
Aby wziąć udział należy zaobserwować ich profil na Instagram i dodać na swoim profilu zdjęcie przedstawiające Wasze wakacje oznaczając ich w opisie @burco.pl i tagując #wydluzwakacje.
Do wygrania weekend dla dwóch osób w naszym apartamencie!
Tymczasem
Polinka

wtorek, 11 października 2016

Czerwonawo

Nie wiem, czy to jesień, czy potrzeba zastosowania rozgrzewającego koloru, ale zaszalałam:)
Wnętrza w kolorystyce czerwono-białej podglądam z przyjemnością od dawna. I nie wiem, czy bardziej wolę czerwień w otoczeniu cegły czy może bieli?





Powyższe kadry są z filmu Millenium w wersji szwedzkiej a mnie zaczarowała kuchnia. Kolor czerwony ma w sobie dużo ciepła, miłości, nastroju. Moja nie będzie co prawda aż taka biała i może mniej konsekwentna ale za to własna:) Jak to w końcu jest? Oni tak na północy dekorują swoje wnętrza? Pomóżcie fachowcy!

Niedzielny poranek, smutny i zachmurzony po zapaleniu świateł rozmarzył mnie lekko.


 





Kuchnia jak na razie przeszła metamorfozę kolorystyczną a wprawniejsze oko zobaczy coś, co nadal jest w "procedowaniu":) . Pracuję nad frontami kuchennymi i zamierzam mieć je w rękodziele. Ciekawi mnie efekt bo pokusiłam się o dodatki, które coś mówią o właścicielu.
Co u was kochani? Kisicie kapustę na zimę?;)
Tymczasem
P.

wtorek, 4 października 2016

Dziesięć lat

Dziesięć lat mieszkam w moim domu na wsi... Zleciało bardzo szybko, dobrze mi tu i spokojnie.
Mogłabym pokazać wam teraz metamorfozy wnętrz, remonty, zmiany kolorystyczne i stylistyczne ale chyba nie o to chodzi. Dom ten w każdym swoim stadium był moim ulubionym, zgodnym z aktualnym pomysłem, często się zmieniał.
Od jakiegoś czasu jest CONSTANS. O!
Dom jest udomowiony, pełen ciepłych kapci i choć odbywają się różne remonty i zmiany, to dla mnie jest to ten sam dom. Po prostu nasz i tak jak my czasem się zmienia.
Pewnie nigdy nie powiem, że jest gotowy, zawsze dusza porwie się w stronę nowego ale... im więcej zmian tym świat mniej się zmienia parafrazując mądrzejszego ode mnie.
Dziesięć lat! Szmat czasu a jakże początek:)








Dom to miejsce, gdzie snuję marzenia, realizuję plany, spotykam się z najbliższymi. To miejsce staje się również ostoją w trudnych chwilach, które czasem w życiu nadchodzą. Zamykam się wtedy, tu, i jestem bezpieczna.






Kocham...a on się odwzajemnia czułością.
Wszystkim sąsiadom, bliższym i dalszym, dobrym ludziom, przyjaciołom, których spotkałam na swojej drodze dziękuję...za dziesięć wspólnych lat!
Tymczasem
Polinka

wtorek, 27 września 2016

Zamiotło jesienią

Wrzesień, wrzesień a tu jesień:)
Wielką przyjemność sprawiają nam popołudniowe spacery w świetle zachodzącego słońca.
Jest cicho i bardzo przytulnie, nadal ciepło.
Rozpoczęliśmy projekt małych zmian w kuchni i ponownie głowę zaprząta mi wyszukiwanie i kombinowanie. Lubię zmiany ale jak sobie pomyślę, ile jeszcze mam zaplanowane i jak bardzo kurczy mi się czas, to wręcz oczopląsu dostaję:)
Mały mix wrześniowy, bo nie nadążam pokazywać zdjęć, które robię. Strasznie mi przykro z tego powodu.

Wrzesień przywitaliśmy w malowniczym Kazimierzu oraz Nałęczowie. Cudna wycieczka!
Przypomnieliśmy sobie, że wokół nas nadal są ludzie, którzy dają dzieciom jabłka - na drowie niech będzie- działają bezinteresownie, że są miejsca dostępne bezpłatnie, jak Nałęczów. Pijalnia wody i czekolady poczciwego Wedla, eleganccy pensjonariusze domu zdrojowego, relaks. Dla mnie to prawdziwe SPA dla duszy, trochę jak w dwudziestoleciu międzywojennym.





