Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radość życia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radość życia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 sierpnia 2022

Świat zadziwia swoim pięknem

Czasem zdarza się, że widok zapiera dech. Znacie to uczucie?

Góry, jeziora, miasta, zachody słońca chwilami robią na nas tak duże wrażenie, że nie wiemy, co powiedzieć. Są to cudowne momenty zatrzymania i zastanowienia nad pięknem tego świata, głębokiej kontemplacji, skupienia. Małe cudy świata, widoki niezapomniane.

 

W ostatni weekend miałam możliwość doświadczenia właśnie takiego uczucia. Przy okazji pobytu w Monachium pojechaliśmy do Garmisch Parkenkirchen. Bardzo chciałam zobaczyć Alpy, myślałam o tym od wielu lat.

Nic dodać, nic ująć. GaPa to miejscowość ściśle związana ze skokami narciarskimi, silnie turystyczna, choć akurat tego dnia wiele ludzi nie było. My, miejscowi, widoki, majestat gór. Nawet alpejskie krówki stały u podnóża gór choć one Milki nie robią. :)









Zachwyciła mnie dbałość o drobiazgi. Śliczne, ręcznie malowane elewacje, bujne kwiaty w doniczkach, gustowne dodatki, okiennice. Stałam jak oniemiała i patrzyłam, jaki ten świat jest piękny!

Okiennice to moja wielka miłość. Marzę o niebieskich, z serduszkiem w środku. Słodko, słodko, słodko. Chciałabym ten pomysł zrealizować.

Mam nadzieję, że to nie była nasza ostatnia wycieczka w Alpy. Jest jeszcze tyle do zobaczenia, ale czas pokaże!

Carpe diem!

Tymczasem

Polinka

niedziela, 31 lipca 2022

Chill out - czyli o miłości rodziców do siebie wzajemnie

Dziś chciałabym poruszyć kolejny ważny temat, mianowicie bliskość
w małżeństwie, utrzymywanie relacji po opuszczeniu domu przez dzieci.

Na początku związku jesteśmy zauroczeni naszym partnerem, czujemy motyle
w brzuchu. Staramy się, myślimy, wariujemy, żyć bez siebie nie możemy. Nasze życie to karuzela myśli - czy on/ona kocha mnie tak samo, jak ja jego. Chodzimy na randki, piszemy sms, dzwonimy, jednym słowem usychamy bez siebie:)

Zauroczenie przeradza się w miłość, on ze wzruszeniem oświadcza się, ona
z rumieńcem na twarzy przyjmuje pierścionek. Bajka kończy się ślubnym kobiercem.

Znacie te sprawy:) Budujemy dom, na świat przychodzą nasze dzieci, karuzela się rozpędza. Nie chodzi mi o jakieś wielkie rozwodzenie się nad tematem, istotą związku, problemami z tym związanymi. Wiadomo, mamy dom, pracę, dzieci i tysiąc spraw do załatwienia. 

Nie zawsze w tym momencie starcza nam czasu czy sił na bycie ze sobą, pielęgnowanie uczucia. Dzieci, sprawy- to staje się sensem naszego świata. I oczywiście dobrze, że tak się dzieje, dzieci i nasz świat jest ważny...mija dwadzieścia lat.
To, jak dbaliśmy o nasz związek i uczucie między nami najbardziej zaprocentuje właśnie w momencie, kiedy nasze dzieci zaczną powoli usamodzielniać się, opuszczać dom rodzinny. Wtedy dowiemy się, czy między nami jest miłość, czy się przyjaźnimy i czy odpowiada nam spędzanie czasu, którego nagle mamy nadprogramowo. Już nie kręci się ten czas wokół dzieci.

Pętla życia się zatoczy, i znów mamy czas na randki.

Ja, mój związek właśnie wchodzi w taki okres.

Starsze Maleństwo dostało się na studia, ma głowę pełną marzeń i silną potrzebę zarabiania pieniędzy. W związku z tym przez okres wakacyjny pracuje "od deski do deski" i pojawia się w domu późnym wieczorem. Młodsze Maleństwo, licealista również wszedł na swoją drogę. Od kilku dni szaleje
z kolegami z grupy rekonstrukcyjnej, w domu nie bywa, wojsko go wciągnęło na maska. Nawet telefonu nie odbierze, nie ma czasu.:)

I zostaliśmy my- rodzice. Z dużą ilością czasu dla siebie, nie powiem,
z euforią również.

