Czas, czas, czas. Nadchodzi świąteczny czas wielkimi krokami.
Pod ostatnim postem wpisywałyście się, moje miłe, informując o ilości przeczytanych książek w Międzyblogowym Kąciku Czytelniczym.
Dziękuję Wam za udział w akcji, za wszystkie przeczytane i rozreklamowane książki.
Ja osobiście przeczytałam ich 14 choć nie o wszystkich zdążyłam napisać. Czas, czas, czas. W naszym życiu czas gra główną rolę niestety.
Po naszych rocznych zmaganiach z lekturą dla duszy mamy sukces. Szczególnie chciałabym pogratulować Bozenas, która przeczytała 40 sztuk i nadal czyta. Sądzę, że otrzymałaś złoty medal:)
Wszystkie starałyśmy się czytać, robić coś dla siebie, rozwijać się.
I wszystkim nam się to udało - nie ważne ile pozycji zdążyłyśmy przeczytać. Znalazłyśmy czas i chęć na czytanie a to wielka sprawa.
Kończymy dziś Międzyblogowy Kącik Czytelniczy.
Pozostało najprzyjemniejsze, czyli wylosowanie par do świątecznej przesyłki. Mam nadzieję, że pamiętacie naszą obietnicę przesłania sobie prezentów od serca?
Pod ostatnim postem podpisało się 16 zatwardziałych czytelniczek. Zdaję sobie sprawę, że piszę niezbyt często więc coś mogło umknąć. Jeśli ktoś się nie zapisał a chciałby paczkę wysłać i dosłać to nic straconego. Dopiszcie się szybko pod tym postem a ja pomodlę się o parzystość:)
Tak więc, ten i tego, pary zostały wylosowane przez Marysię Wiktora, czyli syna mojego rodzonego:)
Bozenas- Mysia
Agaciol - Kasia Ju
Apaczowa- Katarzyna Kosiak
Avrea- Iwona
Dessideria Life- Lula
Home by Dora- Paulina Labus
Cela D- My shabby my dream
Gabi- Magdalena Beck
Dziewczyny! Tak wyszło losowanie. Magdalena B. zgłosiła się z chęcią gdyby zabrakło pary a jej właśnie zabrakło dla Gabi. Czy zgadzacie się na przesyłki międzynarodowe? Może Madziu będziesz w Polsce na święta? Dajcie szybko znać.
Adresiki wymieniamy między sobą prywatnie, pomogę, jeśli nastąpią jakiekolwiek problemy. Osoby kopiowane są bez linków ale jakby co wszystkie odnośniki znajdują się pod ostatnim postem.
Pamiętajcie, proszę, aby to były prezenty od serca. Dokładnie tak, jak sobie obiecałyśmy. Przyjaciółka wysyła przyjaciółce nagrodę za roczne zmagania z akcentem świątecznym. Dajmy sobie trochę blogowego uczucia:)
Proszę również, aby łączna wartość prezentów nie przekraczała 50 zł bez kosztów przesyłki ok? Wiadomo, jak jest w kraju a to nie powinno rujnować budżetu:)
Rękodzieło mile widziane bo zdolne jesteśmy bardzo:)
I jeszcze jedno. Święta idą ale może powkładajmy trochę mniej pierniczków i herbatek cynamonowych na rzecz prezentów dla nas samych? Dobrze mieć pamiątkę wielkiego zrywu blogowego:)
Mam nadzieję, że się wszystkie zgadzacie z moim słowami i będziemy się dobrze bawić.
W razie uwag, piszcie proszę oraz zgłaszajcie się, jeśli ktoś nie zdążył.
Termin na dostarczenie paczki do adresata ustalmy na 20 grudnia dobrze?
Pozdrawiam Was serdecznie i bardzo dziękuję za udział w akcji.
Jesteście wielkie!
Tymczasem
Polinka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą międzyblogowy kącik czytelniczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą międzyblogowy kącik czytelniczy. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 24 listopada 2015
niedziela, 15 listopada 2015
Zapełnianie zimowe
Weekend upłynął mi na szaleńczej jeździe pomiędzy miastami.
Wynik? 320 kilometrów, trzy targi staroci, wydane 50 złotych polskich...Coś poszło nie tak:)
Czy problemem jest przepełnienie mojego domu czy targi stają się drogie
i niekoniecznie pełne cudowności? Czy to bzik na punkcie zakupów za niewielką kasę?
Ogarnia mnie siedzenie w domu:) Szaleńczo rozglądam się za nowymi meblami, dywanami i mam pierwsze efekty:)
Jak to czasem można coś całkiem zgrabnego trafić z likwidowanych domów:) Szafa na przykład, cudny eklektyk za kilkadziesiąt złotych, wiejski stół za dwie dychy:) Cieszą mnie takie zakupy!
Z wiejskiego stołu, po dodaniu kilku ozdób, wyszło biureczko dla Młodocianej. Zastąpiło mebel popularnej marki na I, która okazała się być niezbyt trwała. To zapewne posłuży, ile będzie trzeba:)
Szafa "się" remontuje. Miałam co prawda obiecane wprowadzenie jej do domu
w weekend, ale nie wyszło. Szpachlówka niskiej jakości ( odradzam Vidaron) schnie od kilku dni, miękka jak diabli, doszlifować nie było jak. Cieszyłam się, że zdjęć kilka zrobię w nowych aranżacjach i klapa. Wiem, bardzo rzadko piszę posty i wierzcie mi, że się staram, ale życie płata figle. Po pracy codziennie mam ciemno, przed pracą zdecydowanie brak mi motywacji.
I choć myślę, planuję, spędzam dużo czasu na poszukiwaniach to...mało mnie jest. Przykro mi bardzo, że nie mogę przysiąść z wami do dekoracji świątecznych. A jak patrzę na wasze bombki ( bywam u was) to żal mnie ściska i smutek ogarnia bo...nie wiem, jak w tym roku będzie. Chyba zwieszę pociski na choince bo zamiast z rękodziełem więcej mam do czynienia z żołnierzem i mundurem:)
I choć bardzo lubię swoją pracę, realizuję się, to brak mi na co dzień wnętrz i pięknych przedmiotów.
Staram się to zmienić, jak ostatnio organizując zajęcia dla dzieci.
Dla wyjaśnienia - są to patriotyczne maki na cześć odzyskanej niepodległości.
A jutro znów poniedziałek...na szczęście w ładnych okolicznościach przyrody:)
Za kilka dni kończymy Międzyblogowy Kącik Czytelniczy. Pamiętacie, że obiecałyśmy sobie prezenty świąteczne? Czas na losowanie par więc możecie zapisywać się pod postem. Koniecznie podajcie ilość przeczytanych książek:)
Pozdrawiam Was serdecznie i do napisania
Tymczasem
Polinka
Wynik? 320 kilometrów, trzy targi staroci, wydane 50 złotych polskich...Coś poszło nie tak:)
Czy problemem jest przepełnienie mojego domu czy targi stają się drogie
i niekoniecznie pełne cudowności? Czy to bzik na punkcie zakupów za niewielką kasę?
Ogarnia mnie siedzenie w domu:) Szaleńczo rozglądam się za nowymi meblami, dywanami i mam pierwsze efekty:)
Jak to czasem można coś całkiem zgrabnego trafić z likwidowanych domów:) Szafa na przykład, cudny eklektyk za kilkadziesiąt złotych, wiejski stół za dwie dychy:) Cieszą mnie takie zakupy!
Z wiejskiego stołu, po dodaniu kilku ozdób, wyszło biureczko dla Młodocianej. Zastąpiło mebel popularnej marki na I, która okazała się być niezbyt trwała. To zapewne posłuży, ile będzie trzeba:)
Szafa "się" remontuje. Miałam co prawda obiecane wprowadzenie jej do domu
w weekend, ale nie wyszło. Szpachlówka niskiej jakości ( odradzam Vidaron) schnie od kilku dni, miękka jak diabli, doszlifować nie było jak. Cieszyłam się, że zdjęć kilka zrobię w nowych aranżacjach i klapa. Wiem, bardzo rzadko piszę posty i wierzcie mi, że się staram, ale życie płata figle. Po pracy codziennie mam ciemno, przed pracą zdecydowanie brak mi motywacji.