W maleńkim Kazimierzu jest sklep z rozmaitościami. Zauroczyła mnie bardzo czuła i nastrojowa atmosfera w nim panująca. Klimat toskańskiego wnętrza, uśmiechnięta pani za ladą. Czyż tak nie powinno być wszędzie?

Stopujemy już podróżowanie i zaszywamy się w domu, w którym zdobyczne kwiaty i dekoracje okazjonalne umilają nam życie:)









Jesień już, tyka czerwieniejącymi liśćmi a razem z nią spokojny czas domowy, rodzinny, jeszcze w babim lecie. Czyż nie jest pięknie?
Poza remontem planuję powrócić do decoupage, tym razem w rozszerzonej formie. Patynowanie i zabawa w dekoracje rodem z dawnych Włoch czy posiadłości we Francji.
Niebawem się usłyszymy, obiecuję.
Aldona ściskam mocno ciebie i twoją cudowną córeczkę!
Pa!
Polinka

niedziela, 18 września 2016

Podsumowanie

Spadło na mnie niespodziewanie zimno przeraźliwe:) Czy zaczyna się zatem czas domowych nasiadówek, palenia w kominku? Przyznacie, że przyszło niespodziewanie i bardzo gwałtownie. A jeszcze kilka dni temu planowałam wrześniowy wyjazd nad jezioro:)
Dziś kończę opowieść o Szwecji. Z niezależnych ode mnie powodów temat się trochę wydłużył:)
Jechałam zobaczyć skandynawskie wnętrza, dodatki, chłodny styl północy ale przede wszystkim jechałam po konika z Dalarny. Od dawna próbowałam go zdobyć, prosiłam podróżujących znajomych aby w końcu przywieść osobiście.
Koniki z Dalarny są wszędzie. Wybór kolorów spory, rozmiary zróżnicowane. Ceny? Ha, ha:) Przeliczając na nasze od 40 zł w absolutną górę. Tańsze są te produkowane dla turystów, niewiele mające wspólnego z rękodziełem. Oryginalne to już kwestia całej polskiej pensji:)
Drewniana postać konia, w ludowej tradycji Skandynawii, jest postacią odstraszającą złe demony. Wieszano go nad wejściem do domu. Legenda głosi, że w długie jesienno-zimowe wieczory, drwale w swoich chatach na wyrębie, oddaleni od rodzin, robili dla swoich dzieci zabawki w formie konika. Wracając do domu, wręczali dzieciom by strzegły ich przed złymi duchami.





Tradycyjne pamiątki ze Skandynawii to konik, Muminki i Pipi, przedmioty z wizerunkiem łosia cy trola. Są praktycznie wszędzie.

Generalnie za wszystko trzeba słono zapłacić, większość pamiątek ma wspólną cenę 150 SEK...no chyba, że drożej:) 150 SEK to ok 75 zł:) Ałć:) Jednego jednak przeboleć nie mogę! Cudnych, maleńkich, pastelowych miseczek z konikiem. Najpiękniejsza rzecz, jaką widziałam w Sztokholmie ale cena zwaliła mnie z nóg. Słynne 150 SEK za miseczkę, maleńką. I kubeczki jeszcze były...


Szukałam moich ukochanych skandynawskich ceramik, Iba i Greenn Gate i tu przeliczyłam się mocno. Poupychali gdzieś te sklepy przede mną;) Liczyłam na fajne promocje i przeceny.
Apropos promocji. W Szwecji podobno popularne są ciucholandy a w nich duże działy z artykułami do wnętrz. Mieszkańcy ponoć nie lubią wyrzucać i chętnie oddają rzeczy już niepotrzebne do takich sklepów. Dużo czytałam jak to można za grosze chatkę własną urządzić więc szukałam tych sklepów jak w amoku:) Jeden był, weszłam oszołomiona i dość szybko wyszłam zawiedziona. Coś jak nasz targ staroci tylko ceny...jak za nowe. Może ktoś miał szczęście ale nie ja:)
Wnętrza skandynawskie...zachwycam się nimi w internecie. Nastrojowe lampki w oknach bez zasłon  faktycznie tam są jednak wiele więcej nie udało mi się zobaczyć. Nie wiem czemu...choć swoją teorię mam, o czym w podsumowaniu.
Czy nie wiecie przypadkiem, dlaczego montują na oknach lusterka?


