Witajcie:)
Dziś czwarty lutego. Magiczna data wyznaczająca początek mojego nowego świata.
Czwartego lutego roku poprzedniego napisałam pierwszy post!
Jak było? Strasznie, na dziko i kompletnie spontanicznie. Blogger była dla mnie czarną magią
i pierwsze sporo godzin przesiedziałam kompletnie sfrustrowana.
Jak sobie poradzę w tym świecie? Jakby nie było, kompletnie obcym... To wielka różnica podglądać czyjeś zmagania, szczególnie anonimowo, ale napisać?
Nie mówię oczywiście o inteligencji ( wiecie, bo co jak co?!) :). Martwiłam się, czy będę miała
o czym pisać, czy ktoś tu w ogóle zajrzy. Czy spodoba się to, co piszę? W końcu internet to wielki supermarket...
Dziś mija rok.
Nie żałuję założenia bloga. To była dobra decyzja, choć faktycznie na początku nie miałąm specjalnie o tym pisać;) Teraz raczej brakuje czasu...
Kochani! Przez ten rok rozwinęłam się bardzo. Dom zmienił oblicze, robótki różne sypią się jak
z rękawa. Zdobyłam całkiem pokaźną kolekcję Laursena choć wcześniej wydawało mi się to zbyteczne. Weszłam w tajniki schabby chic, vintage, rozmalowałam się na maksa.
I najważniejsze!
Prowadzenie bloga, codzienny kontakt w Wami daje mi radość. Myślę, że jestem bardziej pogodna, spokojniejsza. Cieszy mnie więcej spraw bo... zaglądanie do Was, czytanie waszych komentarzy to jak codzienny kontakt z przyjaciółmi. Dobre słowa mają magiczną moc izdrawiania. Bo co by się nie działo zawsze jest ktoś, a nawet wiele osób, kto podniesie na duchu. I nie jest to przesłodzone!
To prawdziwe wsparcie i blogowa przyjaźń.
Przez ten rok wiele z Was zapisało się głęboko w mojej pamięci. Wasze życie jest w pewnym sensie częścią mojego, moje waszego. To fajna bliskość:)
Przez ten rok otrzymałam od was mnóstwo bezinteresownej pomocy. Jednej się chciało kubasy w Ikei dla mnie dokupić, drugiej podesłać katalog z inspiracjami do pokoju Młodego, trzecia mi przesłała wór z gąbką, czwarta zakładki zrobiła. Wy, moje kochane dziewczyny, wiecie, o kim piszę! Potem zaczęły się paczki świąteczne... Wiecie, jakie to miłe? Bo te prezenty są prosto z serca! Bezinteresownie!
Nie będę wymieniać osób, z którymi się czuję wybitnie związana...to Wy wszyscy, nieustająco zaglądający do mojego świata, piszący wspaniałe komentarze...
Dziękuję za ten rok! To był jeden z lepszych w moim życiu i proszę o więcej:)
W prezencie, choć nic nie jest w stanie oddać, zadośćuczynić za waszą przyjaźń....
Ogłaszam rozdawajkę.
Zrobiłam dla was wiosenny wianek, w uwielbianym ogólnie kolorze miętowym.
Własnoręcznie, a jak:)
Do tego podaruję Wam dwa jajeczniki, niebieskie Laursenowe, aby rozświetlić nadchodzącą wiosnę.
Zasady takie, jak wszędzie:)
- zostawcie komentarz pod tym postem do 21 marca do północy zgłaszając chęć udziału w losowaniu
- dodajcie mój blog do obserwowanych chyba, że już obserwujecie (publicznie) - dziękuję!
- zamieście podlinkowany baner na swoim blogu
- osoby nie posiadające bloga zostawiają adres mailowy w komentarzu.
Banerek do pobrania:
Losowanie odbędzie się 22 marca, po nim nastąpi natychmiastowa wysyłka:)
Zachęcam, zapraszam.
Ps. Jeśli liczba nowych obserwatorów znacznie wzrośnie to dorzucę miętową Laursenową miseczkę do musli:)
Miłej zabawy, mam nadzieję, że nagrody się spodobają:)
Polinka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ib Laursen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ib Laursen. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 4 lutego 2014
piątek, 31 stycznia 2014
Na miętowo
Kochani moi:)
Piszecie do mnie, że mnie tu za mało, że na posty czekacie:)
Dziękuję, prawdziwie się staram ale...jak to w życiu.
Pod ostatnim postem pojawiło się mnóstwo życzeń urodzinowych, serdecznych i prawdziwie od serca. Nawet nie podziękowałam, choć w tej chwili to czynię.
Wzruszacie mnie kochane dziewczyny, na duchu podnosicie i dzięki Wam świat jest faktycznie wspanialszy. Dziękuję, ja się nie wypłacę!
Szczególnie Madzia. Dziękuję ci za wspaniałe życzenia. Bardzo się wzruszyłam i nie wiedziałam co zrobić od nadmiaru szczęścia. Czekam, aż wrócisz do kraju kochana:)
Nie odpisuję na komentarze, ja wiem.Czasem może zostawiam niedosyt w korespondencji z Wami... Ale wierzcie mi- nie mam was w nosie i bardzo się staram, aby wszystko grało. Tylko czasu czasem brak...