I choć myślę, planuję, spędzam dużo czasu na poszukiwaniach to...mało mnie jest. Przykro mi bardzo, że nie mogę przysiąść z wami do dekoracji świątecznych. A jak patrzę na wasze bombki ( bywam u was) to żal mnie ściska i smutek ogarnia bo...nie wiem, jak w tym roku będzie. Chyba zwieszę pociski na choince bo zamiast z rękodziełem więcej mam do czynienia z żołnierzem i mundurem:)
I choć bardzo lubię swoją pracę, realizuję się, to brak mi na co dzień wnętrz i pięknych przedmiotów.
Staram się to zmienić, jak ostatnio organizując zajęcia dla dzieci.
![]() | |
| Zdj. Łukasz Wojtczak |
Dla wyjaśnienia - są to patriotyczne maki na cześć odzyskanej niepodległości.
A jutro znów poniedziałek...na szczęście w ładnych okolicznościach przyrody:)
Za kilka dni kończymy Międzyblogowy Kącik Czytelniczy. Pamiętacie, że obiecałyśmy sobie prezenty świąteczne? Czas na losowanie par więc możecie zapisywać się pod postem. Koniecznie podajcie ilość przeczytanych książek:)
Pozdrawiam Was serdecznie i do napisania
Tymczasem
Polinka
wtorek, 25 sierpnia 2015
Luster moc i czytadełka
Witajcie:)
Chciałam was zachęcić do wieszania luster w domu. To moje odkrycie.
Ja wiem, według Feng Shui życie nie powinno się odbijać w lustrze, ponieważ to przynosi nieszczęście. Jednak nie jestem zwolenniczką tej teorii a do chińskiej koncepcji urządzania wnętrz podchodzę raczej sceptycznie. Za to wolność we wnętrzu i nie pakowanie się w ścisłe ramy to zdecydowanie mój kierunek.
Pokażę wam ostatni nabytek do salonu. Niby nic, lustro zawiesiłam, wypolerowałam powierzchnię...a teraz cieszę się odbiciami, grą świateł, ruchem.
Jak widać, sprawcą nieprzeciętnych widoków jest lustro zawieszone nad kanapą:) Polecam!
W ostatnim czasie nadrobiłam w końcu czytanie. Pogoda sprzyja głównie leniuchowaniu, w narodzie sjesta zapanowała na całego a tu podobno kolejna fala upałów idzie:)
Chłodny napój i książka- to moje ostatnie zajęcia.
W międzyblogowym kąciku czytelniczym na mojej liście pojawiła się pozycja numer sześć, siedem i osiem. Jestem z siebie bardzo dumna:).
Wiem, że czytacie i wiele z was, zapisanych do kącika czytelnika, zliczyło już swoje dziesięć pozycji. Gratulacje dziewczyny! Pamiętacie, że na koniec roku przesyłamy sobie podarunki od serca? Pora się sprężać więc:)
Sześć... Philip Roth "Dziedzictwo".
To książka bardzo osobista: intymna, przejmująca swoją szczerością, choć nie pozbawiona humoru opowieść o ostatnich miesiącach życia ojca pisarza. To także retrospektywny obraz powikłanych stosunków między dwiema silnymi osobowościami: ojcem - imigrantem żydowskim ze wschodniej Europy, a synem - zbuntowanym pisarzem amerykańskim; to zapis bolesnych prób szukania wspólnego dziedzictwa; to opowieść o chwilach tragicznych wyborów i nieodwracalnych decyzji.
Przeczytałam z przyjemnością ze względu na dobry język oraz retrospekcję wydarzeń w mojej rodzinie. Co kartkę zastanawiałam się, co czuła moja mama patrząca na trudne odchodzenie swojej mamy. O czym myślała? Czy podobnie dojrzale podchodziła do kwestii śmierci jak autor?
Książka warta polecenia, zastanowienia się nad życiem, odchodzeniem, kalectwem, niedołężnością.
Książka autobiograficzna, w której każdy znajdzie cząstkę siebie.
Siedem... Józef Piłsudski człowiek i polityk.
Zesłaniec i rewolucjonista, bojownik napadający z bronią w ręku na pociągi, a następnie twórca polskiego czynu zbrojnego podczas I wojny światowej. Triumfator w wojnie z bolszewikami, człowiek, który ocalił Polskę i Europę przed komunizmem. Ale równocześnie polityk, który zdobył władzę na skutek krwawego przewrotu wojskowego.
Twórca autorytarnego systemu, bez którego wiedzy nic w Polsce nie mogło się wydarzyć. A jednocześnie abnegat życiowy, niemający większych potrzeb, niezwracający uwagi na splendory i luksusy. Czarujący, inteligentny rozmówca i brutalny polemista używający publicznie wulgarnego słownictwa. Czuły i kochający ojciec, a równocześnie mężczyzna, który większość życia spędził w trójkącie małżeńskim. W tej książce autor nie wydaje ocen na temat postępowania marszałka, ograniczając się wyłącznie do przedstawienia faktów.
Dla mnie dobra, ciekawa pozycja. Lubię książki historyczne, biografie. Poza opisem wdarzeń i decyzji Marszałka dość dobrze naświetlona jest sytuacja rodzinna. Skandale i stosunek do żony, córek.Jak to jest być żoną marszałka rewolucjonisty? Polecam!
Osiem... Rosyjska zima- Daphne Kalotay.
Osiemdziesięcioletnia Nina Riewska, legenda baletu moskiewskiego Teatru Bolszoj, mieszka samotnie w Bostonie. Niegdyś jako pierwsza z radzieckich artystów uciekła na Zachód. Dla świata jest oczywiste, że z powodów politycznych, ale tylko ona sama wie, co nią kierowało. Gdy starsza pani postanawia sprzedać na aukcji swą słynną biżuterię, anonimowy darczyńca dołącza doń brakujący, bursztynowy naszyjnik i pisze do Niny list...
Książka rewelacyjna! To nie jest babskie romansidło tylko pełna obrazów, poruszająca wyobraźnię opowieść o miłości. Zakochałam się we własnych wyobrażeniach. Cudowna powieść dla romantyczek, pełna nadziei i wiary w człowieka. Historia, którą każda z nas chciałaby przeżyć.
Jak widzicie, tym razem miałam szczęście do książek. Rynek księgarski jest zawalony milionem pozycji, często nie wartych druku a książki polecane przez innych też nie muszą być odpowiednie dla nas. Wybierajcie, jeśli wam w dusz gra!
Zachęcona dawną Rosją sięgam już po kolejną powieść o carskim pałacu w Petersburgu, miłości do księżniczki. Recenzja niebawem.
Kochane klubowiczki- zachęcam do czytania, w końcu to sobie obiecałyśmy:)
Ps. Na zdjęciu widzicie kubeczek z nowej, zimowej kolekcji Green Gate kupiony w Ahojhome. Jestem zachwycona tymi serduszkami. Obejrzyjcie inne zimowe cudowności.
Tymczasem
Polinka
Chciałam was zachęcić do wieszania luster w domu. To moje odkrycie.
Ja wiem, według Feng Shui życie nie powinno się odbijać w lustrze, ponieważ to przynosi nieszczęście. Jednak nie jestem zwolenniczką tej teorii a do chińskiej koncepcji urządzania wnętrz podchodzę raczej sceptycznie. Za to wolność we wnętrzu i nie pakowanie się w ścisłe ramy to zdecydowanie mój kierunek.
Pokażę wam ostatni nabytek do salonu. Niby nic, lustro zawiesiłam, wypolerowałam powierzchnię...a teraz cieszę się odbiciami, grą świateł, ruchem.
Jak widać, sprawcą nieprzeciętnych widoków jest lustro zawieszone nad kanapą:) Polecam!
W ostatnim czasie nadrobiłam w końcu czytanie. Pogoda sprzyja głównie leniuchowaniu, w narodzie sjesta zapanowała na całego a tu podobno kolejna fala upałów idzie:)
Chłodny napój i książka- to moje ostatnie zajęcia.
