Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie na wsi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie na wsi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 października 2016

Dziesięć lat

Dziesięć lat mieszkam w moim domu na wsi... Zleciało bardzo szybko, dobrze mi tu i spokojnie.
Mogłabym pokazać wam teraz metamorfozy wnętrz, remonty, zmiany kolorystyczne i stylistyczne ale chyba nie o to chodzi. Dom ten w każdym swoim stadium był moim ulubionym, zgodnym z aktualnym pomysłem, często się zmieniał.
Od jakiegoś czasu jest CONSTANS. O!
Dom jest udomowiony, pełen ciepłych kapci i choć odbywają się różne remonty i zmiany, to dla mnie jest to ten sam dom. Po prostu nasz i tak jak my czasem się zmienia.
Pewnie nigdy nie powiem, że jest gotowy, zawsze dusza porwie się w stronę nowego ale... im więcej zmian tym świat mniej się zmienia parafrazując mądrzejszego ode mnie.
Dziesięć lat! Szmat czasu a jakże początek:)








Dom to miejsce, gdzie snuję marzenia, realizuję plany, spotykam się z najbliższymi. To miejsce staje się również ostoją w trudnych chwilach, które czasem w życiu nadchodzą. Zamykam się wtedy, tu, i jestem bezpieczna.






Kocham...a on się odwzajemnia czułością.
Wszystkim sąsiadom, bliższym i dalszym, dobrym ludziom, przyjaciołom, których spotkałam na swojej drodze dziękuję...za dziesięć wspólnych lat!
Tymczasem
Polinka

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Kapitał ludzki

Moje życie na wsi...
Wielokrotnie zastanawiam się, jak żyłoby mi się w dawnych warunkach, miejskim blokowisku na wielkim osiedlu. Na dziewiątym piętrze,
w ciasnocie dwupokojowego mieszkania... Jak poradziłabym sobie z tym dzisiaj?
Po blisko dziesięciu latach na wsi żyję wolniej, spokojniej, szczęśliwiej i nie ma w tym przesady. Każdego dnia budzi mnie śpiew ptaków, cisza własnych czterech kątów, zieleń, mój Boże, własna zieleń!
Niewątpliwie największym kapitałem, jaki udało mi się zgromadzić, są ludzie. Grupa ludzi wspólnych poglądów, różnych kręgów, którzy z czasem stali się przyjaciółmi, zechcieli przy mnie pozostać. Lubimy się, wspieramy, odwiedzamy często. Dzięki Wam, moi mili! Uwielbiam nasze wieczory przy grillu, ognisku, wypady na grzyby i wszystkie sprawy, które nas połączyły:)
Bez Was wiele spraw nie miałoby miejsca, nie doświadczyłabym przyjaźni i wsparcia.
Ludzie są moim największym darem życia na wsi!

I ja nie mówię, że w mieście nie ma ludzi...Niech nikt mi się tu nie obraża:) Powiem jednak, że na wsi łatwiej o ludzi. Serdecznych i ciepłych, nieśpiesznie obdarzających cię swoją uwagą. Zauważających innych w swojej podróży przez życie.
 

 

 
 

 


Psss...moi kochani czytelnicy...
Czy ktoś z Was czasem nie mieszka w okolicach Sztokholmu?
Tymczasem
Polinka 


środa, 13 kwietnia 2016

Marzeniami malowane

Życie czasem płata nam figle i niespodziewane niespodzianki:)
Taką właśnie niespodzianką był dla mnie pewien weekendowy spacer z rodziną. Niedaleko, niespiesznie, w poszukiwaniu wiosny.
Zawsze marzyłam o domu w stylu dworku. Powiem więcej - zawsze mi się takie domy podobały choć nie brałam na poważnie możliwości zamieszkania w takim. Domy, dwory to duża inwstyscja, z konserwatorem zabytków na karku. Ale ciągnęło i ciągnie dalej.
Okazuje się, nieśpiesznym krokiem, że jednak można mieć taki dom gdzieś wśród pól, nad rzeką Rawką.





I teraz nie wiem, czy bardziej zachwycać się małym dworkiem czy olbrzymim kasztanem przed nim posadzonym? Czy klameczką gustowną a może malowniczymi okiennicami?
Jak widać można mieć swój dwór, można go wybudować w koncepcji stylistycznej. Bardzo mi się ten widok spodobał i pozazdrościłam.:) Moi sąsiedzi znad Rawki - bardzo mi się Wasz dom podoba:)
Im dłużej mieszkam na wsi tym bardziej mam potrzebę zbudowania nowego domu. Dokładnie wiem, jaki powinien być.
Dokładnie taki, jak ten na zdjęciach!