Zbliża się rok prowadzenia bloga. Z tej okazji w najbliższym poście będę rozdawać cukieraski
i oczywiście liczę na niezawodną obecność:)
A tymczasem.
W domu moim pojawił się miętowy Laursen:)
Pragnę zareklamować ten kolor. Jest śliczny, subtelny, pastelowy. Prawdziwie wiosenny choć do letniej lemoniady też idealnie się będzie nadawał:)
Zakupy urodzinowe zrobiłam oczywiście w LIVE BEATIFULLY. Chyba na zawsze będę Wam polecać ten sklep:) Ania jest bardzo miła, rzeczowa, sumienna. Ceni swojego klienta a ceny ma najniższe z dostępnych w Polsce. Ach, zajrzyjcie do niej, gdyż nawet przesyłka jest w dobrej cenie:)
Miętowy cudnie dobiera się w pary z różowym:) Moja ulubiona kombinacja. Do białego daje chłodny powiew, caffe latte, wrzos to też dobre połączenie:) Rany, no polecam i już:)
Niech miętowy się stanie królem wiosennego otwarcia, czego sobie i Wam życzę:)
Niedawno otworzyłam sezon żaby sik w moim domu oraz poszukiwanie wszelkiego vintage:)
Robię wianki, wyciągam rodowe drobiazgi.
Łyżeczki widoczne na zdjęciu to skarb odziedziczony po ukochanej babci. Jakie to piękne czasy były, że ludzie takich łyżeniuni używali. Do czego to? Macie jakiś pomysł?
Kłopotliwa sprawa się dzisiaj zrobiła. Bo widzicie, rozumicie, wianków jest więcej. Łapska mam pokłute ale paszczę uśmiechnięta. Fotografowałam dla was je wszystkie, modelki ustawiałam jak trzeba, nawet zdjęcie do candy wykonałam... I przyszedł taki huragan zwany synkiem i skasował wszystko! Drugi raz to już się stało. Rączki pourywam:)
Aaaa, i zakupiłam cudne naklejki na allegro. Piękny vintage ale wyobraźni mi nie stykło:) Co zrobić z wieloma wspaniałymi naklejkami? Tylko, proszę, nie mówicie mi, że mam naklejać na słoiki.;)
Ulalaa, widzicie, jakie cuda? Co z nimi?
Wyściskam was już teraz, przytulę mocno i polecę kręgosłup pomasować:)
Do najbliższego cadny
Dziękuję:)
Polinka
Piszecie do mnie, że mnie tu za mało, że na posty czekacie:)
Dziękuję, prawdziwie się staram ale...jak to w życiu.
Pod ostatnim postem pojawiło się mnóstwo życzeń urodzinowych, serdecznych i prawdziwie od serca. Nawet nie podziękowałam, choć w tej chwili to czynię.
Wzruszacie mnie kochane dziewczyny, na duchu podnosicie i dzięki Wam świat jest faktycznie wspanialszy. Dziękuję, ja się nie wypłacę!
Szczególnie Madzia. Dziękuję ci za wspaniałe życzenia. Bardzo się wzruszyłam i nie wiedziałam co zrobić od nadmiaru szczęścia. Czekam, aż wrócisz do kraju kochana:)
Nie odpisuję na komentarze, ja wiem.Czasem może zostawiam niedosyt w korespondencji z Wami... Ale wierzcie mi- nie mam was w nosie i bardzo się staram, aby wszystko grało. Tylko czasu czasem brak...
Zbliża się rok prowadzenia bloga. Z tej okazji w najbliższym poście będę rozdawać cukieraski
i oczywiście liczę na niezawodną obecność:)
A tymczasem.
W domu moim pojawił się miętowy Laursen:)
Pragnę zareklamować ten kolor. Jest śliczny, subtelny, pastelowy. Prawdziwie wiosenny choć do letniej lemoniady też idealnie się będzie nadawał:)
Zakupy urodzinowe zrobiłam oczywiście w LIVE BEATIFULLY. Chyba na zawsze będę Wam polecać ten sklep:) Ania jest bardzo miła, rzeczowa, sumienna. Ceni swojego klienta a ceny ma najniższe z dostępnych w Polsce. Ach, zajrzyjcie do niej, gdyż nawet przesyłka jest w dobrej cenie:)
Miętowy cudnie dobiera się w pary z różowym:) Moja ulubiona kombinacja. Do białego daje chłodny powiew, caffe latte, wrzos to też dobre połączenie:) Rany, no polecam i już:)
Niech miętowy się stanie królem wiosennego otwarcia, czego sobie i Wam życzę:)
Niedawno otworzyłam sezon żaby sik w moim domu oraz poszukiwanie wszelkiego vintage:)
Robię wianki, wyciągam rodowe drobiazgi.
Łyżeczki widoczne na zdjęciu to skarb odziedziczony po ukochanej babci. Jakie to piękne czasy były, że ludzie takich łyżeniuni używali. Do czego to? Macie jakiś pomysł?
Kłopotliwa sprawa się dzisiaj zrobiła. Bo widzicie, rozumicie, wianków jest więcej. Łapska mam pokłute ale paszczę uśmiechnięta. Fotografowałam dla was je wszystkie, modelki ustawiałam jak trzeba, nawet zdjęcie do candy wykonałam... I przyszedł taki huragan zwany synkiem i skasował wszystko! Drugi raz to już się stało. Rączki pourywam:)
Aaaa, i zakupiłam cudne naklejki na allegro. Piękny vintage ale wyobraźni mi nie stykło:) Co zrobić z wieloma wspaniałymi naklejkami? Tylko, proszę, nie mówicie mi, że mam naklejać na słoiki.;)
Ulalaa, widzicie, jakie cuda? Co z nimi?