Wspólnie spędzamy czas.

Cieszę się, że w naszym małżeństwie zachowaliśmy dawny żar, że się lubimy. Dwadzieścia wspólnych lat mocno nas scementowało, jesteśmy dla siebie ważni. I choć czasem potrzebujemy sobie przypomnieć, jak bardzo jesteśmy ważni, to wspólne chwile pokazują siłę naszego związku.
Jestem dumna, jestem wdzięczna mojemu mężowi, że jesteśmy razem i że to dla nas wszystko.

Mamy swoje rytuały, wspólne sprawy, poczucie humoru. Wielokrotnie myślimy
o tych samych rzeczach w jednakowym czasie, dzwonimy do siebie w tym samym momencie. Mamy podobny gust, wrażliwość na świat i muzykę. Jesteśmy jak bliźnięta w dobrym tego słowa znaczeniu.  I jestem bardzo dumna z pracy, jaką wykonaliśmy przez nasze dwadzieścia lat, że nie zagubiliśmy się po drodze.

Ti amo amore....ale ty wiesz! 

Tak więc spędzamy wspólnie czas, głównie na wycieczkach rowerowych, piknikach nad wodą i oglądaniu zachodów słońca. 


Wiecie, jaki świat jest piękny, kiedy o zmroku pędzisz na rowerze, 20 kilometrów od domu, bo dziecko za chwilę wróci z pracy? Z uśmiechem, zrelaksowani, pędzimy tulić córkę, wysłuchiwać jej ważnych spraw. Jedziemy do naszego domu, domu stworzonego z miłości. Pracowaliśmy na to 20 lat.

 Przesyłam dużo ciepłych uczuć na nadchodzący tydzień.

Tymczasem

Polinka


poniedziałek, 25 lipca 2022

Sezon ogórkowy

Od razu przyszedł mi do głowy właśnie taki tytuł.:)

W głowie pstro, w sercu żar, w wazonie kwiaty... odczuwam doskonały sezon ogórkowy.

Ciężko o lepszy nastrój, nic, tylko siąść na łące, przygryźć trawę i uśmiechnąć się do świata.

Poznałam kiedyś szalenie pozytywną kobietę, wiecznie uśmiechniętą, taką spokojną wewnętrznie. Ona się po prostu uśmiechała, do mnie, siebie, ludzi na ulicy. W pierwszym odruchu oczywiście pomyślałam, że jakaś szurnięta. Im dłużej z nią przebywałam, tym bardziej przejmowałam jej sposób bycia. Aż pewnego dnia również zaczęłam się do wszystkich uśmiechać. Jaki był efekt? Wszyscy patrzyli na mnie jak na szurniętą:) A mnie z tym było bardzo dobrze, że chodzę wiecznie uśmiechnięta.

Posiadanie wewnętrznego uśmiechu doskonale wpływa na samopoczucie nasze oraz otoczenia, które z nami przebywa. I czy to problem, że początkowo wszyscy będą się dziwnie przyglądać?

Zróbmy więc ogólnopolski test uśmiechu. Zarażajmy się nim wzajemnie, dzielmy się nim i cieszmy z tego. Moja ciocia kiedyś powiedziała, że od pewnego wieku ogląda już tylko komedie, gdyż tyle jest tragedii na świecie. Tak więc zróbmy komedię w trzech aktach i uśmiechnijmy się do siebie wzajemnie. Do rodziny w szczególności,męża, dzieci, kolegów z pracy, pani w spożywczym i tej na poczcie, do dyrektora i sprzątaczki, do wszystkich. Nie bądźmy tak śmiertelnie poważni!

Wychodząc z pracy uśmiechnęłam się szeroko do koleżanki. Reakcja? "A ty co taka uśmiechnięta?"

A dlaczego nie? ...zadaliście sobie właśnie to pytanie? 