W międzyblogowym kąciku czytelniczym na mojej liście pojawiła się pozycja numer sześć, siedem i osiem. Jestem z siebie bardzo dumna:).
Wiem, że czytacie i wiele z was, zapisanych do kącika czytelnika, zliczyło już swoje dziesięć pozycji. Gratulacje dziewczyny! Pamiętacie, że na koniec roku przesyłamy sobie podarunki od serca? Pora się sprężać więc:)
Sześć... Philip Roth "Dziedzictwo".
To książka bardzo osobista: intymna, przejmująca swoją szczerością, choć nie pozbawiona humoru opowieść o ostatnich miesiącach życia ojca pisarza. To także retrospektywny obraz powikłanych stosunków między dwiema silnymi osobowościami: ojcem - imigrantem żydowskim ze wschodniej Europy, a synem - zbuntowanym pisarzem amerykańskim; to zapis bolesnych prób szukania wspólnego dziedzictwa; to opowieść o chwilach tragicznych wyborów i nieodwracalnych decyzji.
Przeczytałam z przyjemnością ze względu na dobry język oraz retrospekcję wydarzeń w mojej rodzinie. Co kartkę zastanawiałam się, co czuła moja mama patrząca na trudne odchodzenie swojej mamy. O czym myślała? Czy podobnie dojrzale podchodziła do kwestii śmierci jak autor?
Książka warta polecenia, zastanowienia się nad życiem, odchodzeniem, kalectwem, niedołężnością.
Książka autobiograficzna, w której każdy znajdzie cząstkę siebie.
Siedem... Józef Piłsudski człowiek i polityk.
Zesłaniec i rewolucjonista, bojownik napadający z bronią w ręku na pociągi, a następnie twórca polskiego czynu zbrojnego podczas I wojny światowej. Triumfator w wojnie z bolszewikami, człowiek, który ocalił Polskę i Europę przed komunizmem. Ale równocześnie polityk, który zdobył władzę na skutek krwawego przewrotu wojskowego.
Twórca autorytarnego systemu, bez którego wiedzy nic w Polsce nie mogło się wydarzyć. A jednocześnie abnegat życiowy, niemający większych potrzeb, niezwracający uwagi na splendory i luksusy. Czarujący, inteligentny rozmówca i brutalny polemista używający publicznie wulgarnego słownictwa. Czuły i kochający ojciec, a równocześnie mężczyzna, który większość życia spędził w trójkącie małżeńskim. W tej książce autor nie wydaje ocen na temat postępowania marszałka, ograniczając się wyłącznie do przedstawienia faktów.
Dla mnie dobra, ciekawa pozycja. Lubię książki historyczne, biografie. Poza opisem wdarzeń i decyzji Marszałka dość dobrze naświetlona jest sytuacja rodzinna. Skandale i stosunek do żony, córek.Jak to jest być żoną marszałka rewolucjonisty? Polecam!
Osiem... Rosyjska zima- Daphne Kalotay.
Osiemdziesięcioletnia Nina Riewska, legenda baletu moskiewskiego Teatru Bolszoj, mieszka samotnie w Bostonie. Niegdyś jako pierwsza z radzieckich artystów uciekła na Zachód. Dla świata jest oczywiste, że z powodów politycznych, ale tylko ona sama wie, co nią kierowało. Gdy starsza pani postanawia sprzedać na aukcji swą słynną biżuterię, anonimowy darczyńca dołącza doń brakujący, bursztynowy naszyjnik i pisze do Niny list...
Książka rewelacyjna! To nie jest babskie romansidło tylko pełna obrazów, poruszająca wyobraźnię opowieść o miłości. Zakochałam się we własnych wyobrażeniach. Cudowna powieść dla romantyczek, pełna nadziei i wiary w człowieka. Historia, którą każda z nas chciałaby przeżyć.
Jak widzicie, tym razem miałam szczęście do książek. Rynek księgarski jest zawalony milionem pozycji, często nie wartych druku a książki polecane przez innych też nie muszą być odpowiednie dla nas. Wybierajcie, jeśli wam w dusz gra!
Zachęcona dawną Rosją sięgam już po kolejną powieść o carskim pałacu w Petersburgu, miłości do księżniczki. Recenzja niebawem.
Kochane klubowiczki- zachęcam do czytania, w końcu to sobie obiecałyśmy:)
Ps. Na zdjęciu widzicie kubeczek z nowej, zimowej kolekcji Green Gate kupiony w Ahojhome. Jestem zachwycona tymi serduszkami. Obejrzyjcie inne zimowe cudowności.
Tymczasem
Polinka
niedziela, 2 sierpnia 2015
Odzyskać równowagę
Kochani!
Im więcej życzeń dobrego wypoczynku od was dostaję...tym bardziej chce mi się siedzieć na ławeczce i odpoczywać:) To krótkie wyjaśnienie dłuższej nieobecności i jednocześnie radość, że cały czas tu wpadacie:) Dzięki, blogowa rodzinko!
Urlop udany ponadprzeciętnie mimo marnej pogody. Wiadomo, jak to nad Bałtykiem- główną atrakcją są widoki, bo na pogodę trudno liczyć:) Mnie to jednak nie przeszkodziło w świetnym wypoczynku. Nawet pomogło, bo jak sztorm i pochmurno to mniej jest zwolenników plażowania. Wszyscy przenoszą się do baru na piwko i rybkę, gdzie z kolei mnie nie ma:)
Kilka dni w pięknej, rodzinnej atmosferze zdziałało prawdziwe cuda...jak to dobrze zakochać się w Lubym ponownie mimo upływu lat:)
Chciałam pochwalić podróżowanie z psem. Pies nad morzem ma swoje prawa:) Plaże psie są coraz bardziej popularne, choć oddalone od głównych deptaków. I nie myślcie, że skoro psie to brudne, bo panuje ogólny zwyczaj sprzątania po pupilach. Psów jest całkiem sporo ale wszystkie bardzo łagodne. Właściciele uśmiechają się do siebie, podchodzą, rozmawiają, głaszczą. Jest absolutnie okej:) Poza tym plusem psich plaż jest również mniejsza ilość plażowiczów (wiadomo, nie każdemu po drodze z czworonogiem). Pies zazwyczaj może też wejść do nadmorskiej knajpki, nikt nie robi problemu. Nie mam się na co skarżyć:)
Pogadała to pokaże:)
Tak, ja wiem, nie ma nic ciekawszego niż cudze zdjęcia z wakacji:)
Urlop pozwolił mi również przeczytać książkę. Jedną...ale zawsze coś:)
Pozycja numer pięć w Międzyblogowym Kąciku Czytelniczym.
Myślałam o tej książce od dawna. W końcu do zakupu skłoniła mnie promocja ostatniej pozycji z tej serii w pewnej gazecie. Myślę sobie- nieźle pisze, dobre słownictwo, głębsza myśl...jak to stwierdzenie, że nie wiedziała, co zrobić z rozrusznikiem serca ojca które tak bardzo kochała...
Zaczęłam od zakupu pierwszej części, lubię zachowywać ład i kolejność.
I teraz pewnie jeden mi przyklaśnie, drugi zgani...
Książka jest bardzo irytująca. Banialuki panienki z bogatego domu, żyjącej w kompletnie innej perspektywie, podróżującej, obracającej się w środowisku. Bez świadomości wydarzeń historycznych, tragicznych decyzji ojca.
Nie wierzę, że nie wiedziała co się dzieje w kraju...a jeśli nie wiedziała, tym gorzej dla niej.
Pisze jedynie, że decyzje ojca wywarły duży wpływ na postrzeganie jej rodziny...no biedna!
Dla miłośników historii Polski, kraju naszego pozycja świetna. Cudownie można się zezłościć!
Może wiecie, może pamiętacie, że u mnie wakacje nad wodą to wieczna gonitwa za rybką. Rybką wszelką, uwielbiamy całą rodziną.
I teraz dwa przepisy będą:)
Pierwszy to jak przewieść rybę 450 kilometrów nie posiadając lodówki.