Wyściskam was już teraz, przytulę mocno i polecę kręgosłup pomasować:)
Do najbliższego cadny
Dziękuję:)
Polinka
wtorek, 31 grudnia 2013
Do siego roku!
Jak stary rok skończysz tak w nowy wejdziesz:)
No, całe szczęście:)
Kochani, od jakiegoś czasu polecam Wam sklep Live Beautifully. Dziś kolejna porcja zakupów.
W starym roku, w dzień ostatni, zdarzyło mi się otworzyć paczuchę ukochaną, pięknie zapakowaną. W środku same dziwy, na szczęście zgodne z zamówieniem:) Tak więc liczę na sumienne spełnienie przepowiedni;) Dopisała również pogoda.
Powiem tylko tyle- uwielbiam ten sklep, fachowość Ani, natychmiastowe przesyłki, prezenty. Każda paczka jest jak od Mikołaja:)
Cieszę się z zapowiedzii w sklepie. W drugiej połowie stycznia ma się pojawić nowy Laursen, mięta i szary. Ale z miętą zaszaleję!:) Na urodziny styczniowe, akurat w drugiej połowie, chyba wyproszę talony do sklepu:)
Zdjęć dziś będzie więcej, bo normalnie nie mogę się opanować:) Dzień obudził mnie szronem cudnym, słońcem leniwym...
Ja przepraszam, że ja taka monotematyczna ale zachwyca mnie kompletnie tabliczka, no i to światło i miseczki:) Bo ja w końcu żona Iba jestem.
Kochani!
Dziś ostatni dzień starego roku. Postarzejemy się, spojrzymy w przeszłość, choć tylko na chwilę.
Dajmy sobie spokój z podsumowaniami. Kolejny rok zdecydowanie będzie lepszy, bo przecież inaczej być nie może:)
Bo radość jest w nas, umiejętność zmian i kształtowania swojej rzeczywistości.
Uśmiechajcie się częściej, zadzwońcie do kogoś, kogo dawno nie słyszeliście...bo wiecie co?
W najczarniejszym momencie życia, kiedy wydaje się, że gorzej być nie może...wtedy obok nas są przyjaciele, rodzina i wszyscy życzliwi ludzie. To największy skarb, jaki można mieć. A miłość
i przyjaźń buduje się uśmiechem, dobrocią. Dobre słowo powraca jak bumerang, w dodatku ze zdwojoną siłą.
Ostatni miesiąc był dla mnie bardzo ciężki i tylko dzięki bliskości ludzi dałam radę, podjęłam decyzję i wchodzę w Nowy Rok silniejsza o ostanie wydarzenia i umiejętność ich rozwiązywania.
Bo było obok mnie kilkoro ludzi, którzy wyciągnęli rękę i z otchłani wyciągnęli.
Napiszę wam jeszcze kiedyś o mobbingu w pracy...
Dziś cieszmy się, pożegnajmy stary rok w najlepszych nastrojach. Życzę Wam hucznej zabawy,pomyślności i przyjaźni...bo dzięki niej można góry przenosić!
Dziękuję Wam również za ostatni rok, gdyż był pierwszym wspólnym. W lutym ja i to miejsce będziemy obchodzić urodziny...z candy dla was w podziękowaniu.
Do siego roku
Polinka
No, całe szczęście:)
Kochani, od jakiegoś czasu polecam Wam sklep Live Beautifully. Dziś kolejna porcja zakupów.
W starym roku, w dzień ostatni, zdarzyło mi się otworzyć paczuchę ukochaną, pięknie zapakowaną. W środku same dziwy, na szczęście zgodne z zamówieniem:) Tak więc liczę na sumienne spełnienie przepowiedni;) Dopisała również pogoda.
Powiem tylko tyle- uwielbiam ten sklep, fachowość Ani, natychmiastowe przesyłki, prezenty. Każda paczka jest jak od Mikołaja:)
Cieszę się z zapowiedzii w sklepie. W drugiej połowie stycznia ma się pojawić nowy Laursen, mięta i szary. Ale z miętą zaszaleję!:) Na urodziny styczniowe, akurat w drugiej połowie, chyba wyproszę talony do sklepu:)
Zdjęć dziś będzie więcej, bo normalnie nie mogę się opanować:) Dzień obudził mnie szronem cudnym, słońcem leniwym...
Ja przepraszam, że ja taka monotematyczna ale zachwyca mnie kompletnie tabliczka, no i to światło i miseczki:) Bo ja w końcu żona Iba jestem.
Kochani!
Dziś ostatni dzień starego roku. Postarzejemy się, spojrzymy w przeszłość, choć tylko na chwilę.
Dajmy sobie spokój z podsumowaniami. Kolejny rok zdecydowanie będzie lepszy, bo przecież inaczej być nie może:)
Bo radość jest w nas, umiejętność zmian i kształtowania swojej rzeczywistości.
Uśmiechajcie się częściej, zadzwońcie do kogoś, kogo dawno nie słyszeliście...bo wiecie co?