Przesyłam tysiąc uśmiechów

Polinka



poniedziałek, 27 czerwca 2022

Pozostały takie miejsca

Do tych, co przyjdą tu sto lat po nas...

Wczorajszy dzień dał nam mnóstwo wrażeń i wzruszeń. Wszystko za sprawą wycieczki rowerowej po Puszczy Kampinoskiej. 

Do tej chwili nucę piosenkę "Jest takie miejsce" Jana Pietrzaka i stwierdzam, że taki świat naprawdę istnieje. Szczególnie w miejscu, gdzie mieszkam, na styku dawnego zaboru rosyjskiego i niemieckiego. Dzięki nierówności rozwoju gospodarczego do dnia dzisiejszego mamy problem z połączeniami kolejowymi, różnicami w zaawansowaniu gospodarstw i jakże różnym słownictwem społeczności lokalnej.


 

Jest takie miejsce u zbiegu dróg,
Gdzie się spotyka z zachodem wschód...
Nasz pępek świata,
Nasz biedny raj...
Jest takie miejsce,
Taki kraj.

Nad pastwiskami ciągnący dym,
Wierzby jak mary w welonach mgły,
Tu krzyż przydrożny,
Tam święty gaj...
Jest takie miejsce,
Taki kraj.

I właśnie cytowany krzyż przydrożny okazał się być największym przewodnikiem naszej wycieczki. Tu, gdzie dziś puszcza, dawnej były wioski tętniące życiem, przez tereny przetoczyła się największa masakra powstania styczniowego oraz akcje zbrojne na początku drugiej wojny światowej. Puszcza widziała wiele nieszczęść i krwi a my podróżując dziś rowerem w wielu miejscach natrafiamy na pozostałości dawnego życia.


Niebywale wzruszyła mnie kapliczka Św. Teresy w Bromierzyku. Nie byłam przygotowana na taki widok w środku lasu, na rozstaju dróg. Blisko stuletnia kapliczka, zadbana, pełna przedmiotów w środku, uszanowana i otwarta. Zapraszająca na chwilę wytchnienia, modlitwę. Drzwi do niej naprawdę cały czas są otwarte!

Wspaniały i pokrzepiający jest fakt, że kapliczka stoi choć jej fundatorka od dawna nie żyje. Nie popadła w zapomnienie, miejscowa ludność cały czas dba i szanuje obiekt kultu zlokalizowany w środku lasu. 

 


 

Nadziei uczą ci, co na stos
Umieli rzucić swój życia los,
Za ojców groby,
Za Trzeci Maj...
Jest takie miejsce,
Taki kraj.
Z pokoleń trudu, z ofiarnej krwi
Zwycięskiej chwały nadejdą dni.
Dopomóż Boże
I wytrwać daj!
Tu nasze miejsce,
To nasz kraj!

Niewątpliwie jestem bardzo wzruszona i tą kapliczką i krzyżami przydrożnymi oraz szacunkiem ludzi do Boga i historii kraju. Wzruszam się również miłością przekazaną przez te przedmioty. 



 

Czy po nas, współczesnych, też zostanie duma, chwała, wiara i przywiązanie do tradycji? A może będą to tony plastiku?

Chciałabym, abyśmy my, dzisiejsi, wykazywali taką samą troskę i dbałość o sprawy bieżące jak to było kiedyś. Mam wrażenie, że jesteśmy ciągle w pogoni za nowoczesnością, reklamy nieustająco krzyczą do nas kuuup. Kup nowe, nowy model jest lepszy. Zachłystujemy się nowościami jednocześnie zatracając samych siebie. Czy naprawdę jesteśmy tym, co mamy? Czy nowe buty to my? Lepszy samochód, nowy, drogi, to my?