Otóż wspaniały, sprawdzony sposób jest banalny:) Rybkę porządnie schłodzić w zamrażarce, nie mrozić tylko zahibernować. Zamrozić całą paczkę kostek lodu w folijkach. Zawinąć rybę, podzielić do torebek i do każdej wsadzić mrożone kostki w folii. Całość do kolejnej siatki i kolejnej, przepychając kostkami. Zawinąć w trzy ręczniki aby nie rozpuszczało się tak szybko i do bagażnika.
Po dziesięciu godzinach lód jest nadal lodem a rybka świeża i pachnąca.
I drugi przepis, rybka marynowana, wakacyjna.
Rybki małe, w moim przypadku płaty ze śledzia, ew słodkowodne, w zależności od miejsca pobytu solimy i smażymy w samej mące. Gotujemy zalewę w "międzyczasie".
Zalewa do rybek:
- litr wody
- 3/4 szklanki octu
- 1 i pół łyżki soli
- łyżka cukru
- trzy cebule
- ziele angielskie, liść laurowy
Pogotować kilka minut dla zmiękczenia cebuli, zalać rybkę pięknie ułożoną w słoikach (Co bardziej zwariowani miłośnicy przetworów przelecą pół wybrzeża za słoikami by w końcu wybłagać u pani prywatne...po klopsikach. Widać poznała się na szaleństwie, obłęd odczytała właściwie), pasteryzować 10 min dla świętego spokoju, dokręcić, odstawić do góry dnem.
Nadają się do spożycia po 24 godzinach, im dłużej tym lepiej, bo ości zupełnie zanikną.
W ten oto sposób, przy odrobinie dobrej woli i kuchni gazowej wieziemy do domu pamiątkę z podróży- marynowanego śledzia bałtyckiego na wszelkie okazje.
Polecam!
Polecę już, pozdrowię serdecznie...
Dzięki wam, głównie kobietki piękne, że tu wpadacie:)
Tymczasem
Polinka
Im więcej życzeń dobrego wypoczynku od was dostaję...tym bardziej chce mi się siedzieć na ławeczce i odpoczywać:) To krótkie wyjaśnienie dłuższej nieobecności i jednocześnie radość, że cały czas tu wpadacie:) Dzięki, blogowa rodzinko!
Urlop udany ponadprzeciętnie mimo marnej pogody. Wiadomo, jak to nad Bałtykiem- główną atrakcją są widoki, bo na pogodę trudno liczyć:) Mnie to jednak nie przeszkodziło w świetnym wypoczynku. Nawet pomogło, bo jak sztorm i pochmurno to mniej jest zwolenników plażowania. Wszyscy przenoszą się do baru na piwko i rybkę, gdzie z kolei mnie nie ma:)
Kilka dni w pięknej, rodzinnej atmosferze zdziałało prawdziwe cuda...jak to dobrze zakochać się w Lubym ponownie mimo upływu lat:)
Chciałam pochwalić podróżowanie z psem. Pies nad morzem ma swoje prawa:) Plaże psie są coraz bardziej popularne, choć oddalone od głównych deptaków. I nie myślcie, że skoro psie to brudne, bo panuje ogólny zwyczaj sprzątania po pupilach. Psów jest całkiem sporo ale wszystkie bardzo łagodne. Właściciele uśmiechają się do siebie, podchodzą, rozmawiają, głaszczą. Jest absolutnie okej:) Poza tym plusem psich plaż jest również mniejsza ilość plażowiczów (wiadomo, nie każdemu po drodze z czworonogiem). Pies zazwyczaj może też wejść do nadmorskiej knajpki, nikt nie robi problemu. Nie mam się na co skarżyć:)
Pogadała to pokaże:)
Tak, ja wiem, nie ma nic ciekawszego niż cudze zdjęcia z wakacji:)
Urlop pozwolił mi również przeczytać książkę. Jedną...ale zawsze coś:)
Pozycja numer pięć w Międzyblogowym Kąciku Czytelniczym.
Myślałam o tej książce od dawna. W końcu do zakupu skłoniła mnie promocja ostatniej pozycji z tej serii w pewnej gazecie. Myślę sobie- nieźle pisze, dobre słownictwo, głębsza myśl...jak to stwierdzenie, że nie wiedziała, co zrobić z rozrusznikiem serca ojca które tak bardzo kochała...
Zaczęłam od zakupu pierwszej części, lubię zachowywać ład i kolejność.
I teraz pewnie jeden mi przyklaśnie, drugi zgani...
Książka jest bardzo irytująca. Banialuki panienki z bogatego domu, żyjącej w kompletnie innej perspektywie, podróżującej, obracającej się w środowisku. Bez świadomości wydarzeń historycznych, tragicznych decyzji ojca.
Nie wierzę, że nie wiedziała co się dzieje w kraju...a jeśli nie wiedziała, tym gorzej dla niej.
Pisze jedynie, że decyzje ojca wywarły duży wpływ na postrzeganie jej rodziny...no biedna!
Dla miłośników historii Polski, kraju naszego pozycja świetna. Cudownie można się zezłościć!
Może wiecie, może pamiętacie, że u mnie wakacje nad wodą to wieczna gonitwa za rybką. Rybką wszelką, uwielbiamy całą rodziną.
I teraz dwa przepisy będą:)
Pierwszy to jak przewieść rybę 450 kilometrów nie posiadając lodówki.
Otóż wspaniały, sprawdzony sposób jest banalny:) Rybkę porządnie schłodzić w zamrażarce, nie mrozić tylko zahibernować. Zamrozić całą paczkę kostek lodu w folijkach. Zawinąć rybę, podzielić do torebek i do każdej wsadzić mrożone kostki w folii. Całość do kolejnej siatki i kolejnej, przepychając kostkami. Zawinąć w trzy ręczniki aby nie rozpuszczało się tak szybko i do bagażnika.
Po dziesięciu godzinach lód jest nadal lodem a rybka świeża i pachnąca.
I drugi przepis, rybka marynowana, wakacyjna.
Rybki małe, w moim przypadku płaty ze śledzia, ew słodkowodne, w zależności od miejsca pobytu solimy i smażymy w samej mące. Gotujemy zalewę w "międzyczasie".
Zalewa do rybek:
- litr wody
- 3/4 szklanki octu
- 1 i pół łyżki soli
- łyżka cukru
- trzy cebule
- ziele angielskie, liść laurowy
Pogotować kilka minut dla zmiękczenia cebuli, zalać rybkę pięknie ułożoną w słoikach (Co bardziej zwariowani miłośnicy przetworów przelecą pół wybrzeża za słoikami by w końcu wybłagać u pani prywatne...po klopsikach. Widać poznała się na szaleństwie, obłęd odczytała właściwie), pasteryzować 10 min dla świętego spokoju, dokręcić, odstawić do góry dnem.
Nadają się do spożycia po 24 godzinach, im dłużej tym lepiej, bo ości zupełnie zanikną.
W ten oto sposób, przy odrobinie dobrej woli i kuchni gazowej wieziemy do domu pamiątkę z podróży- marynowanego śledzia bałtyckiego na wszelkie okazje.
Polecam!
Polecę już, pozdrowię serdecznie...
Dzięki wam, głównie kobietki piękne, że tu wpadacie:)
Tymczasem
Polinka
poniedziałek, 25 maja 2015
Dekoracja stołu
Kochani!
Od wielu lat doceniam pięknie udekorowane stoły.
Kupuję, zbieram, kolekcjonuję obrusy, serwetki, ceramikę, sztućce.
Przy wyborze kieruję się stylem, w jakim chcę wystroić mój stół oraz kolorystyką.
I tak- mam komplety na niebieskie niebo, łąkę pełną kwiatów, u babci na wsi ze swojską kratą...
Warto zawsze przemyśleć swoją kompozycję, zastanowić się, jak często będziemy korzystać z danej tkaniny, czy będzie w miarę uniwersalna. Kiedyś wymarzyłam sobie wigilię z granatowym obrusem a teraz leży w szafie i zbiera kurz:)
I tak- obrus błękitny- świetny na letnie przyjęcie, wielkanoc pełną kwiatów, przyjęcie komunijne. Można go zestawiać z białą porcelaną, szkłem.