W najczarniejszym momencie życia, kiedy wydaje się, że gorzej być nie może...wtedy obok nas są przyjaciele, rodzina i wszyscy życzliwi ludzie. To największy skarb, jaki można mieć. A miłość
i przyjaźń buduje się uśmiechem, dobrocią. Dobre słowo powraca jak bumerang, w dodatku ze zdwojoną siłą.
Ostatni miesiąc był dla mnie bardzo ciężki i tylko dzięki bliskości ludzi dałam radę, podjęłam decyzję i wchodzę w Nowy Rok silniejsza o ostanie wydarzenia i umiejętność ich rozwiązywania.
Bo było obok mnie kilkoro ludzi, którzy wyciągnęli rękę i z otchłani wyciągnęli.
Napiszę wam jeszcze kiedyś o mobbingu w pracy...
Dziś cieszmy się, pożegnajmy stary rok w najlepszych nastrojach. Życzę Wam hucznej zabawy,pomyślności i przyjaźni...bo dzięki niej można góry przenosić!
Dziękuję Wam również za ostatni rok, gdyż był pierwszym wspólnym. W lutym ja i to miejsce będziemy obchodzić urodziny...z candy dla was w podziękowaniu.
Today is the best day in my life...
i tak planuję cały rok.
Do siego roku
Polinka
czwartek, 21 listopada 2013
Stworzyć klimat
Żyje mi się ostatnio jakoś za szybko...
Nim się obejrzę, już koniec kolejnego tygodnia. Świątek, piątek trwa gonitwa. Pewnie nie jestem osamotniona w myśleniu, że życie pędzi a ja razem z nim:)
Spóźniłam się strasznie! Wczoraj miałam ogłosić, jakie są nagrody w zabawie świątecznej, którą organizujemy wspólnie z Madelinką. Taaak, porobię zdjęcia po pracy. Ale po pracy wypadło zebranie u Młodego, potem tysiąc rzeczy i tak mamy...dzień kolejny, który dobiega końca.
Także bardzo przepraszam i już nadrabiam zaległości.
Prezentem dla zwycięzcy w moim pionie zabawy "Wyszydełkuj sobie święta" będą:
- ręcznie robione przez mnie szydełkowe podkładki pod kubek w kolorach świątecznych
- oraz szklana, pokaźna bombka-serducho w kolorze ciemnoszarym lub jakimś takim czarnawym.
Kolorystyka bombki pozwala wykorzystywać ją cały rok- dziś na choince, później w domu.
Zapraszam serdecznie.
Do Madelinki też oczywiście zerknijcie:)
Musimy się drodzy państwo przyzwyczaić do zdjęć wieczornych niestety. Lampy dwoją się i troją
a nie zawsze coś z tego wyjdzie. Tak to jakoś paskudnie się porobiło, że wracam z pracy a tu ciemno i bądź człowieku mądry:)
Jak wiadomo- przyjdzie walec i wyrówna i nie ma się czym martwić więc...
Zrobiłam nowe zamówienie u Ani. To zdecydowanie mój ulubiony sklep z duńską ceramiką. Tak niskich cen nie widziałam nigdzie, przesyłka idzie w tempie zawrotnym a i gratisik jest:) To straszliwie próżne, ale ja bardzo lubię gratisy:)
Mam w końcu moje wymarzone pojemniki w kształcie serc. I to za jaką kasę!:)
Jednym słowem przygotowania świąteczne ruszyły pełną parą:)...i bardzo się z tego cieszę:)
Dom mój zmienia się:)
W tym roku króluje szarość i ja też się temu poddałam. Może nie bezwarunkowo ale podoba mi się. Szaleję z zakupami w szarościach, beżach, srebrze i szkle. Ładnie:)
Kanapom przydałyby się nowe narzuty.
W sprawie doświetlenia wnętrz, w tym okresie niezbędne, polecam Wam świetnego producenta lamp. Zajrzyjcie koniecznie.
Malowanie też się mnie trzyma ostatnio:) Na przemian z dzierganiem świątecznych drobiazgów
i skarpet na zimę.
Aniołowa świąteczno-ludowa raz! :)
Tak więc świątecznie się robi. We wnętrzu i w sercu...
Rozpiera mnie od sympatii, którą dostaję od ludzi. Pani na bazarze (zwanym po tutejszemu ryneczkiem) podarowała mi pęczek natki, bo lubi takie kobiety, jak ja:) Nie wiedziałam, co powiedzieć ale założyłam, że to komplement.
Zastanawiam się jednak, czy kiedyś się będę w stanie z tego wypłacić...
I tak z miłością, powoli, wkraczamy w najpiękniejszy okres każdego roku kochani!
Niech wam się szczęści:)
Tymczasem
Polinka
Nim się obejrzę, już koniec kolejnego tygodnia. Świątek, piątek trwa gonitwa. Pewnie nie jestem osamotniona w myśleniu, że życie pędzi a ja razem z nim:)
Spóźniłam się strasznie! Wczoraj miałam ogłosić, jakie są nagrody w zabawie świątecznej, którą organizujemy wspólnie z Madelinką. Taaak, porobię zdjęcia po pracy. Ale po pracy wypadło zebranie u Młodego, potem tysiąc rzeczy i tak mamy...dzień kolejny, który dobiega końca.