 
Serdecznie Was pozdrawiam!
Miejcie swoje marzenia i odwagę ich realizowania:)
Tymczasem
Polinka

środa, 30 marca 2016

Święta w moim domu

Obyło się bez nadęcia, bez przejedzenia, bez pośpiechu.
Okres świąteczny spędziliśmy głównie na odpoczynku i spacerach, złapaliśmy trochę słońca.
Dziś w autobusie słyszałam rozmowę dwóch młodych osób, że na święta najlepiej mieć pieniądze i gdzieś czmychnąć. No może tak:) Nie potwierdzam i nie zaprzeczam, wszakże wszystko zależy od tak zwanych możliwości:) Świat również się zmienia i kultura, w której żyjemy. Dziś ci sami młodzi ludzie o poranku w Warszawie przechadzają się z kubkiem kawy (w amerykańskim stylu) i najnowszym smartfonem. Taki mamy klimat...więc nie ma co się dziwić.
Ja jednak spędziłam święta w domu, w otoczeniu przyjaciół. Było bardzo okej:)



Czarne pisanki użyte do dekoracji stołu dostałam od Celi. Cela zrobiła mi przepiękną niespodziankę, już drugi rok z rzędu. Wiecie, jaki był powód wysłania nowych jajek? Bo myślała, że zeszłoroczne mi pożółkły! Cud kobieta o gołębim sercu! Celu, jajka nie pożółkły. Trzymałam je porządnie zapakowane w pudełku, w ciemnym miejscu, gdyż nie chciałam, aby coś im się stało. Mam je do dzisiaj w doskonałym stanie i przez wiele lat będą zdobić mój dom, dokładnie tak, jak czarne. Dziękuję najmocniej! Wam za to polecam czarne jajka. Doskonale nadają się do pastelowych kompozycji, choć oczywiście nie tylko:)

 


 
  

Na zdjęciach moje pisanki, niektóre w prezencie, reszta dla mnie:) Decoupage na styropianie doskonale się sprawdza, lakier pięknie połyskuje, dobrze się robi. Nie powiem, z efektu jestem zadowolona, choć czasu było niewiele.
Mam już obiecany materiał na post o farbach kredowych. Pomalowana komoda, porobiona reszta. Proszę jednak o chwilę cierpliwości, bo normalnie czas tak leci, że kurczę Felek:)
Dziękuję za wszystkie życzenia świąteczne!
Tymczasem
Polinka

czwartek, 24 marca 2016

Luzik

Święta za pasem kochani!
W mojej rodzinie to będzie czas spokoju, zasłużonego odpoczynku, wyciszenia. Bardzo nam to potrzebne po ostatnim okresie nasilonej pracy.
Nie zastanawiacie się czasem nad senesem ogromnych przygotowań świątecznych? Matki i babki wtłoczyły nam przeświadczenie o konieczności mycia okien, trzepania dywanów, odkurzania pawlaczy i dziś każda za nas walczy z czasem i stereotypami. Cóż...może czas tradycję dostosować do realiów dzisiejszego pędzącego świata?
Osobiście nie mam przerwy świątecznej na trzy dni przed Wielkanocą, choć dzieciaki już szkołę zawiesiły na haczyk. W ostatnim czasie również, wspólnie z Ukochanym, bardzo ciężko pracowaliśmy łapiąc wiele srok za ogon.
Co w związku z tym, spytacie?
Otóż nie mam pomytych okien i nie wiem, czy zdążę. Nie mam wypieków i wymyślnych pieczeni i nie wiem, czy zdążę. Nie mam zrobionych zakupów... A co mam?
Mam rodzinę, z którą zamierzam szczęśliwie spędzić czas, odpocząć, złapać trochę słońca.
Wielokrotnie powtarzałam, że święta są dla nas, a Wy, drogie czytelniczki przyklaskiwałyście gorąco. Sama idea perfekcyjnie wysprzątanego domu odeszła już do lamusa i myślę, że to dobrze. Symbolem dzisiejszych czasów jest również fakt, że wiele z was wyjedzie na krótki wypoczynek świąteczny. Bo świat się zmienił kochani!
Dobrze mi z tym. Nie patrzę za siebie ani na innych i żyję swoim współczesnym życiem:)
Zachwyciłam się ostatnio farbami kredowymi i w sobotę, zamiast piec mazurki, planuję malować mebel. A co! Nie lubię mazurków, babki będę miała z cukierni a w prezencie nową komodę:)


Zamierzałam w zasadzie dziś pisać o tych farbach, ale...najpierw zdjęć więcej zrobię:)
U was też ostatnio takie fenomenalne słońce? Uśmiecham się każdego dnia, paszczaka pcham w promienie i czuję, że to mnie uskrzydla! Niebawem sporo na blogu:)

Pa, kochani moi!
Zdążę jeszcze przed świętami:)
Polinka

wtorek, 19 stycznia 2016

It's a good life!

