Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 lipca 2022

Chill out - czyli o miłości rodziców do siebie wzajemnie

Dziś chciałabym poruszyć kolejny ważny temat, mianowicie bliskość
w małżeństwie, utrzymywanie relacji po opuszczeniu domu przez dzieci.

Na początku związku jesteśmy zauroczeni naszym partnerem, czujemy motyle
w brzuchu. Staramy się, myślimy, wariujemy, żyć bez siebie nie możemy. Nasze życie to karuzela myśli - czy on/ona kocha mnie tak samo, jak ja jego. Chodzimy na randki, piszemy sms, dzwonimy, jednym słowem usychamy bez siebie:)

Zauroczenie przeradza się w miłość, on ze wzruszeniem oświadcza się, ona
z rumieńcem na twarzy przyjmuje pierścionek. Bajka kończy się ślubnym kobiercem.

Znacie te sprawy:) Budujemy dom, na świat przychodzą nasze dzieci, karuzela się rozpędza. Nie chodzi mi o jakieś wielkie rozwodzenie się nad tematem, istotą związku, problemami z tym związanymi. Wiadomo, mamy dom, pracę, dzieci i tysiąc spraw do załatwienia. 

Nie zawsze w tym momencie starcza nam czasu czy sił na bycie ze sobą, pielęgnowanie uczucia. Dzieci, sprawy- to staje się sensem naszego świata. I oczywiście dobrze, że tak się dzieje, dzieci i nasz świat jest ważny...mija dwadzieścia lat.
To, jak dbaliśmy o nasz związek i uczucie między nami najbardziej zaprocentuje właśnie w momencie, kiedy nasze dzieci zaczną powoli usamodzielniać się, opuszczać dom rodzinny. Wtedy dowiemy się, czy między nami jest miłość, czy się przyjaźnimy i czy odpowiada nam spędzanie czasu, którego nagle mamy nadprogramowo. Już nie kręci się ten czas wokół dzieci.

Pętla życia się zatoczy, i znów mamy czas na randki.

Ja, mój związek właśnie wchodzi w taki okres.

Starsze Maleństwo dostało się na studia, ma głowę pełną marzeń i silną potrzebę zarabiania pieniędzy. W związku z tym przez okres wakacyjny pracuje "od deski do deski" i pojawia się w domu późnym wieczorem. Młodsze Maleństwo, licealista również wszedł na swoją drogę. Od kilku dni szaleje
z kolegami z grupy rekonstrukcyjnej, w domu nie bywa, wojsko go wciągnęło na maska. Nawet telefonu nie odbierze, nie ma czasu.:)

I zostaliśmy my- rodzice. Z dużą ilością czasu dla siebie, nie powiem,
z euforią również.

Wspólnie spędzamy czas.

Cieszę się, że w naszym małżeństwie zachowaliśmy dawny żar, że się lubimy. Dwadzieścia wspólnych lat mocno nas scementowało, jesteśmy dla siebie ważni. I choć czasem potrzebujemy sobie przypomnieć, jak bardzo jesteśmy ważni, to wspólne chwile pokazują siłę naszego związku.
Jestem dumna, jestem wdzięczna mojemu mężowi, że jesteśmy razem i że to dla nas wszystko.

Mamy swoje rytuały, wspólne sprawy, poczucie humoru. Wielokrotnie myślimy
o tych samych rzeczach w jednakowym czasie, dzwonimy do siebie w tym samym momencie. Mamy podobny gust, wrażliwość na świat i muzykę. Jesteśmy jak bliźnięta w dobrym tego słowa znaczeniu.  I jestem bardzo dumna z pracy, jaką wykonaliśmy przez nasze dwadzieścia lat, że nie zagubiliśmy się po drodze.

Ti amo amore....ale ty wiesz! 

Tak więc spędzamy wspólnie czas, głównie na wycieczkach rowerowych, piknikach nad wodą i oglądaniu zachodów słońca. 


Wiecie, jaki świat jest piękny, kiedy o zmroku pędzisz na rowerze, 20 kilometrów od domu, bo dziecko za chwilę wróci z pracy? Z uśmiechem, zrelaksowani, pędzimy tulić córkę, wysłuchiwać jej ważnych spraw. Jedziemy do naszego domu, domu stworzonego z miłości. Pracowaliśmy na to 20 lat.