Także bardzo przepraszam i już nadrabiam zaległości.
Prezentem dla zwycięzcy w moim pionie zabawy "Wyszydełkuj sobie święta" będą:
- ręcznie robione przez mnie szydełkowe podkładki pod kubek w kolorach świątecznych
- oraz szklana, pokaźna bombka-serducho w kolorze ciemnoszarym lub jakimś takim czarnawym.
Kolorystyka bombki pozwala wykorzystywać ją cały rok- dziś na choince, później w domu.
Zapraszam serdecznie.
Do Madelinki też oczywiście zerknijcie:)
Musimy się drodzy państwo przyzwyczaić do zdjęć wieczornych niestety. Lampy dwoją się i troją
a nie zawsze coś z tego wyjdzie. Tak to jakoś paskudnie się porobiło, że wracam z pracy a tu ciemno i bądź człowieku mądry:)
Jak wiadomo- przyjdzie walec i wyrówna i nie ma się czym martwić więc...
Zrobiłam nowe zamówienie u Ani. To zdecydowanie mój ulubiony sklep z duńską ceramiką. Tak niskich cen nie widziałam nigdzie, przesyłka idzie w tempie zawrotnym a i gratisik jest:) To straszliwie próżne, ale ja bardzo lubię gratisy:)
Mam w końcu moje wymarzone pojemniki w kształcie serc. I to za jaką kasę!:)
Jednym słowem przygotowania świąteczne ruszyły pełną parą:)...i bardzo się z tego cieszę:)
Dom mój zmienia się:)
W tym roku króluje szarość i ja też się temu poddałam. Może nie bezwarunkowo ale podoba mi się. Szaleję z zakupami w szarościach, beżach, srebrze i szkle. Ładnie:)
Kanapom przydałyby się nowe narzuty.
W sprawie doświetlenia wnętrz, w tym okresie niezbędne, polecam Wam świetnego producenta lamp. Zajrzyjcie koniecznie.
Malowanie też się mnie trzyma ostatnio:) Na przemian z dzierganiem świątecznych drobiazgów
i skarpet na zimę.
Aniołowa świąteczno-ludowa raz! :)
Tak więc świątecznie się robi. We wnętrzu i w sercu...
Rozpiera mnie od sympatii, którą dostaję od ludzi. Pani na bazarze (zwanym po tutejszemu ryneczkiem) podarowała mi pęczek natki, bo lubi takie kobiety, jak ja:) Nie wiedziałam, co powiedzieć ale założyłam, że to komplement.
Zastanawiam się jednak, czy kiedyś się będę w stanie z tego wypłacić...
I tak z miłością, powoli, wkraczamy w najpiękniejszy okres każdego roku kochani!
Niech wam się szczęści:)
Tymczasem
Polinka
sobota, 5 października 2013
Popierając swoją parafię:)
Duszki i duszyczki:)
Miałam wiele szczęścia. W ostatnim poście chwaliłam się malowniczą drogą do pracy. Pustawą, wiejską drogą z nawierzchnią jak zaraz zobaczycie, przemierzam swoją codzienną wędrówkę z miejsca zamieszkania do pracy. Czas dojazdu jakieś 8-15 min w zależności od chęci, odległość 10 km. Żadnych korków, zniecierpliwionych kierowców. Jestem ja i przyroda...Całe szczęście, że nie zwlekałam specjalnie ze zrobieniem zdjęć bo przyroda zmalowała przedwczoraj niezłego psikusa. O poranku w czwartek w mojej wsi było minus pięć stopni, we wsi zaprzyjaźnionej, u Marianny, minus siedem. Natura zareagowała gwałtownym zrzuceniem liści, wszystkie rośliny nieodporne na mróz zamieniły się w sparzoną kapustę. Materiał na gołąbki jest wszędzie:) Nie doczekałam się czerwonych liści winorośli na moim płocie, zmarzło i podziękowało na ten rok. Funkje, dalie, słoneczniki, cynie, kosmosy, astry...wszystko zbrązowiało i szlus:) Kilka roślin pokojowych odbywających urlop na balkonie niestety też... Ale kto się spodziewał? W ciągu dnia nadal mamy około 15 stopni i słońce.
Szczęśliwie wykonałam obiecane zdjęcia!:)
W pracy ułożyło mi się już:) Każdy ma swoje miejsce, nie przepycha "brudnych kubków" na biurko kolegi. Najlepsze jest to, że mogę stwierdzić- lubimy się, a to dla mnie bardzo ważne. Bez pozytywnej atmosfery nie da się dobrze pracować.
W pracy "na mieście" najfajniejsze są powroty do domu. O matko! jak mnie to cieszy. I chce się więcej i pielęgnuje się bardziej. I ukochany jakiś przystojnieszy i żona jego taka ładna:) I mają tyle do pogadania i niespodzianki sobie robią:) Apropos!