Jak dobrze jest przykryć się kocem zrobionym przez mamę na szydełku. Jeśli macie szczęście to może w waszym domu znajdzie się koc zrobiony przez babcię. Jak dobrze wypić kakao z kubka pamiętającego dzieciństwo. Przedmioty, które nas otaczają to my i niekoniecznie trzeba co chwilę wymieniać na nowy model. Nie od dziś wiadomo, że stare meble, drewniane można wielokrotnie przerobić, przemalować. Ja wolę się właśnie takimi otaczać, przedmiotami z duszą, które są w moim domu od wielu lat. Wymieniam dopiero wtedy, kiedy przestają spełniać oczekiwania lub nie da się już ich naprawić. Szanuj i chroń. Prawdziwe bogactwo moim zdaniem nie polega na ciągłym kupowaniu rzeczy, bo to są tylko rzeczy. Od dobrobytu wolę dobrostan a takie nie jest do osiągnięcia w galerii handlowej czy na kolejnym etacie, który pozwala zarobić na nowe rzeczy. Szanuj i chroń. Usiądź spokojnie i zobacz, jak dużo rzeczy udało ci się zgromadzić. I nie wymieniaj ich co chwilę. Dotyczy to zarówno rzeczy, jak i ludzi, którzy nas otaczają. Naprawiaj relacje zamiast je wymieniać na nowe. Dla mnie to bezpieczeństwo i prawdziwy dobrostan.

Tak jak ta kapliczka w środku lasu. Od blisko stu lat stoi w tym samym miejscu i choć zniszczyło ją wojenne bombardowanie, została odbudowana, naprawiona. Naprawiona z miłością i troską. 

Tak jak napis wyryty w kapliczce:

"Przechodniu, w swojej modlitwie westchnij do św. Teresy...dzięki niej kościół poznał całą prostotę wołania Ojcze nasz..od prawie wieku lud tutejszy obrał ją patronką tych okolic...wędruj dalej, szanuj i chroń skarb przyrody Puszczę Kampinoską"

Tymczasem

Polinka

 PS.

Czy nie wiecie przypadkiem, dlaczego nie mogę komentować postów na waszych blogach? Ta sytuacja ma miejsce od kilku dni. Wyskakuje informacja, że muszę się zalogować aby napisać komentarz i przy każdej próbie logowania sytuacja się powtarza. Co ciekawe, ja jestem zalogowana, bo przecież mogę pisać posty i publikować wasze komentarze. Złośliwość przedmiotów martwych czy to jakiś większy problem? Czy ktoś mógłby mi pomóc?

czwartek, 25 maja 2017

Dekoracja stolu komunijnego

Przede mną wielkie święto przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej przez mojego syna.
Nie powiem, trochę to przeżywam:)
Bardzo zależy mi na wspaniałej atmosferze, smacznym jedzeniu oraz dekoracji stołu.
Obrusy ecru, zastawa biała, kwiaty i subtelne wstążki. Upieram się przy rozbielonych dekoracjach, czystych i lśniących, połyskujących świecznikach. Od dłuższego już czasu kolekcjonuję zastawę na wszystkie części stołu, łyżki do sosów, szczypce do cukru, podkładki materiałowe a potem lubię bawić się ich wykorzystywaniem.


Powyższe zdjęcie to ideał wyszukanej prostoty. Zobaczcie jak łatwo wyczarować romantyczny nastrój ze zwyczajnej gipsówki oraz blaszanych wiaderek. Już widzę przerażone miny znawczyń tematu krzyczące, że gipsówka wydziela nieprzyjemny zapach.:) Cóż, urody to jej nie odbiera i odpowiednio stosując nie ma się czym przejmować.:) Gipsówka for ever!



Nie mogę się często zdecydować, czy wolę prostotę w stylu rustykalnym, czy pałacowy przepych. Sądząc po najnowszych dekoracjach w moim domu idę w stronę przepychu. Nie mogę sie oprzeć kryształowym lustrom ale i bogatym bukietom kwiatów. Jestem kompletnie zauroczona stylem buduarowym, kapiącym złotem i srebrem i dotyczy to również bukietów. Ha, ha, dobrze, że ostatnie dziecko wysyłam do komunii:)



Pamiętacie, jak pisałam post o wzajemnym oddziaływaniu na siebie blogerek oraz na inspiracji?
Zdjęcia, które wam pokazałam właśnie pozwoliły mi się określić, wyznaczyć kierunek mojego stołu. Kiedyś, w przyszłości będzie dokładnie TAK! Romantycznie przede wszystkim, z przepychem dekoracji, oświetleniem.