 Przesyłam dużo ciepłych uczuć na nadchodzący tydzień.

Tymczasem

Polinka


środa, 15 czerwca 2022

Moja ostoja

Przed nami kilka dni upragnionego spokoju i relaksu.

Bardzo się cieszę na ten czas. Kocham mój dom, kocham moją rodzinę i lubię w tych okolicznościach spędzać czas.

Lubię nieśpieszne wstawanie z łóżka, śniadania w piżamach, lubię wspólne działanie w domu czy w ogrodzie. 

Ostatnie dwa lata pokazały, jak ważny jest dom. Nie mówię oczywiście o budynku. Dom to miejsce, gdzie jesteśmy sobą, odpoczywamy, gdzie otrzymujemy wsparcie. Przez ostatnie lata dom również stał się schronieniem przed pandemią, naszym miejscem pracy, jedynym miejscem spotkań z bliskimi. Dlatego tak ważne jest budowanie go na co dzień, budowanie relacji i bliskości. Z przykrością czytałam o rozpadających się związkach z powodu nagłego przebywania ze sobą w nadmiarze. O niedopasowaniu, niechęci do wspólnie spędzanego czasu.

 
Przez mój dom i rodzinę przeszło kilka armagedonów, jak w każdym domu bywały kryzysy i problemy. Jesteśmy w końcu małżeństwem z dwudziestoletnim stażem z dwóją dzieci... Wiemy już, że życie to nie tylko sielanka, miód i ambrozja.  Czy umiemy pokonać każdy problem? Zapewne nie, zapewne moglibyśmy starać się bardziej. I choć nie zawsze nam wychodzi, to jedno możemy głośno powiedzieć. W naszym domu bardzo się kochamy, otaczamy miłością i możemy na siebie liczyć. Jesteśmy dla siebie ważni.
 

 
 

Posłuchajcie jutuba powyżej. To jeden z moich ukochanych utworów.

Dbajmy o siebie, rozpieszczajmy swoich bliskich, budujmy relacje. Nasze rodziny są wszystkim, co mamy.

Udanego wypoczynku kochani!  

Cieszę się, że jesteście!

Tymczasem

Polinka




czwartek, 25 maja 2017

Dekoracja stolu komunijnego

Przede mną wielkie święto przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej przez mojego syna.
Nie powiem, trochę to przeżywam:)
Bardzo zależy mi na wspaniałej atmosferze, smacznym jedzeniu oraz dekoracji stołu.
Obrusy ecru, zastawa biała, kwiaty i subtelne wstążki. Upieram się przy rozbielonych dekoracjach, czystych i lśniących, połyskujących świecznikach. Od dłuższego już czasu kolekcjonuję zastawę na wszystkie części stołu, łyżki do sosów, szczypce do cukru, podkładki materiałowe a potem lubię bawić się ich wykorzystywaniem.


Powyższe zdjęcie to ideał wyszukanej prostoty. Zobaczcie jak łatwo wyczarować romantyczny nastrój ze zwyczajnej gipsówki oraz blaszanych wiaderek. Już widzę przerażone miny znawczyń tematu krzyczące, że gipsówka wydziela nieprzyjemny zapach.:) Cóż, urody to jej nie odbiera i odpowiednio stosując nie ma się czym przejmować.:) Gipsówka for ever!



Nie mogę się często zdecydować, czy wolę prostotę w stylu rustykalnym, czy pałacowy przepych. Sądząc po najnowszych dekoracjach w moim domu idę w stronę przepychu. Nie mogę sie oprzeć kryształowym lustrom ale i bogatym bukietom kwiatów. Jestem kompletnie zauroczona stylem buduarowym, kapiącym złotem i srebrem i dotyczy to również bukietów. Ha, ha, dobrze, że ostatnie dziecko wysyłam do komunii:)



Pamiętacie, jak pisałam post o wzajemnym oddziaływaniu na siebie blogerek oraz na inspiracji?
Zdjęcia, które wam pokazałam właśnie pozwoliły mi się określić, wyznaczyć kierunek mojego stołu. Kiedyś, w przyszłości będzie dokładnie TAK! Romantycznie przede wszystkim, z przepychem dekoracji, oświetleniem.