Tkaniny ukwiecone wszelkie- na rozjaśnienie czarnych myśli, obiad w ogrodzie, romantyczne przyjęcie w stylu vintage. Naczynia dobieramy do koloru lub stawiamy na ponadczasową jasną porcelanę.
Krata to mój ostatni top:) Czerwona, wykończoną koronką, kojarząca się z domem na wsi lub Bożym Narodzeniem.
Do ubrania stołu wybieram tylko i wyłącznie materiały naturalne jak bawełna i len. Są ponadczasowe choć wiem, że czasem trudno je uprasować czy wyprać. obrusy z tkaniny plamoodpornej o wysokim połysku są nie dla mnie ale co kto woli oczywiście.
Do wszystkich tych kompozycji wyszukuję szydełkowe serwety i podkładki a na ich punkcie mam fisia:)
Dobieram również talerze, dzbanki, koszyczki i jajeczniki, obrączki do serwet i całą masę, wydawałoby się, zbędnego ustrojstwa, które zazwyczaj dopełnia całości.
Pomyślicie może, że na to wszystko jest potrzebna masa kasy...a ja nie do końca się z tym zgodzę.
Konsekwencja to magiczne słowo pozwalające uniknąć zbędnych wydatków. Zakupy rozkładamy na raty, kierujemy się wybranym stylem i buszujemy po sklepach, jarmarkach, targach staroci oraz aukcjach internetowych. Na aukcjach czekają na nas prawdziwe perełki ( często za grosze!)choć należy uzbroić się w cierpliwość...
i konsekwencję:)
Na koniec bukiet polnych kwiatów. Przy pięknie wystrojonym stole wszystko lepiej smakuje prawda?
Drodzy moi!
Dawno, dawno temu zaniedbałam Międzyblogowy Kącik Czytelniczy... Wstyd mi bardzo, wy czytacie a ja nie...tzn czytam ale bardzo mało. To zaledwie czwarta książka w tym roku!
Pocieszenie daje mi jedynie fakt, że Kącik został stworzony właśnie w celu poszerzania czytelnictwa, obietnicy złożonej sobie, więc się staram:)
Przerabiam właśnie "Twoje listy chowam pod materacem" Astrid Lindgren& Sara Schwardt.
Po książkę sięgnęłam jako po nowość wydawniczą oraz z sentymentu do autorki Pipi. Bo Pipi w moim młodym świecie to był ktoś!
Dwunastoletnia Sara pisze – pełna wściekłości i żalu – do autorki o tym, że marzy o roli w adaptacji jej powieści. Tak zaczyna się trzydziestoletnia wymiana refleksji i opinii na różne tematy.
Sara nie może poradzić sobie z dojrzewaniem i z własnym charakterem. To dziewczynka trudna, zbuntowana i pełna złości (także kierowanej przeciwko sobie). Nie dogaduje się z rodziną, sprawia problemy wychowawcze, źle się uczy i co pewien czas wpada w złe towarzystwo. Nie akceptuje siebie, uważa, że jest brzydka – a w tym przekonaniu utwierdza ją też brak przyjaciół. Samotna i zagubiona nastolatka działa impulsywnie: stąd jej pierwszy list do Astrid Lindgren. Po nim przychodzi czas na żal i skruchę. Pisarka odpowiada, traktując o ponad pół wieku młodszą osobę z sympatią i wyrozumiałością, a nawet z pewnym rodzajem czułości. Cierpliwie pociesza, podnosi na duchu, wyjaśnia źródła problemów, doradza, a czasem nawet prawi morały – nie jak dorosły dziecku, a jak prawdziwa przyjaciółka. Pomaga Sarze przejść przez piekło młodości, martwi się jej kłopotami i domaga się kolejnych wiadomości. Od czasu do czasu wrzuca do listu własne proste doświadczenia – pisze o podróżach z dziećmi czy wnukami lub o chorobie brata. Daje się wciągać w niemal filozoficzne (ale też i mocno konkretne) rozważania o miłości, akceptacji czy szczęściu. Porównuje swoje doświadczenia z odkryciami Sary, a czasami subtelnie wskazuje skłóconej ze światem dziewczynie racje drugiej strony. Nie traci zaufania nieszczęśliwego dziecka i dzięki temu może je przeprowadzić aż do dorosłości.
Tyle streszczenie a ode mnie?
Czyta się dość łatwo, ale większych uniesień książka nie daje. Kolejne czytadło do podróży, na plażę czy do poczekalni.
Dodatkowo zastanawiam się, czy niegramotna składnia zdań i dobór słownictwa jest kwestią dosłownego tłumaczenia w celu przekazania stanu świadomości korespondujących pań, czy po prostu złym tłumaczeniem?
No nie wiem... raczej polecić nie mogę, a szkoda.
Jak idzie wasze czytanie?
Lecę nadrobić zaległości blogowe, bo ostatni czas był bardzo gorący.
Czuwaj!
Polinka
Od wielu lat doceniam pięknie udekorowane stoły.
Kupuję, zbieram, kolekcjonuję obrusy, serwetki, ceramikę, sztućce.
Przy wyborze kieruję się stylem, w jakim chcę wystroić mój stół oraz kolorystyką.
I tak- mam komplety na niebieskie niebo, łąkę pełną kwiatów, u babci na wsi ze swojską kratą...
Warto zawsze przemyśleć swoją kompozycję, zastanowić się, jak często będziemy korzystać z danej tkaniny, czy będzie w miarę uniwersalna. Kiedyś wymarzyłam sobie wigilię z granatowym obrusem a teraz leży w szafie i zbiera kurz:)
I tak- obrus błękitny- świetny na letnie przyjęcie, wielkanoc pełną kwiatów, przyjęcie komunijne. Można go zestawiać z białą porcelaną, szkłem.
Tkaniny ukwiecone wszelkie- na rozjaśnienie czarnych myśli, obiad w ogrodzie, romantyczne przyjęcie w stylu vintage. Naczynia dobieramy do koloru lub stawiamy na ponadczasową jasną porcelanę.
Krata to mój ostatni top:) Czerwona, wykończoną koronką, kojarząca się z domem na wsi lub Bożym Narodzeniem.
Do ubrania stołu wybieram tylko i wyłącznie materiały naturalne jak bawełna i len. Są ponadczasowe choć wiem, że czasem trudno je uprasować czy wyprać. obrusy z tkaniny plamoodpornej o wysokim połysku są nie dla mnie ale co kto woli oczywiście.
Do wszystkich tych kompozycji wyszukuję szydełkowe serwety i podkładki a na ich punkcie mam fisia:)
Dobieram również talerze, dzbanki, koszyczki i jajeczniki, obrączki do serwet i całą masę, wydawałoby się, zbędnego ustrojstwa, które zazwyczaj dopełnia całości.
Pomyślicie może, że na to wszystko jest potrzebna masa kasy...a ja nie do końca się z tym zgodzę.
Konsekwencja to magiczne słowo pozwalające uniknąć zbędnych wydatków. Zakupy rozkładamy na raty, kierujemy się wybranym stylem i buszujemy po sklepach, jarmarkach, targach staroci oraz aukcjach internetowych. Na aukcjach czekają na nas prawdziwe perełki ( często za grosze!)choć należy uzbroić się w cierpliwość...
i konsekwencję:)
Na koniec bukiet polnych kwiatów. Przy pięknie wystrojonym stole wszystko lepiej smakuje prawda?
Drodzy moi!
Dawno, dawno temu zaniedbałam Międzyblogowy Kącik Czytelniczy... Wstyd mi bardzo, wy czytacie a ja nie...tzn czytam ale bardzo mało. To zaledwie czwarta książka w tym roku!
Pocieszenie daje mi jedynie fakt, że Kącik został stworzony właśnie w celu poszerzania czytelnictwa, obietnicy złożonej sobie, więc się staram:)
Przerabiam właśnie "Twoje listy chowam pod materacem" Astrid Lindgren& Sara Schwardt.
Po książkę sięgnęłam jako po nowość wydawniczą oraz z sentymentu do autorki Pipi. Bo Pipi w moim młodym świecie to był ktoś!