Myślę, że przesiąkłam stylem romantycznym na zawsze:) Do tego zawsze można wpleść kilka ozdób ręcznie robionych, postawić na stole stroiki czy kule decoupage, zwiesić sznury pereł. W sklepie dla artystów hobbistów http://www.loveart.pl/ znajdziecie wiele przydatnych akcesoriów.
Jeśli tylko posiadacie choć trochę umiejętności, zachęcam was gorąco do samodzielnego dekorowania stołu. Również w ten sposób możecie okazać swoim dzieciom miłość i własne zaangażowanie w szczególnym dla nich dniu.
Tymczasem
Polinka

czwartek, 1 grudnia 2016

Inspirello

Wpadłam w wir natchnienia przed spotkaniem z wami. Wiele czasu poświęcam na szkolenie umiejętności, rozbudzanie wyobraźni i czekam:)
Aktualnie szperam na stronie inspirello.pl a filmy instruktażowe wciągnęły mnie bez reszty. Co się naoglądam to później sobie kupię i bardzo mi to odpowiada. Reklamuję z czystego serca.
Dom ponownie rozkwita zapomnianym rękodziełem a ja cieszę się jak dziecko.
Metalowe elementy na poniższych  przedmiotach leżały w szufladzie kilka miesięcy a ja szukałam kleju. Jedynym, którym mi naprawdę wyszło był Mamut firmy Den Braven. Fantastyczny choć bardzo gęsty. Klei wszystko, nawet taki dziwoląg jak szkło ze stalą. Potem trochę białej farby, popaciać tylko i mam swoje starocie. Dodam, że te metalowe cuda to końcówki do bram, kupiłam na giełdzie w Słomczynie:)
Zaszywam się powoli w atmosferze zimowej i świątecznej. Świece stały się moim przyjacielem każdego dnia. Dają odpoczynek i klimat sprzyjający rękodziełu.

 
 


Ale, ale!
Obiecałam książkę dziś wylosować więc losuję...

Magda Em. wpadła Młodemu w ręce:)

Gratuluję i czekam na adres do wysyłki.




To będzie dobry czas...bo razem wszystko lepiej idzie:)
Dobrej nocy kochani!
Polinka

środa, 7 października 2015

Cudowne wykorzystanie...

czerwieni:)
Od dłuższego czasu to mój kolor ulubiony.
Ciepły, przytulny, kojarzący się z Bożym Narodzeniem ale również
z jesienią. Przynajmniej mnie się kojarzy z jesienią.
Kolorowe liście, mięsiste, szare pledy, wrzosy a do tego czerwony kubasek
z herbatą.
Czerwony to kolor wspaniale kontrastujący z jesienią:)
W najnowszym katalogu Green Gate znajdziecie prawdziwe czerwone smaczki.
  

  KLIK





Jestem zakochana w kolekcjach Vilma, Stephanie, Bianka&Lina:)
Te serduszka, czerwoności...nie mogło ich u mnie zabraknąć:)






Czyż nie są nastrojowe?:)
Owładnęło mną kompletne Green-Gatowe szaleństwo:)

Przed nami jesienna słota, zapowiadają nawet przymrozki. Ten czas spędzę popijając herbatę. Produkty Tafelgut dostępne są na polskim rynku już od dłuższego czasu, ja jednak dopiero teraz się skusiłam. Wiadomo-
cena i takie tam... Pudełeczko jednak chciałam z samej potrzeby "mienia" a że nie sprzedają pustych...wiecie, rozumiecie:)
Herbata mnie jednak zachwyciła!
Nie piłam jeszcze tak doskonałego naparu owocowego, raczej unikam ale nie tym razem. Absolutnie aromatyczna, wydajna, pięknie pachnie. Polecam gorąco- prawdziwy raj dla zmysłów:)


Widoczne na zdjęciach:
kubeczek- seria Haven Red
ściereczki- Haven Red i Alba Red
miseczka i talerzyk- Stephanie Red
przesiewacz- Vilma Red
a nawet kapturki na słoiki z przetworami można skompletować:) Jestem zauroczona:)
Wszystkie produkty marki Green Gate dostępne są w Ahojhome.