Myślę, że przesiąkłam stylem romantycznym na zawsze:) Do tego zawsze można wpleść kilka ozdób ręcznie robionych, postawić na stole stroiki czy kule decoupage, zwiesić sznury pereł. W sklepie dla artystów hobbistów http://www.loveart.pl/ znajdziecie wiele przydatnych akcesoriów.
Jeśli tylko posiadacie choć trochę umiejętności, zachęcam was gorąco do samodzielnego dekorowania stołu. Również w ten sposób możecie okazać swoim dzieciom miłość i własne zaangażowanie w szczególnym dla nich dniu.
Tymczasem
Polinka

środa, 22 marca 2017

Aleksander być może

Chciałbym Ci powiedzieć bajkę, pełną światła, misiów, lalek,
pełną słońca cudownego
które miga nad twą główką...
Chciałbym córko ci powiedzieć
kim jesteśmy dziś dla siebie
bo ty dla mnie jesteś teraz macierzanką, bratkiem kwiatkiem
niebem, które spadło nagle
na me życie złe, ponure
rozświetliłaś swym uśmiechem
cały świat i dom nasz cały...


Otworzyłam nowe wrota genealogiczne. Tkwię w niewiedzy, szaleńczym poszukiwaniu, oczekiwaniu.
Jeśli dobrze myślę będę blisko wyjaśnienia tajemniczych losów mojej rodziny, poskładania układanki w całość. W końcu wszystko pasuje!


Zastanawiam się, jaki jest wasz stosunek do przodków? Czy jesteście zainteresowani, czy może nie macie czasu?
Wspólnie z mężem tworzymy drzewa naszych rodzin, bardzo nas to interesuje. Szanujemy swoje korzenie i jesteśmy ich ciekawi. Chcemy przekazać naszym dzieciom jak najwięcej wiedzy aby sami nie musieli kiedyś poszukiwać, jak my dzisiaj.
W naszych rodzinach były wojny, obozy koncentracyjne, zsyłki na Sybir, bieda. Historie są prawdziwe i smutne, jak o Alince, która zmarła z miłości do żołnierza, który przeszedł na stronę niemiecką. Nie mogła mu tego wybaczyć a kochała na zabój. Prawdziwa historia miłosna, rodzinna. O babci, co miała sklep z butami na pradze, drukowała w podziemiach ulotki powstańcze. O Marcinie rzeźbiarzu i jego pięknej Małgorzacie, o Pawełku i Piotrusiu, który nie dożyli dorosłości. Wreszcie o Aleksandrze, który może okazać się nowym pięknym rozdziałem życia naszych rodzin, prawdziwym korzeniem i pasującym elementem układanki.

Szczęście mnie rozpiera:)
Pozdrawiam gorąco
Polinka

Propozycje zadaszeń drzwi, balkonów, tarasów, bram i witryn znajdziecie pod adresem https://www.metal-gum.com/

środa, 8 lipca 2015

Dzień z życia

Jak to nieszczęście bliźniego może czasem lepiej na sercu zrobić:)
Wróciłam właśnie z ogrodu mojej przyjaciółki i poprawiło mi się z deczka. Kwestia jaka jest do omówienia to susza w moim ogrodzie i kłopot z hortensjami.
Już pisałam, że leję wodę na potęgę a mimo to straciłam kompletnie trawnik.
I choćbym nie wiem jak chciała wam pokazać moje zielone wnętrze to nie mogę, trawy brak.
Podpatruję u sąsiadów i zawsze mi się wydaje, że lepiej mają, a u mnie...lepiej nie mówić.
Otóż Marianna moja też tak ma:) Podlewa a efekty mizerne. Od razu mi się lepiej zrobiło. Nic tak nie cieszy jak nieszczęście bliźniego nie?;)
Mam oczywiście nadzieję, że nie traktujecie moich słów zbyt dosłownie...Prawda?