Dwunastoletnia Sara pisze – pełna wściekłości i żalu – do autorki o tym, że marzy o roli w adaptacji jej powieści. Tak zaczyna się trzydziestoletnia wymiana refleksji i opinii na różne tematy.
Sara nie może poradzić sobie z dojrzewaniem i z własnym charakterem. To dziewczynka trudna, zbuntowana i pełna złości (także kierowanej przeciwko sobie). Nie dogaduje się z rodziną, sprawia problemy wychowawcze, źle się uczy i co pewien czas wpada w złe towarzystwo. Nie akceptuje siebie, uważa, że jest brzydka – a w tym przekonaniu utwierdza ją też brak przyjaciół. Samotna i zagubiona nastolatka działa impulsywnie: stąd jej pierwszy list do Astrid Lindgren. Po nim przychodzi czas na żal i skruchę. Pisarka odpowiada, traktując o ponad pół wieku młodszą osobę z sympatią i wyrozumiałością, a nawet z pewnym rodzajem czułości. Cierpliwie pociesza, podnosi na duchu, wyjaśnia źródła problemów, doradza, a czasem nawet prawi morały – nie jak dorosły dziecku, a jak prawdziwa przyjaciółka. Pomaga Sarze przejść przez piekło młodości, martwi się jej kłopotami i domaga się kolejnych wiadomości. Od czasu do czasu wrzuca do listu własne proste doświadczenia – pisze o podróżach z dziećmi czy wnukami lub o chorobie brata. Daje się wciągać w niemal filozoficzne (ale też i mocno konkretne) rozważania o miłości, akceptacji czy szczęściu. Porównuje swoje doświadczenia z odkryciami Sary, a czasami subtelnie wskazuje skłóconej ze światem dziewczynie racje drugiej strony. Nie traci zaufania nieszczęśliwego dziecka i dzięki temu może je przeprowadzić aż do dorosłości.
Tyle streszczenie a ode mnie?
Czyta się dość łatwo, ale większych uniesień książka nie daje. Kolejne czytadło do podróży, na plażę czy do poczekalni.
Dodatkowo zastanawiam się, czy niegramotna składnia zdań i dobór słownictwa jest kwestią dosłownego tłumaczenia w celu przekazania stanu świadomości korespondujących pań, czy po prostu złym tłumaczeniem?
No nie wiem... raczej polecić nie mogę, a szkoda.
Jak idzie wasze czytanie?
Lecę nadrobić zaległości blogowe, bo ostatni czas był bardzo gorący.
Czuwaj!
Polinka
środa, 4 marca 2015
Ćwiczenie komórek
Rozpędził się nasz kącik czytelniczy kochane moje!
Zauważyłyście, ile nas jest, jak dużo czytamy? Co chwila na czyimś blogu pojawiają się informacje o kolejnej przeczytanej pozycji:) Szacun dziewczyny i wielkie podziękowania!
Wiele z Was zastanawia się nad źródłem potrzeby czytania książek i zazwyczaj piszecie, że to wszystko z domu. Czyta ojciec, czyta matka, czyta sąsiad
i sąsiadka...
Tak, moi mili. Z moich doświadczeń wynika, że czytania uczą nas rodzice i to nie chodzi o dosłowność. Potrzeba sięgnięcia po książkę w dorosłym życiu wynika z obrazów wyniesionych z domu. Rodzice czytali nam bajki, a wieczorami sięgali po swoją lekturę. Rozkochiwali nas w słowie pisanym i dziś dla nas książka jest naturalną potrzebą.
Pokolenia się zmieniły i dziś my musimy uczyć nasze dzieci zainteresowania tematem. Samo raczej się nie zrobi:)
U mnie mobilizacja pełną gębą. Dobrze, że obiecałam sobie i wam, że będę czytać, bo nie wiem, jak by to wyglądało. Faktycznie czasu mam ostatnio jak na lekarstwo ale czytam. Śmieszna i wstydliwa sprawa, że najwięcej książek leżakuje u mnie w toalecie, bo każdy coś ze sobą ciągnie:) Ups! Zdradziłam tajemnicę alkowy:)
Pozycja numer dwa na mojej liście do kącika czytelniczego to
"Wałęsa. Człowiek z teczki." Sławomir Cenckiewicz.
Wiadomo, lektura dla zainteresowanych tematem. Takie moje zboczenie, że staram się zekrnąć na wszystko o komunie i żydach, więc odpuścić nie mogłam:)
Tak demaskatorskiej książki o Lechu Wałęsie jeszcze nie było! Ostry, odkrywczy i nowatorski publicystyczno-historyczny pamflet będący odpowiedzią na zalew kłamstwa o "naszej ikonie".
Kontrapunkt do filmu Andrzeja Wajdy!
Tym razem Sławomir Cenckiewicz - popularny historyk, znany dotąd z opasłych i naukowych tomów, wspiął się na wyżyny publicystyki i napisał wreszcie książkę bez przypisów, w przystępnej formie odsłaniającą nowe i skrywane fakty. Ta książka to jaskrawa prawda o esbeckich źródłach mitu Wałęsy. To oskarżenie elit III RP - okrągłostołowego sojuszu nomenklatury z jej agentami i "pożytecznymi idiotami" - o sprzeniewierzenie się i poniżenie narodowego ruchu "Solidarności".
Moim zdaniem warta uwagi, bogato ilustrowana. Do sięgnięcia po nią powinna was już zachęcić ostatnia strona okładki, gdzie znajdziecie fragmenty bloga pana W.,
w których wygraża się za wsze czasy czego on Cenckiewiczowi nie zrobi za tę publikację...
Trójka to Sekrety Istnienia.
Hmm, no książka nie zachwyca raczej:) 900 cytatów na poprawę jakości życia
i nastroju, lektura lekka i łatwa. W sam raz do pociągu, czyli na chwilę bez większych wzniesień:)
Wybrałam kilka z nich dla was i dla siebie na lekkie przemyślenie:
" Wewnątrz mnie jest miejsce, które jest moją samotnią, właśnie tam pulsuje źródło, które nigdy nie wysycha."
" Idź przez życie z podniesionym czołem, a nie z zadartym nosem."
" Każdy ma swoje słabości, ale najgorsze to stać na pomniku i być śmiertelnie poważnym. Nasza śmieszność pozwala razem z innymi uśmiechać się do uśmiechu. Trzeba umieć się śmiać z siebie, by nie stać się śmiesznym. Humor to jest dystans do siebie."
"Trzeba się cieszyć z tego, co się ma. Choćby się miało odrobinę, zawsze to będzie nieskończenie więcej niż nic."
" Nie jest klęską, gdy człowiek umiera, nie spełniwszy marzeń, ale klęską jest, gdy nie ma marzeń. To nie wstyd, że człowiekowi nie udało się sięgnąć gwiazd, ale wstyd, gdy nie ma gwiazd, po które chciałby sięgnąć."
" Kto nie ma w życiu misji, ten jest najuboższy ze wszystkich."
Osobiście najbardziej podoba mi się cytat o śmianiu się z siebie. :) Kiedyś byłam śmiertelnie poważna, dziś, patrząc na siebie oczami moich dzieci, zaczynam się śmiać coraz głośniej:) Bo to tylko ja, żaden pomnik:) Zwykła babka, co się stara każdego dnia i czasem coś z tego wychodzi:) Bozi przenajświętszej dziękować za moją dziuniowatość:)
Ale książki dla moich dzieci to nie wszystko. Staramy się rozwijać ich szare komórki różnymi grami i szaradami. Teraz, z racji ograniczonych tabletów do półtorej godziny dziennie, grają i grają i grają...
Siedmiolatek mistrz szachowy i nastka całkiem nieźle kombinująca w strategii.
Fredowi natomiast najlepiej idą piłkarzyki:) Fajnie,fajnie, wzięliśmy zapuszczonego kudła a po blisko czterech miesiącach mamy lwa:) Niech to futro spowolni swój wzrost:)
Zauważyłyście, ile nas jest, jak dużo czytamy? Co chwila na czyimś blogu pojawiają się informacje o kolejnej przeczytanej pozycji:) Szacun dziewczyny i wielkie podziękowania!