Jedzenie. Na każdym kroku kuchnia międzynarodowa a o tradycyjne szwedzkie klopsiki czy śledzia bardzo ciężko. Spróbowałam hamburgera ze śledziem w słynnej budce w dzielnicy Slussen. Zawód jednak przeżyłam podobny jak pewnego roku w Berlinie próbując wurst mit brot. Cóż, jakościowe to nie było a połączenie mielonej ryby, cebuli, kapusty i bułki szczytem finezji nie jest.


Jednak pod tą budką spotkała mnie gratka nie lada. Szwedzi mają swój specyficzny specjał, kiszonego śledzia tzw. surstromming. Każdemu polecam filmy na youtube w temacie a moja wyobraźnia też nieżle się tym napasła. Bardzo chciałam spróbować słynnej śmierdzącej rybki choć nie wiedziałam, czy będę miała okazję.
Okazja jak widać na mnie czekała bo na ulicy spotkaliśmy grupkę obcokrajowców wykrzywiających się nad otwartą puszką ze specjałem. Podeszłam zaciekawiona, myślę sobie, że chociaż powącham.:) Po chwili rozmowy już miałam widelec w ręku i jako jedyna spróbowałam przy wiwacie pozostałych:)


W puszce znajdują się małe śledzie z uciętą głową jedynie. Wszystko mocno zasolone i zakiszone. Zapach...no cóż, specyficzny ale nie tragiczny. ( Tu należałoby szanownych czytelników szybciutko skierować do youtube tytułem wstępu)
I teraz dobrze mi posiadać własną opinię o legendzie, której do samolotu nie zabierzesz, musisz otwierać pod wodą a w bloku to ponoć w ogóle nie można:)
Dobre to jest! Bardzo słone, przypomina anchois i jako dodatek do potraw będzie świetne.
Więcej przysmaków nie udało mi się poznać bo klopsiki to chyba tylko w Ikea:)
Ulice Sztokholmu zalane są kuchnią międzynarodową, wszędzie kebab i sushi, tajskie, chińskie...cudze. Smutne to niestety.
Reasumując wyjazd do Stokholmu.
Oczywiście, że było warto! Każdemu polecam choć wnioski mam raczej smutne.
Miasto zalane jest mieszanką przybyszy z całego świata, wszyscy mówią po angielsku a język szwedzki ciężko usłyszeć. Kuchnia, jak już pisałam. Nie ma w Sztokholmie ukochanych przeze mnie skandynawskich wnętrz i sklepów z dobrze znanymi produktami. Doceniłam nasze i choć ceny są wysokie to nie aż tak. Nie ma też czystości rodem z ikea, segregacji śmieci, dokładności i porządku. Ulice nie są specjalnie czyste, śmietniki przepełnione. Dziwne, prawda?
A gdzie są Szwedzi? Nie udało mi się z nimi zamienić słowa, sprawdzić gościnności. Mam wrażenie, że wszyscy się gdzieś wynieśli, mieszkają w swoich czerwonych domkach w cudnych okolicznościach przyrody, na wsi. W stolicy raczej ich mało. I małe są ich domki, zazwyczaj drewniane, nic na polski wzór. Nie wiem doprawdy dlaczego.
Więc jak ci się wiedzie Szwedzie?
Udanego tygodnia moi mili
Polinka


piątek, 2 września 2016

Miasto nocą

Żadne miasto widziane nocą nie zachwyciło mnie tak bardzo jak Sztokholm.
Doskonale zadbano o wyeksponowanie urody wody, kanałów, skwerów. Można godzinami siedzieć na ławeczce, obserwować nieśpiesznie poruszających się ludzi i patrzeć...na światła zanurzone w wodzie.













Około północy na północy :) ulice i restauracje pękają w szwach. Mnóstwo spacerowiczów, osób jedzących i rozmawiających, eleganckich. Tutejsi panowie często występują w garniturach do późnego wieczora. Ciekawe, kiedy śpią?;)
Dobrego dnia kochani!
Polinka