Jak u was po nocnej nawałnicy? Przeszła nad większością kraju, południe w dużych problemach utonęło. Jak u was? Wszystko gra?
Trzaski, wrzaski i błyskawice obudziły mnie o trzeciej. Przytomność nakazała odłączenie komputerów od prądu, bo swego czasu sporo się nasłuchałam o możliwościach burzy. Listwa przepięciowa niby jest, ale inni też mieli, więc wolę dmuchać na zimne. Potem pozostało już tylko upajać się możliwościami przyrody, wydając
ochy i achy. Na szczęście nie mam złych doświadczeń z burzą, jedynie w pierwszym roku mieszkania na wsi wiatr zerwał mi właz do komina:) Duło wtedy, że hej
i z wielkim świstem kawałek dachu odleciał do sąsiada. Do nas za to wpadła czyjaś brzoza, dobrze, że zatrzymała się przy płocie. Tyle w temacie.
Aktualne burze mnie cieszą bo u nas bardzo mało ogólnie pada. Ludzie mówią, że parafianie za mało na tacę kładą to i nie pada:) Bo skąd niby?;)

Salon mój zmienił lekko oblicze. Ma być cottage, w nutką czerwieni a mój babciny fotel bardziej wyeksponowany. Poniżej poranek w salonie. Lubię klimat porannego słońca:)









Ulubiony poranek. Słońce przyświeca, w kuchni parzy się kawa, hortensje pysznią się niebieskością. Tak rozumiem dom.

Ale dom to również obowiązki. Obrobiliśmy się z truskawkami więc czas na porzeczki. Porzeczki mamy własne bo przy planowaniu ogrodu szukaliśmy miejsca na owoce. Do tego agrest w odmianach, śliwki, jabłka, gruszki oraz morwę. Kompletnie nie sprawdziły się morele i brzoskwinie, nie chciały z nami być:)
Przetwory robimy rodzinnie. Maluchy zawodowo zbierają owoce, Ukochany zazwyczaj szypułkuje czy obrywa z gałązek a resztę robię ja. Rok w rok i nie planujemy tego zmienić. W tym sezonie, jak już wspominałam, stawiamy na duża ilość dżemów bo smaka mamy jak nigdy:)




Czerwienie, jak widzicie, trzymają się mnie mocno:) Zamówiłam już materiały w poziomki i truskawki i będę szyć dekoracje. Szał po prostu, tak, jakby Kaśka powiedziała:) Oczywiście nadal, maniakalnie, oglądamy Rozlewisko. To nic, że znamy teksty na pamięć:) Gotujemy bób i włączamy Rozlewisko. Symbol leniwego lata.
W tym roku mamy problem z ptakami. Bardzo polubiły nasze drzewa i krzaczory ale niestety często rozbijają nam się o okna. Część śmiertelnie, niektóre wychodzą z tego ze wstrząśnieniem dziobów. Ostatnio nawet dzięcioł.


Urokliwy był, nie powiem, ale czerwona kropka po prawej stronie zdjęcia to jego krew. Na szczęście odleciał, kiedy Ukochany chciał go przenieść w spokojne miejsce, aby wydobrzał.

Mamy też takie kwiatki:) Księgę ptaków studiujemy często i wychodzi nam, że to młode drozdy śpiewaki:)


Czy ja aby państwa nie nudzę?
Przekazałabym jeszcze trochę wieści z ogrodu chętnie, choć zrobił się lekki bigos postowy:)




Tyle wieści ze wsi kochani:) Aktualnie marzę już o urlopie nas Bałtykiem ale to jeszcze chwilka.
Dziękuję za wszystkie komentarze i za obecność. Serdecznie was pozdrawiam.
Tymczasem
Polinka

niedziela, 7 czerwca 2015

Romantyczny weekend

Nie ukrywam, że wpadam tu z lekko drżącym sercem...
Od jakiegoś czasu nie dopinam doby, padam zmęczona o 22-giej i zasypiam natychmiast.
Najważniejsza dla mnie zawsze była, jest i będzie rodzina. Musimy mieć czas na rozmowy, wspólne przebywanie czy wylegiwanie się w łóżku do południa.Łóżko nasze jest jak Arka, często siedzimy w nim całą rodziną, włączając sierściuchy:) Jakby trafiła się powódź to płyniemy wszyscy razem.:) Te chwile cementują i głęboko zapadają w pamięć.