Zbliża się pewna rocznica w naszym wspólnym życiu. Już kilkanaście, o rany:)
Ukochany z córką najlepszą na świecie zrobili mi niespodziankę. Nic skubańcy nie powiedzieli, nieobecność matki wykorzystując:)
Zamówili mi paczuszkę, najdroższą na świecie bo Laursenową:) Czy to jest reklama? Tak, to jest pierwsza reklama na moim blogu gdyż jestem przekonana co do jakości marki:)
Miałam możliwość zapoznać się z nowym sklepem. I wiecie co? Każdemu życzę takiej przesyłki! Pięknie zapakowana, zabezpieczona na najwyższym poziomie. W środku towar bez żadnych wad co nie jest takie oczywiste. Duszki kupujące często tę ceramikę w różnych sklepach zapewne wiedzą, co mam na myśli.:)
Przejrzałam mężowską korespondencję z Anią ze sklepu i tu kolejny plus. Ania odpisuje na maile, żywo reaguje na treść i na prawdę się stara aby klient był zadowolony.
Ważny w moim monologu jeszcze jest fakt, że Ania jest polką, mieszka w Polsce. W dobie dzisiejszego bezrobocia, towarów produkowanych w Azji to ważne. Ważne, aby popierać swoją parafię. To cudowny tekst jaki usłyszałam dzisiaj w moim wiejskim kiosku. Starsza pani kupuje znicze, wybiera i przebiera, ja stoję po nową Werandę Country. Dodam, że wszelkie gazety kupuję zawsze tylko w mojej wsi.Wybrała i mówi, że później jeszcze dokupi, nie pojedzie do marketu bo trzeba popierać swoją parafię:) Myślałam, że ją ozłocę. Za wywołanie uśmiechu na twarzach wszystkich zgromadzonych i za świadomość sytuacji gospodarczej. Moim zdaniem hasło : "kupując w polskich sklepach ograniczasz bezrobocie" każdy powinien mieć na uwadze. Inne kraje wiedziały to już dawno i kiedy się pogarszało to np zabrali produkcje samochodów marki Fiat do siebie- nam nie będą dawać zarobić, mimo, że nasza linia produkcyjna była nowocześniejsza i o wiele bardziej efektywna Włosi postanowili chronić swój rynek pracy. Kolejna Biedronka w moim mieście? Kolejne chińskie centrum? Nie, dziękuję, dam zarobić pani Krysi za rogiem bo wcale nie ma drożej a dzieci troje. Mam nadzieję, że Was nie uraziłam konserwatywnością moich poglądów. Ucieszę się, jeśli myślicie podobnie.
No (nigdy dziecko nie zaczynaj zdania od no!) ale (i od ale też) no ale, spotkałam ja ci na swojej drodze Anię, Anię ze sklepu LIVE BEAUTIFULLY i postanowiłam dobrowolnie zostać ambasadorem tego sklepu. Będę tam robić zakupy i każdemu będę opowiadać, jaki ten sklep jest dobry i profesjonalny. Bo u Ani warto kupować!:)
Ceny są ok, jakość świetna, obsługa na najwyższym poziomie. Zachęcam Was do skorzystania bo swoich trzeba popierać. O:)
TU warto robić zakupy:)
Aby nie być gołosłownym pokażę wam moje zakupy.
Lubicie prezenty? Ania zawsze pamięta o gratisach dla swoich klientów. W moim przypadku był to cudny, różowy wieszaczek z serduszkiem od Laursena:) Dziękuję:)
Szafka mi pęka od tych wspaniałości a ja pękam z dumy:) Każdy posiłek to przyjemnośś, kiedy obcuje się z tymi kolorami:) Ale znawcy marki dobrze wiedzą, o czym mówię:)
Od dłuższego czasu w wolnych chwilach łapię za druty. Wydziubałam już połowę szarego, delikatnego poncha. Zajmuje to masę czasu gdyż włóczka jest cieniutka, tak cieniutka, że czasem robótka sama spada z drutów. Nerwy mnie szarpią z niecierpliwości bo mam już cudną wełnę na szalo- komin. Ciepło będzie, że hej:) Otulę się w warkocze tylko najpierw...skończę poncho i firankę szydełkową. Też tak macie, że ciągniecie kilka srok za ogon?:)
A w sercu jesień, prawdziwa, polska, złota...
Korzystajcie z tej cudnej aury:) Nic tak nie wzmacnia jak codzienne spacery, podglądanie wiewiórek, robienie bukietów z liści:)
Tymczasem
Polinka
Miałam wiele szczęścia. W ostatnim poście chwaliłam się malowniczą drogą do pracy. Pustawą, wiejską drogą z nawierzchnią jak zaraz zobaczycie, przemierzam swoją codzienną wędrówkę z miejsca zamieszkania do pracy. Czas dojazdu jakieś 8-15 min w zależności od chęci, odległość 10 km. Żadnych korków, zniecierpliwionych kierowców. Jestem ja i przyroda...Całe szczęście, że nie zwlekałam specjalnie ze zrobieniem zdjęć bo przyroda zmalowała przedwczoraj niezłego psikusa. O poranku w czwartek w mojej wsi było minus pięć stopni, we wsi zaprzyjaźnionej, u Marianny, minus siedem. Natura zareagowała gwałtownym zrzuceniem liści, wszystkie rośliny nieodporne na mróz zamieniły się w sparzoną kapustę. Materiał na gołąbki jest wszędzie:) Nie doczekałam się czerwonych liści winorośli na moim płocie, zmarzło i podziękowało na ten rok. Funkje, dalie, słoneczniki, cynie, kosmosy, astry...wszystko zbrązowiało i szlus:) Kilka roślin pokojowych odbywających urlop na balkonie niestety też... Ale kto się spodziewał? W ciągu dnia nadal mamy około 15 stopni i słońce.