Przesyłam gorące pozdrowienia wszystkim zakochanym we wnętrzach:)
Tymczasem
Polinka

wtorek, 30 czerwca 2015

Dekoracje, dekoracje

Duszki moje, Duszyczki!
Im jestem starsza, tym mniej rzeczy mnie dziwi wiecie?
Przechodzę coraz częściej obojętnie wobec nieżyczliwości, złośliwości, głupoty, którą kierują wobec mnie różni ludzie. Wiadomo- ten miał gorszy dzień, tamtemu sznurówka się rozwiązała, kolejny jest przewrażliwiony na swoim punkcie. Cóż, kochani, wisi mi to coraz częściej, choć kiedyś by złościło. Zatruwałabym sobie myśli, gryzła się.
A dziś? Spoko wodza! Przecież to mnie tylko dotyka czasem, jest fragmentem. I to fragmentem nie mojego świata:)
Z każdym rokiem uczę się mieć więcej cierpliwości dla siebie i innych, więcej pokory, dystansu do siebie. Bo umieć śmiać się z samego siebie to sztuka, wiecie?
Polecam sobie i wam, na zawsze. Śmiejcie się w głos, nie traktujcie siebie zbyt poważnie:)

Tak sobie pogadałam a tymczasem chciałam wam polecić sklepik z dekoracjami do domu.
Panią Małgosię poznałam przez przypadek. Cudowna kobieta, pełna ciepła i dobrej energii. Prowadzi sklep oferujący między innymi produkty Green Gate a ja ostatnio kupuję namiętnie serwetki i szmateczki:) Cacko ze sklepu Passion4home. Zajrzyjcie koniecznie!


Serwetkę przewiesiłam przez bardzo stare drzwi, których stałam się posiadaczką:) Nie mogę się doczekać aż staną się dekoracją domu. Marzyłam o nich od dłuższego czasu a teraz zwyczajnie wpadły mi w ręce:) Dam im drugie życie choć wcześniej trochę pracy przede mną:) Ale co tam! Opalarka nie jadowity wąż:)

Zakończył się rok szkolny:) Dzieciaki mają labę, matki mają labę od spraw szkolnych.
Córcia moja, Michalina Wspaniała skończyła piątą klasę ze średnią 5,27. Jestem z niej nieprawdopodobnie dumna! Tatuś, jak widać, też się cieszy:)


Z okazji wakacji, skoro więcej czasu będziecie miały (przynajmniej część z was) przygotowałam dla was mały kursik na pogodny dzień.

Jak w pięć minut zrobić świecznik lub romantyczny wazon.
Bierzemy:
-jakieś szkło- wazon, uroczy słoik
- starą bądź nową serwetkę koronkową
- klej typu wikol
- papierowe kwiatuszki, tasiemki, wstążki, nożyczki


Mocujemy koronkę do wazonu za pomocą kleju, ew przywiązujemy wstążkami, sznurkami. Wiążemy kokardy, mocujemy kwiatki według uznania. Tadam- dekoracja w pięć minut!








Staramy się również jeździć na rowerach choć ostatnio to trochę problematyczne.
Odkąd pies Fred został sam (bez Luisa) gryzie nam przeraźliwie drzwi. Staram się nie dać zwariować ale każde wyjście to straty. Jak oduczyć Dziada niszczenia domu pod nieobecność właścicieli? Macie jakieś doświadczenia? Bardzo proszę o radę:)




Krowa, krowa...Często pojawia się na moich zdjęciach choć zwierzę to, dzięki UE, staje się powoli przeszłością. Trudno kupić mleko, bo hodowle zlikwidowane (krowa w kafelkach ma lepszych mieszkać niż właściciel) a jeśli są krowy to z kwotą mleczną. Nie sprzedają, bo jak do skupu oddadzą mniej niż zakontaktowane to kary będą. Jak więcej to zresztą też. Ot, Unia Europejska...


Polecę już kochani serdecznie Was pozdrawiając.
Trzymajcie się dobrze, wypoczywajcie, cieszcie się słońcem!
W następnym poście więcej domu i ogrodu, przyłożę się konkretnie:)
Tymczasem
Polinka