Wolny weekend zaowocował cudownym wysiadywaniem w ogrodzie, pełnym relaksem pod niebieską chmurką. Pogoda rozpieszczała, odkryliśmy nowe gniazda ptasie w naszym ogrodzie. Bo należy wam wiedzieć, że co roku odchowujemy całkiem sporą ptasią rodzinkę. Swoje domy zakładają u nas sierpówki, kosy, rudziki a ostatnio nawet drozd śpiewak. Niestety jego gniazdo spadło w niewyjaśnionych okolicznościach a jajka się potłukły. Podstawą dla stworzenia dobrych warunków ptasim rodzinom jest duża ilość drzew i krzewów a u nas jest w zasadzie mały las. Podglądamy je chętnie, dajemy spokój a one odwdzięczają się cudnym śpiewem. Wspaniale jest wyjść do ogrodu z aromatyczną kawą w ręku o poranku i słuchać treli. O, patrz! Idzie kos, on u nas mieszka:) Mamy takiego jednego kolesia:)
Czy u was też taka susza? Wariactwo jakieś! Trawa w ogrodzie praktycznie zamarła, mam żółte pogorzelisko, kwiaty na rododendronie się zaszuszyły. Zadziwiające! Inna kwestia to oczywiście podlewać, ale ile? Raz dziennie nie wystarczyło a przy zwiększonej częstotliwości bałabym się o rachunek, czy udźwignę:) Ale póki co, pokazuję:)









Poduszkę uszyłam na prędce z materiałów otrzymanych od Eli. Spontanicznie, prosto
z serca wysłała do mnie paczkę ta genialna kobieta:) W środku morze kwiatów, które z całą pewnością wykorzystam do najmniejszej niteczki. Dziękuję Ci Elu najmocniej!
Serwetki ozdobione przez mnie koronką oraz mały obrusik też pochodzą z paczki:)



Truskawki, truskawki:) Jak ja lubię ten czas. Jemy na potęgę, pijemy na potęgę w koktailach. Za chwilę wezmę się za przetwory, aby zachować na cały rok ten cudowny smak.
Polecam również maseczkę to twarzy z truskawkowymi kwasami owocowymi, Wystarczy rozsmarować!










 

Nic na to nie poradzę, że romantyczną duszę otrzymałam w darze...:)
Lubię mieć wszędzie kwiatki i wszystko w kwiatki:)
Od dłuższego czasu tworzę takie klimaty i nie mam dosyć. Zdaje się, że tak pozostanie mimo wszelkich mód i trendów.
Jak wam minął weekend? Odpoczęliście trochę i rodziną się nacieszyliście?

Pozdrawiam Was gorąco, w wakacyjnym nastroju i buziaki od Babula przesyłam:)


Tymczasem
Polinka

środa, 4 marca 2015

Ćwiczenie komórek

Rozpędził się nasz kącik czytelniczy kochane moje!
Zauważyłyście, ile nas jest, jak dużo czytamy? Co chwila na czyimś blogu pojawiają się informacje o kolejnej przeczytanej pozycji:) Szacun dziewczyny i wielkie podziękowania!
Wiele z Was zastanawia się nad źródłem potrzeby czytania książek i zazwyczaj piszecie, że to wszystko z domu. Czyta ojciec, czyta matka, czyta sąsiad
i sąsiadka...
Tak, moi mili. Z moich doświadczeń wynika, że czytania uczą nas rodzice i to nie chodzi o dosłowność. Potrzeba sięgnięcia po książkę w dorosłym życiu wynika z obrazów wyniesionych z domu. Rodzice czytali nam bajki, a wieczorami sięgali po swoją lekturę. Rozkochiwali nas w słowie pisanym i dziś dla nas książka jest naturalną potrzebą.
Pokolenia się zmieniły i dziś my musimy uczyć nasze dzieci zainteresowania tematem. Samo raczej się nie zrobi:)
U mnie mobilizacja pełną gębą. Dobrze, że obiecałam sobie i wam, że będę czytać, bo nie wiem, jak by to wyglądało. Faktycznie czasu mam ostatnio jak na lekarstwo ale czytam. Śmieszna i wstydliwa sprawa, że najwięcej książek leżakuje u mnie w toalecie, bo każdy coś ze sobą ciągnie:) Ups! Zdradziłam tajemnicę alkowy:)