Wiele z Was zastanawia się nad źródłem potrzeby czytania książek i zazwyczaj piszecie, że to wszystko z domu. Czyta ojciec, czyta matka, czyta sąsiad
i sąsiadka...
Tak, moi mili. Z moich doświadczeń wynika, że czytania uczą nas rodzice i to nie chodzi o dosłowność. Potrzeba sięgnięcia po książkę w dorosłym życiu wynika z obrazów wyniesionych z domu. Rodzice czytali nam bajki, a wieczorami sięgali po swoją lekturę. Rozkochiwali nas w słowie pisanym i dziś dla nas książka jest naturalną potrzebą.
Pokolenia się zmieniły i dziś my musimy uczyć nasze dzieci zainteresowania tematem. Samo raczej się nie zrobi:)
U mnie mobilizacja pełną gębą. Dobrze, że obiecałam sobie i wam, że będę czytać, bo nie wiem, jak by to wyglądało. Faktycznie czasu mam ostatnio jak na lekarstwo ale czytam. Śmieszna i wstydliwa sprawa, że najwięcej książek leżakuje u mnie w toalecie, bo każdy coś ze sobą ciągnie:) Ups! Zdradziłam tajemnicę alkowy:)
Pozycja numer dwa na mojej liście do kącika czytelniczego to
"Wałęsa. Człowiek z teczki." Sławomir Cenckiewicz.
Wiadomo, lektura dla zainteresowanych tematem. Takie moje zboczenie, że staram się zekrnąć na wszystko o komunie i żydach, więc odpuścić nie mogłam:)
Tak demaskatorskiej książki o Lechu Wałęsie jeszcze nie było! Ostry, odkrywczy i nowatorski publicystyczno-historyczny pamflet będący odpowiedzią na zalew kłamstwa o "naszej ikonie".
Kontrapunkt do filmu Andrzeja Wajdy!
Tym razem Sławomir Cenckiewicz - popularny historyk, znany dotąd z opasłych i naukowych tomów, wspiął się na wyżyny publicystyki i napisał wreszcie książkę bez przypisów, w przystępnej formie odsłaniającą nowe i skrywane fakty. Ta książka to jaskrawa prawda o esbeckich źródłach mitu Wałęsy. To oskarżenie elit III RP - okrągłostołowego sojuszu nomenklatury z jej agentami i "pożytecznymi idiotami" - o sprzeniewierzenie się i poniżenie narodowego ruchu "Solidarności".
Moim zdaniem warta uwagi, bogato ilustrowana. Do sięgnięcia po nią powinna was już zachęcić ostatnia strona okładki, gdzie znajdziecie fragmenty bloga pana W.,
w których wygraża się za wsze czasy czego on Cenckiewiczowi nie zrobi za tę publikację...
Trójka to Sekrety Istnienia.
Hmm, no książka nie zachwyca raczej:) 900 cytatów na poprawę jakości życia
i nastroju, lektura lekka i łatwa. W sam raz do pociągu, czyli na chwilę bez większych wzniesień:)
Wybrałam kilka z nich dla was i dla siebie na lekkie przemyślenie:
" Wewnątrz mnie jest miejsce, które jest moją samotnią, właśnie tam pulsuje źródło, które nigdy nie wysycha."
" Idź przez życie z podniesionym czołem, a nie z zadartym nosem."
" Każdy ma swoje słabości, ale najgorsze to stać na pomniku i być śmiertelnie poważnym. Nasza śmieszność pozwala razem z innymi uśmiechać się do uśmiechu. Trzeba umieć się śmiać z siebie, by nie stać się śmiesznym. Humor to jest dystans do siebie."
"Trzeba się cieszyć z tego, co się ma. Choćby się miało odrobinę, zawsze to będzie nieskończenie więcej niż nic."
" Nie jest klęską, gdy człowiek umiera, nie spełniwszy marzeń, ale klęską jest, gdy nie ma marzeń. To nie wstyd, że człowiekowi nie udało się sięgnąć gwiazd, ale wstyd, gdy nie ma gwiazd, po które chciałby sięgnąć."
" Kto nie ma w życiu misji, ten jest najuboższy ze wszystkich."
Osobiście najbardziej podoba mi się cytat o śmianiu się z siebie. :) Kiedyś byłam śmiertelnie poważna, dziś, patrząc na siebie oczami moich dzieci, zaczynam się śmiać coraz głośniej:) Bo to tylko ja, żaden pomnik:) Zwykła babka, co się stara każdego dnia i czasem coś z tego wychodzi:) Bozi przenajświętszej dziękować za moją dziuniowatość:)
Ale książki dla moich dzieci to nie wszystko. Staramy się rozwijać ich szare komórki różnymi grami i szaradami. Teraz, z racji ograniczonych tabletów do półtorej godziny dziennie, grają i grają i grają...
Siedmiolatek mistrz szachowy i nastka całkiem nieźle kombinująca w strategii.
Fredowi natomiast najlepiej idą piłkarzyki:) Fajnie,fajnie, wzięliśmy zapuszczonego kudła a po blisko czterech miesiącach mamy lwa:) Niech to futro spowolni swój wzrost:)
Tyle wieści z chaty:)
Przypominam o kończącym się CANDY. Losowanie odbędzie się pośród wszystkich zapisanych do Kącika Czytelniczego a oczywiście zapisać się może każdy. Klub otwarty dla wszystkich.
Pozdrawiam Was bardzo mocno, dziękuję za wszystkie komentarze
Tymczasem
Polinka
środa, 4 lutego 2015
Dziuniowatość to stan umysłu
Duszki moje!
Jak dotąd udaje mi się krok po kroku realizować zamierzenia, choć przyznam, że czasem zła na siebie jestem. Bo czy nie lepiej zwyczajnie usiąść sobie w kąciku, przez okno powyglądać? Chociaż wielokrotnie mam dość, ręce mnie bolą, w kręgosłupie łupie, stwierdzam jednak, że nie warto się przejmować, grunt, że cokolwiek stworzone powoduje prawdziwy uśmiech na twarzy i dumę z siebie. Bo najważniejsze to być w zgodzie z sobą i zwyczajnie się lubić, bez względu na to, co się ludziom wydaje. Staję przed lustrem, stwierdzam, że piękna jestem i zdolna więc...
do roboty Dziunia i nie piskaj!
Bardzo jestem z siebie dumna:) Polecam wam ten stan:) Tym bardziej, że wiosna idzie, za chwilę spojrzymy w szafy...no tak,znów wyrosłam z deka. Nic to, ogólnie mówiąc kochać siebie to prawdziwa wartość. I tym samym robota idzie pełną parą a ja tylko czasem w czoło się puknę cichaczem choć do obłędu publicznie przyznać się nie mogę:)
Obietnicą ostatnią był kredens więc spełniam pośpiesznie...
Rozgorzała ogólna dyskusja na temat mojego fotela. Kobietki, no dziękuję wam bardzo za wszystkie maile. Tapicerkę zrobiłam sama z kawałku lnu, taśmy z kuleczkami oraz transferu. Nieszczególnie trudne, dwa wieczory ręcznego obszywania. Poducha kupiona w Westwing. Aniu, specjalnie dla ciebie powtórka z rozrywki, tym razem w otoczeniu pradziadka zerkającego z portretu.
W tym momencie należy się zastanowić: mieć czy być?
Mieć to wiadomo, bo każdy chce mieć wedle swoich potrzeb:)
Ale być? No może w końcu zacząć być?
W ferworze malowania szaf (tak, tak, za chwilę ruszam), plecenia wianków, dekorowania kredensu zapomniałam, że również trzeba być.
Obiecałam sobie, że wrócę do czytania książek. Taa, bo ja kiedyś czytałam, nawet 10 pozycji miesięcznie a potem rozleniwiłam się, oczęta zapatrzyłam w bloga i tak...
Obietnica moja brzmi- co najmniej 10 książek rocznie. Wielka heca to nie będzie ale chociaż trochę szare komórki potrenuję.
Pozycja numer 1- "Dziunia".