Szczęśliwie wykonałam obiecane zdjęcia!:)
W pracy ułożyło mi się już:) Każdy ma swoje miejsce, nie przepycha "brudnych kubków" na biurko kolegi. Najlepsze jest to, że mogę stwierdzić- lubimy się, a to dla mnie bardzo ważne. Bez pozytywnej atmosfery nie da się dobrze pracować.
W pracy "na mieście" najfajniejsze są powroty do domu. O matko! jak mnie to cieszy. I chce się więcej i pielęgnuje się bardziej. I ukochany jakiś przystojnieszy i żona jego taka ładna:) I mają tyle do pogadania i niespodzianki sobie robią:) Apropos!
Zbliża się pewna rocznica w naszym wspólnym życiu. Już kilkanaście, o rany:)
Ukochany z córką najlepszą na świecie zrobili mi niespodziankę. Nic skubańcy nie powiedzieli, nieobecność matki wykorzystując:)
Zamówili mi paczuszkę, najdroższą na świecie bo Laursenową:) Czy to jest reklama? Tak, to jest pierwsza reklama na moim blogu gdyż jestem przekonana co do jakości marki:)
Miałam możliwość zapoznać się z nowym sklepem. I wiecie co? Każdemu życzę takiej przesyłki! Pięknie zapakowana, zabezpieczona na najwyższym poziomie. W środku towar bez żadnych wad co nie jest takie oczywiste. Duszki kupujące często tę ceramikę w różnych sklepach zapewne wiedzą, co mam na myśli.:)
Przejrzałam mężowską korespondencję z Anią ze sklepu i tu kolejny plus. Ania odpisuje na maile, żywo reaguje na treść i na prawdę się stara aby klient był zadowolony.
Ważny w moim monologu jeszcze jest fakt, że Ania jest polką, mieszka w Polsce. W dobie dzisiejszego bezrobocia, towarów produkowanych w Azji to ważne. Ważne, aby popierać swoją parafię. To cudowny tekst jaki usłyszałam dzisiaj w moim wiejskim kiosku. Starsza pani kupuje znicze, wybiera i przebiera, ja stoję po nową Werandę Country. Dodam, że wszelkie gazety kupuję zawsze tylko w mojej wsi.Wybrała i mówi, że później jeszcze dokupi, nie pojedzie do marketu bo trzeba popierać swoją parafię:) Myślałam, że ją ozłocę. Za wywołanie uśmiechu na twarzach wszystkich zgromadzonych i za świadomość sytuacji gospodarczej. Moim zdaniem hasło : "kupując w polskich sklepach ograniczasz bezrobocie" każdy powinien mieć na uwadze. Inne kraje wiedziały to już dawno i kiedy się pogarszało to np zabrali produkcje samochodów marki Fiat do siebie- nam nie będą dawać zarobić, mimo, że nasza linia produkcyjna była nowocześniejsza i o wiele bardziej efektywna Włosi postanowili chronić swój rynek pracy. Kolejna Biedronka w moim mieście? Kolejne chińskie centrum? Nie, dziękuję, dam zarobić pani Krysi za rogiem bo wcale nie ma drożej a dzieci troje. Mam nadzieję, że Was nie uraziłam konserwatywnością moich poglądów. Ucieszę się, jeśli myślicie podobnie.
No (nigdy dziecko nie zaczynaj zdania od no!) ale (i od ale też) no ale, spotkałam ja ci na swojej drodze Anię, Anię ze sklepu LIVE BEAUTIFULLY i postanowiłam dobrowolnie zostać ambasadorem tego sklepu. Będę tam robić zakupy i każdemu będę opowiadać, jaki ten sklep jest dobry i profesjonalny. Bo u Ani warto kupować!:)
Ceny są ok, jakość świetna, obsługa na najwyższym poziomie. Zachęcam Was do skorzystania bo swoich trzeba popierać. O:)
TU warto robić zakupy:)
Aby nie być gołosłownym pokażę wam moje zakupy.
Lubicie prezenty? Ania zawsze pamięta o gratisach dla swoich klientów. W moim przypadku był to cudny, różowy wieszaczek z serduszkiem od Laursena:) Dziękuję:)
Szafka mi pęka od tych wspaniałości a ja pękam z dumy:) Każdy posiłek to przyjemnośś, kiedy obcuje się z tymi kolorami:) Ale znawcy marki dobrze wiedzą, o czym mówię:)
Od dłuższego czasu w wolnych chwilach łapię za druty. Wydziubałam już połowę szarego, delikatnego poncha. Zajmuje to masę czasu gdyż włóczka jest cieniutka, tak cieniutka, że czasem robótka sama spada z drutów. Nerwy mnie szarpią z niecierpliwości bo mam już cudną wełnę na szalo- komin. Ciepło będzie, że hej:) Otulę się w warkocze tylko najpierw...skończę poncho i firankę szydełkową. Też tak macie, że ciągniecie kilka srok za ogon?:)
A w sercu jesień, prawdziwa, polska, złota...