Pozycja numer dwa na mojej liście do kącika czytelniczego to
"Wałęsa. Człowiek z teczki." Sławomir Cenckiewicz.




Wiadomo, lektura dla zainteresowanych tematem. Takie moje zboczenie, że staram się zekrnąć na wszystko o komunie i żydach, więc odpuścić nie mogłam:)
Tak demaskatorskiej książki o Lechu Wałęsie jeszcze nie było! Ostry, odkrywczy i nowatorski publicystyczno-historyczny pamflet będący odpowiedzią na zalew kłamstwa o "naszej ikonie".

Kontrapunkt do filmu Andrzeja Wajdy!

Tym razem Sławomir Cenckiewicz - popularny historyk, znany dotąd z opasłych i naukowych tomów, wspiął się na wyżyny publicystyki i napisał wreszcie książkę bez przypisów, w przystępnej formie odsłaniającą nowe i skrywane fakty. Ta książka to jaskrawa prawda o esbeckich źródłach mitu Wałęsy. To oskarżenie elit III RP - okrągłostołowego sojuszu nomenklatury z jej agentami i "pożytecznymi idiotami" - o sprzeniewierzenie się i poniżenie narodowego ruchu "Solidarności".



Moim zdaniem warta uwagi, bogato ilustrowana. Do sięgnięcia po nią  powinna was już zachęcić ostatnia strona okładki, gdzie znajdziecie fragmenty bloga pana W.,
w których wygraża się za wsze czasy czego on Cenckiewiczowi nie zrobi za tę publikację...
 
Trójka to Sekrety Istnienia.

 


Hmm, no książka nie zachwyca raczej:) 900 cytatów na poprawę jakości życia
i nastroju, lektura lekka i łatwa. W sam raz do pociągu, czyli na chwilę bez większych wzniesień:)

Wybrałam kilka z nich dla was i dla siebie na lekkie przemyślenie:

" Wewnątrz mnie jest miejsce, które jest moją samotnią, właśnie tam pulsuje źródło, które nigdy nie wysycha."

" Idź przez życie z podniesionym czołem, a nie z zadartym nosem."

" Każdy ma swoje słabości, ale najgorsze to stać na pomniku i być śmiertelnie poważnym. Nasza śmieszność pozwala razem z innymi uśmiechać się do uśmiechu. Trzeba umieć się śmiać z siebie, by nie stać się śmiesznym. Humor to jest dystans do siebie."

"Trzeba się cieszyć z tego, co się ma. Choćby się miało odrobinę, zawsze to będzie nieskończenie więcej niż nic."

" Nie jest klęską, gdy człowiek umiera, nie spełniwszy marzeń, ale klęską jest, gdy nie ma marzeń. To nie wstyd, że człowiekowi nie udało się sięgnąć gwiazd, ale wstyd, gdy nie ma gwiazd, po które chciałby sięgnąć."

" Kto nie ma w życiu misji, ten jest najuboższy ze wszystkich."

Osobiście najbardziej podoba mi się cytat o śmianiu się z siebie. :) Kiedyś byłam śmiertelnie poważna, dziś, patrząc na siebie oczami moich dzieci, zaczynam się śmiać coraz głośniej:) Bo to tylko ja, żaden pomnik:) Zwykła babka, co się stara każdego dnia i czasem coś z tego wychodzi:) Bozi przenajświętszej dziękować za moją dziuniowatość:)

Ale książki dla moich dzieci to nie wszystko. Staramy się rozwijać ich szare komórki różnymi grami i szaradami. Teraz, z racji ograniczonych tabletów do półtorej godziny dziennie, grają i grają i grają...
Siedmiolatek mistrz szachowy i nastka całkiem nieźle kombinująca w strategii.