Dziuniość to stan umysłu, który może być kłopotliwy. Nie ma twardych dowodów na zaraźliwy charakter dziuniości, jednak warto ostrzec. „Co mnie nie zabiło, to mnie rozśmieszyło” – napisała na ścianie Dziunia miesiąc przed swoją domniemaną śmiercią. Chodzą jednak słuchy, że wciąż żyje pustelniczo w jakimś zadupiu, żeby w dogodnym momencie napisać drugą część tej opowieści. Może zresztą już napisała. Książka, której się właśnie podejrzliwie przyglądasz zaczyna się zabawnie i niemal niewinnie. Ale z czasem coraz ponursza humorość przyprawia o skurcze przepony. Tak się dzieje, kiedy durny plemnik z głupawym jajeczkiem postanawiają zabawić się w dom. To się ludziom zdarza. Gorzej, jeśli zamiast normalnego dziecka ( jak u ludzi), na świat przychodzi Dziunia. Na kogo wypadnie, na tego bęc.
Jestem już w połowie. I może nie jest dokładnie tak, jak piszą, bo książka nie jest śmieszna. Dziuni przytrafiają się wszystkie patologie współczesnego świata, czarne chmury wiszą nad nią od dnia narodzin, jest brzydka i nad wyraz rozwinięta. Książka jednak jest bardzo pozytywnie napisana. Dziunia się niczym nie martwi, łyka jak pelikan, śmieje się do całego świata. Pozytywna dziewczyna z Zadupia która potrafi wprowadzić w dobry nastrój mimo niewesołych zdarzeń.
" Przecież mówię, że jest pozbadnięta! Dziuni zaś flaki wywracały się od słuchania takich diagnoz. Kogo to obchodzi, co ja jestem- myślała.- Lepiej powiedź, gamoniu, jak przetrwać, kiedy ci łeb rozsadza od myślenia, bo nie możesz sprostać własnym standardom."
Czyli mniej więcej jak ze mną;) Próbuję sprostać własnym standardom:)
I jeszcze jeden cytat z Dziuni:
" W domu Buni mówiło się szeptem. Wszystko było bardzo, bardzo ciche, szarawe, jakby pokryte drobniutkim popiołem. Tak wygląda smutek domu, w którym umarły marzenia, chociaż kwiaty stoją na parapetach a zupa na stole."
Przyznacie, że niezłe?
Polecam wam tę książkę, wprowadza w dobry nastrój. Może otworzymy wspólny, międzyblogowy kącik czytelniczy? Jedna książka w miesiącu bez większych zobowiązań? Kto chętny?
Na koniec kawałek wiosny w moim domu...to już chyba czas.Mam fioła na punkcie lamp!
Pozdrawiam Was gorąco,wiosny życzę i bardzo dziękuję, że tu wpadacie.
To dla mnie zaszczyt.
Tymczasem
Polinka
Jak dotąd udaje mi się krok po kroku realizować zamierzenia, choć przyznam, że czasem zła na siebie jestem. Bo czy nie lepiej zwyczajnie usiąść sobie w kąciku, przez okno powyglądać? Chociaż wielokrotnie mam dość, ręce mnie bolą, w kręgosłupie łupie, stwierdzam jednak, że nie warto się przejmować, grunt, że cokolwiek stworzone powoduje prawdziwy uśmiech na twarzy i dumę z siebie. Bo najważniejsze to być w zgodzie z sobą i zwyczajnie się lubić, bez względu na to, co się ludziom wydaje. Staję przed lustrem, stwierdzam, że piękna jestem i zdolna więc...
do roboty Dziunia i nie piskaj!
Bardzo jestem z siebie dumna:) Polecam wam ten stan:) Tym bardziej, że wiosna idzie, za chwilę spojrzymy w szafy...no tak,znów wyrosłam z deka. Nic to, ogólnie mówiąc kochać siebie to prawdziwa wartość. I tym samym robota idzie pełną parą a ja tylko czasem w czoło się puknę cichaczem choć do obłędu publicznie przyznać się nie mogę:)
Obietnicą ostatnią był kredens więc spełniam pośpiesznie...
Rozgorzała ogólna dyskusja na temat mojego fotela. Kobietki, no dziękuję wam bardzo za wszystkie maile. Tapicerkę zrobiłam sama z kawałku lnu, taśmy z kuleczkami oraz transferu. Nieszczególnie trudne, dwa wieczory ręcznego obszywania. Poducha kupiona w Westwing. Aniu, specjalnie dla ciebie powtórka z rozrywki, tym razem w otoczeniu pradziadka zerkającego z portretu.
W tym momencie należy się zastanowić: mieć czy być?
Mieć to wiadomo, bo każdy chce mieć wedle swoich potrzeb:)
Ale być? No może w końcu zacząć być?
W ferworze malowania szaf (tak, tak, za chwilę ruszam), plecenia wianków, dekorowania kredensu zapomniałam, że również trzeba być.
Obiecałam sobie, że wrócę do czytania książek. Taa, bo ja kiedyś czytałam, nawet 10 pozycji miesięcznie a potem rozleniwiłam się, oczęta zapatrzyłam w bloga i tak...
Obietnica moja brzmi- co najmniej 10 książek rocznie. Wielka heca to nie będzie ale chociaż trochę szare komórki potrenuję.
Pozycja numer 1- "Dziunia".
Dziuniość to stan umysłu, który może być kłopotliwy. Nie ma twardych dowodów na zaraźliwy charakter dziuniości, jednak warto ostrzec. „Co mnie nie zabiło, to mnie rozśmieszyło” – napisała na ścianie Dziunia miesiąc przed swoją domniemaną śmiercią. Chodzą jednak słuchy, że wciąż żyje pustelniczo w jakimś zadupiu, żeby w dogodnym momencie napisać drugą część tej opowieści. Może zresztą już napisała. Książka, której się właśnie podejrzliwie przyglądasz zaczyna się zabawnie i niemal niewinnie. Ale z czasem coraz ponursza humorość przyprawia o skurcze przepony. Tak się dzieje, kiedy durny plemnik z głupawym jajeczkiem postanawiają zabawić się w dom. To się ludziom zdarza. Gorzej, jeśli zamiast normalnego dziecka ( jak u ludzi), na świat przychodzi Dziunia. Na kogo wypadnie, na tego bęc.
Jestem już w połowie. I może nie jest dokładnie tak, jak piszą, bo książka nie jest śmieszna. Dziuni przytrafiają się wszystkie patologie współczesnego świata, czarne chmury wiszą nad nią od dnia narodzin, jest brzydka i nad wyraz rozwinięta. Książka jednak jest bardzo pozytywnie napisana. Dziunia się niczym nie martwi, łyka jak pelikan, śmieje się do całego świata. Pozytywna dziewczyna z Zadupia która potrafi wprowadzić w dobry nastrój mimo niewesołych zdarzeń.
" Przecież mówię, że jest pozbadnięta! Dziuni zaś flaki wywracały się od słuchania takich diagnoz. Kogo to obchodzi, co ja jestem- myślała.- Lepiej powiedź, gamoniu, jak przetrwać, kiedy ci łeb rozsadza od myślenia, bo nie możesz sprostać własnym standardom."
Czyli mniej więcej jak ze mną;) Próbuję sprostać własnym standardom:)
I jeszcze jeden cytat z Dziuni:
" W domu Buni mówiło się szeptem. Wszystko było bardzo, bardzo ciche, szarawe, jakby pokryte drobniutkim popiołem. Tak wygląda smutek domu, w którym umarły marzenia, chociaż kwiaty stoją na parapetach a zupa na stole."
Przyznacie, że niezłe?
Polecam wam tę książkę, wprowadza w dobry nastrój. Może otworzymy wspólny, międzyblogowy kącik czytelniczy? Jedna książka w miesiącu bez większych zobowiązań? Kto chętny?
Na koniec kawałek wiosny w moim domu...to już chyba czas.Mam fioła na punkcie lamp!
Pozdrawiam Was gorąco,wiosny życzę i bardzo dziękuję, że tu wpadacie.
To dla mnie zaszczyt.
Tymczasem
Polinka
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