Życie moje jest ostatnio ekscytująco rozpędzoną kolejką. Myślę, marzę zmieniam rzeczywistość.
Mało ostatnio pokazywałam zdjęć z mojego domu, co nie znaczy, że trwał marazm. Pozbyłam się  choinki, posprzątałam po świętach. W tym roku, po raz pierwszy drzewko stało u mnie do połowy stycznia. Doprawdy nie wiem dlaczego, wcześniej zawsze miałam ochotę szybko je wyrzucić. Nie wspominając już o czasie, kiedy wytrwać do Trzech Króli było dla mnie męczarnią:) To lata chyba:) Sentymenty zaczynają nade mną panować, ciężko rozstawać się z czasem minionym. Ech, nic to! Pociąg ruszył dalej, do kolejnych zmian i udogodnień.
Za dnia w domu...konsekwentnie i do celu. Cel jeszcze daleki bo cały czas nie mam kominka oraz zdobionych gzymsów przy suficie. Tak sobie to wyobrażam. Widzieliście nowe Moje Mieszkanie? Dom z głównej prezentacji oczarował mnie i zachwycił!




Wieczorem rozpalamy świecie i grzejemy się w świetle przytulnego ognia. Uwielbiam!


Zatrzymuję chwile w ciszy, refleksji, przy dźwiękach sączącej się muzyki. Ostatnie  odkrycie to Tony Bennett. Good life mogę słuchać non stop!


Zima nareszcie zawitała do naszej wioski. Jest biało, mroźno, cudownie!







Sypialnia stoi przed wielkimi zmianami. Pamiętacie, jak pisałam o wezgłowiu pikowanym do łóżka? Zamówiłam je w http://kdcmeble.com/.
To cudowny producent. Doskonale spełnia zachcianki klienta, reaguje na jego potrzeby. Zmiana koloru tapicerki nie jest kłopotem, dostosowanie rozmiaru i wykończeń. Takie zakupy lubię, szczególnie u polskich producentów. Mój będzie ecru, pikowany, obejmujący całe wezgłowie. Zakochałam się w pikowańcach wszelkich. Polecam!
Poduszki też już myślą o wiośnie. Co myślicie o niebieskiej kratce?
Pozostaje wykrzyknąć It's a good life!
Przytulam zimowo, z przesuniętym krążkiem międzykręgowym. Ała!
Polinka


wtorek, 12 stycznia 2016

Szafa i gościna

Skończyłam! Wyczekiwana szafa stanęła w pokoju Młodego na swoim miejscu.
To właśnie mój ostatni zakup za 140 zł. Pamiętacie, jak pisałam
o poszukiwaniu starych mebli? Pytałyście skąd takie okazje. Otóż
z popularnego portalu zakupowego, tego, co się reklamuje, że w zasięgu ręki.
Ludzie wielokrotnie sprzedają takie cuda za przysłowiowy grosik, trzeba się tylko uzbroić w cierpliwość. Cierpliwość popłaca. A! i samochód lepiej mieć typu bus, choćby pożyczony, bo nie wiadomo, jaka okazja jeszcze czeka na nas na miejscu.
Szafę należało zeszlifować, zaszpachlować, ponownie zeszlifować, pomalować, udekorować i pocieszyć się:) Pokazuję i objaśniam:)




Wiktor dostał na swoje szpargały jako początek wymiany mebli ze sklepu na I., które zupełnie nie sprawdziły się w naszym domu. Temat powszechnie znany, nawet poruszany już przeze mnie, więc nie ma co wspominać. Jedni Lubią I. drudzy nie:) Wolnoć Tomku!
Zima u nas nastąpiła. Zaśnieżyło pięknie, pomroziło z lekka. Po prostu ładnie jest na mojej wsi:)



Mam to szczęście, że nasz dom jest chętnie i często licznie odwiedzany. Przyjeżdżają z wielkich miast to na ognisko, to spacer a teraz akurat na sanki. Co jakiś czas mamy miłe naloty różnych gości, często nocujących. I co tu zrobić? Nie mam specjalnej sypialni dla nich. Generalnie mój dom jest dostosowany do naszej niewielkiej rodziny i nie lubimy burzyć tego porządku.
Chciałabym wam polecić doskonałe rozwiązanie, mianowicie materace dmuchane. Dobry pomysł, prawda? Mamy ich w domu sporo, pojedyncze i podwójne. Osobiście polecam firmę Intex. Wielokrotnie testowałam tańsze materace i często kończyło się na jednym razie. Dosłownie! Wystarczy kamyk, źdźbło trawy, korzeń, poszuranie po piasku w jeziorze i po zabawie.
Materace możemy wybrać niższe lub wyższe, w zależności od potrzeb. Wysokie doskonale separują od zimnej podłogi, zapewniają komfort leżenia.