Fredowi natomiast najlepiej idą piłkarzyki:) Fajnie,fajnie, wzięliśmy zapuszczonego kudła a po blisko czterech miesiącach mamy lwa:) Niech to futro spowolni swój wzrost:)


Tyle wieści z chaty:)
Przypominam o kończącym się CANDY. Losowanie odbędzie się pośród wszystkich zapisanych do Kącika Czytelniczego a oczywiście zapisać się może każdy. Klub otwarty dla wszystkich.
Pozdrawiam Was bardzo mocno, dziękuję za wszystkie komentarze
Tymczasem
Polinka



poniedziałek, 24 listopada 2014

Karta dużej rodziny

Kochani
Nadchodzi czas zimowych dekoracji...Przesiadywania w domu, palenia świec. Poszukujemy powoli magicznej atmosfery świąt.



Tydzień temu, w naszym domu pojawił się nowy lokator. Spaniel, najbliższy kolega Luisa:)
Trafił do nas niespodziewanie, zabiedzony piesek rasowy przebywający od dwóch lat w budzie. Obraz nędzy i rozpaczy! Półtorej godziny wycinaliśmy dredy z uszu, ogona, łap. Bo należy wiedzieć, że to był pies o podwójnym ogonie i potrójnych uszach. Pierwszy raz coś takiego na oczy widziałam.
Sprawiał wrażenie bardzo pokracznego ze względu na opuchliznę żołądka od karmienia samym pieczywem. Wykąpał się i pojechał do weterynarza na podstawowe szczepienia w wieku czterech lat... Jaki to los może zgotować człowiek bratu mniejszemu!
Aktualnie mieszka z nami tydzień. Jest bardzo radosnym psem, inteligentnym. W mig pojmuje zakazy i nakazy, szybko nauczył się nowego imienia. Ratujemy go z deficytu miłości.
Wczoraj był na pierwszym  w życiu spacerze na smyczy, pobiegał po lesie. Uśmiechnięty
i zadowolony. Jedyny problem z posikiwaniem ale na to czasu potrzeba. Jak na razie musiały zniknąć z domu wszelkie dywany. Tak więc, przy ilości posiadanych zwierząt, możemy wystąpić o kartę dużej rodziny:) Tylko proszę już nie stawiać na naszej drodze spanieli w potrzebie:)

Fredro w ujęciach kilku.
Pysk z niewykształconymi mięśniami, uszy ogolone, sierść bez połysku. Mamy nad czym pracować.


Dawno, dawno temu wykonałam pudełka na chusteczki dla koleżanek. Śpieszę się pokazać, gdyż za chwilę nie wpiszą się w tematykę świąteczną:) Pudełka na chusteczki raz!


I bocianie krzesełko. Jest prawdziwie stare a dostałam je od przyjaciółki. Przed długie lata siedziano na nim w domu " Na Bocianach". Dziś dom jest sprzedany a krzesło przywędrowało do mnie. Lubię się otaczać przedmiotami z przeszłością. Mają magiczną moc i historię.
Przepraszam za jakość zdjęć, staram się jak mogę ale ciemności egipskie panują czasem już od trzynastej, o słońcu nie wspominając.

Tym tematem zdaję się zamykam jesień. W mojej głowie w zasadzie tylko przygotowania świąteczne, dekoracje. Dziś nad ranem był mróz, szron. Tylko czekać  na śnieg. Ukochany zarządził wyjście dzieci do szkoły bez samochodu. To taka mała nasza tradycja. Do szkoły jest zupełnie niedaleko więc w czasie przymrozków chodzimy na piechotę. Zanim się to wszystko rozgrzeje, odśnieży to Młodzież już na miejscu. Ha, i widzicie jakie klimaty się zaczynają?:) Otwieramy powoli nasze zimowe Bullerbyn i zapalamy świąteczne lampy.




WI czekamy na śnieg:)
Udanego tygodnia Wam życzę, trzymajcie się ciepło, w czapkach i szalikach. Przypominam o candy.
Tymczasem
Polinka