żródło: http://s-mumo.pl/     



Najlepiej kupić materac u dystrybutora np http://s-mumo.pl/ gdyż gwarantuje fachowe doradztwo, wybór, możliwość dostosowania oferty do indywidualnych potrzeb. Ten sklep to w ogóle skarbnica akcesoriów potrzebnych do przyjmowania gości w warunkach polowych. Maty, śpiwory, plecaki, co tylko chcecie. Chcecie porządny basen ogrodowy? Też jest w ofercie:)
Przed nami ferie zimowe:) Już pod koniec tygodnia rozpoczyna je część z Was. Macie plany wyjazdowe? Bardzo jestem ciekawa, co na was czeka. Tylko nie połamcie kończyn!
Serdeczności przesyłam!
Polinka, jeszcze czekająca na ferie:)

poniedziałek, 19 października 2015

Tydzień z życia pracującej matki

Dzień jak co dzień!
Budzik dzwoni 7:10- jeszcze moment, jeszcze chwileczkę, leżę do 7:20.
Wstać jednak trzeba, pogonić towarzystwo- mamo, nie idę dzisiaj do szkoły, chce mi się spać...
Idziesz, idziesz- wstawaj. W dziesięć minut ogarniam się, potem dobudzam Młodego, który zaczyna się złościć na myśl o rozstaniu ze snem. Wstaje naburmuszony, Młoda szuka gumki do włosów, Ukochany kręci się po łazience. Zbiegam do kuchni, kanapki, kawa, kot domaga się puszki głośno miaucząc
i ocierając się o nogi. Już, już...woda dochodzi.
Za chwilę dzieci wychodzą do szkoły, pośpiesznie zakładając czapki. Na górę, makijaż, poprawić ciuchy, dopić kawę. Karta do samochodu, tylko bramę za mną zamknij, dobrze? Miłego dnia.
Jadę do pracy, na moście tradycyjnie korek ale to blisko, tuż za mostem. 8:50- dyrektor patrzy na zegarek, jak zawsze, jestem przed czasem.
Godzina 16 żegnam się ze współpracownikami, odjeżdżam.
Szczęście mam wielkie, bo do pracy nie jest daleko, korków i zatorów większych brak. Rodzina czeka już w domu a ja zazwyczaj wjeżdżam na podjazd o 16:12. Zawsze co do minuty, co rozbawia nas straszliwie.
Szybki obiad, zupę dodatkowo na jutro wstawić, aby Młody miał przed treningiem.
I mamy czas dla siebie. Siedzimy, rozmawiamy, odpytujemy z lekcji. Uwielbiam ten czas:)
Tak mija mi cały tydzień, przeplatany zajęciami dodatkowymi.
Piątek po pracy to czas euforii. Już jest luz, śpieszyć się nie trzeba, myślę o sobotnim poranku z jajecznicą na wiejskiej kiełbasie i szczypiorku nieśpiesznie zjadanej w szlafrokach. To czas dla rodziny, czas na wyjazd, spędzenie razem czasu. Wyspać się, wyleżeć przytulając w łóżku, nabrać sił przed poniedziałkiem, kiedy znów się zacznie:)
I każdego dnia się cieszę, że pracę mamy, zdrowi jesteśmy, dzieci rosną. To mało czy dużo? Nie wiem. Życie, dojrzałość często weryfikuje plany i marzenia wymyślone w szkolnych latach. Realia rozwiewają mrzonki o egzotycznych podróżach, pracy na wysokim stanowisku, dobrej pensji. Pewnego dnia zderzamy się ze ścianą własnych możliwości i pragnień i zaczynamy się cieszyć, że...jesteśmy zdrowi. Bo zdrowie jest najważniejsze, o czym słyszeliśmy na wszelkich imieninach ciotek. Bo jak wszystko jest w kraju jako-takie to chociaż tyle dobrze, że zdrowi jesteśmy:)

W tym czasie w domu...







I w ogrodzie...





Jak widać, szykujemy się na wojnę:) Bo zima na wsi to wielka niewiadoma. Opał musi być, czy ci się podoba, czy nie, więc robimy, co możemy:)
I nie zdążyłam opowiedzieć o wszystkim:)
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszystkie komentarze.
Damy radę!
Polinka