Korzystajcie z tej cudnej aury:) Nic tak nie wzmacnia jak codzienne spacery, podglądanie wiewiórek, robienie bukietów z liści:)
Tymczasem
Polinka
sobota, 24 sierpnia 2013
Wstać skoro świt
Jak dobrze wstać skoro świt:)
Lubie poranki takie, jak dziś. Szósta, siódma rano, świat powoli się budzi, rodzina jeszcze śpi. To najlepszy czas na czytanie książki w ciepłej jeszcze pościeli. Nikt nic nie chce, nikt głowy nie zawraca, mam czas tylko dla siebie. Takie właśnie zachowania praktykuję od kilku dni bo jakoś doba mi się przestawiła. Dawniej byłam sową i działalność nocną zdecydowanie preferowałam. Teraz, czuwam pomiędzy siódmą rano a jedenastą wieczorem. O jedenastej włącza się senność i dosłownie padam w kilka minut. Kochany nawet dziś stwierdził, że ostatnio jak się budzi to mnie już w łóżku nie ma:) To prawda...dziś już się po świeże bułeczki zbierałam, w atmosferze jak z filmu. Pamiętacie "Miasto aniołów"? Tak właśnie o poranku po bułeczki na rowerze jeżdżę:)
To takie miłe:) A w sklepie? Buziak się od razu cieszy bo przecież tu sami znajomi i wszyscy siebie serdecznie pozdrawiamy:) Już kiedyś pisałam szanownemu gronu, że u mnie na wsi wszyscy sobie mówią dzień dobry, to strasznie fajne.
Apropos aniołów:) Organizuję dookoła siebie dobre moce przed zimą. Zawsze bardzo lubiłam anioły, mam ich dużo. Teraz wzięło mnie na anioły na ludowo, kolorowe i jarmarczne:) Złapałam za pędzel i wyrwał mi się taki oto:
Pewnie będzie ich więcej bo dziwnego odczucia doświadczam malując anioły. Może to stróż jakiś? Nie wiem czemu, ale od pierwszego pociągnięcia pędzla dobrze się czułam w jego towarzystwie:) Dziwaczka ze mnie!
Zamówiłam sobie niedawno nowiuśkiego Laursena:) Zauważyłam, że najbardziej odpowiada mi kombinacja różowo- zielonojabłuszkowa:) Taka słodycz, że słodko się robi:)
Dom mój jesiennie zaprasza. W tym czasie uwielbiam mieć zapalone świece przed wejściem. To wprawdzie zwyczaj skandynawski ale czyż nie jest wybitnie gościnny? Zapraszam cię do mojego domu i zapalam ci światło, aby łatwo ci było trafić.
Pokusiłam się o zrobienie ściereczek kuchennych w stylu skandynawskim. Śmieszne, kolorowe, bardzo w ich stylu.
Ściereczki będzie można kupić w moim sklepie, który od jakiegoś czasu kuleje z dostawami:) I,m sorry:)
W komentarzach do ostatniego posta rozpętała się dyskusja na temat książek do szkoły, zeszytów ćwiczeń i szkolnictwa w ogóle.
Cieszę się, że wśród moich czytelników jest dużo nauczycieli. Najlepsze jest to, że nauczyciele z was prawdziwi, tacy z pasją i powołaniem. Macie też swoje głowy i kieszenie i doskonale rozumiecie, że wydatków we wrześniu każdy rodzic ma mnóstwo.
Kochani rodzice i nauczyciele. Może poruszmy ten temat na wrześniowych zebraniach w szkołach naszych dzieci. Temat drożyzny oczywiście. Zastanówmy się, czy do każdego przedmiotu nasze dzieci potrzebują kilku zeszytów cwiczeń, czy w tych zeszytach rzeczywiście jest coś, co naszym dzieciom pomaga w rozwoju. Bo,że nadrukować wszustko można, że papier jest cierpliwy to wszyscy wiemy. Potem kończy się tak, jak w moim domu. Buntem dzieci, które nie chcą w domu odrabiać ćwiczeń z religii w postaci malowania chmurek i słoneczek. No nie wiem, może to dzieciom pomaga bardziej zrozumieć miłość Boga, niewątpliwie pomaga różnym wydawnictwom zajrzeć do naszych coraz bardziej pustawych kieszeni.
Kochani, poruszmy temat globalnie, zbuntujmy się bo może wtedy dotrze jakaś informacja na górę, do ministerstw i zainteresowanych lobby. Nauczyciele już się wypowiedzieli, że im te zeszyty ćwiczeń nie są potrzebne. To taki mój apel... Zamiast byle czego do szkoły kupmy dzieciom zabawki, słodycze czy inne przyjemności lub zapiszmy na rozwojowe zajęcia. Będzie nas stać:)
Uch, tymczasem:)
Ps. Dzięki wam za tak wspaniałą obecność na moim blogu. Z wielką przyjemnością czytam każdy komentarz, wszystkie wasze słowa są dla mnie ważne:) Za niedlugo, przy okazji wpisu o książkach nagrodzę was za to:) Buziaki
Lubie poranki takie, jak dziś. Szósta, siódma rano, świat powoli się budzi, rodzina jeszcze śpi. To najlepszy czas na czytanie książki w ciepłej jeszcze pościeli. Nikt nic nie chce, nikt głowy nie zawraca, mam czas tylko dla siebie. Takie właśnie zachowania praktykuję od kilku dni bo jakoś doba mi się przestawiła. Dawniej byłam sową i działalność nocną zdecydowanie preferowałam. Teraz, czuwam pomiędzy siódmą rano a jedenastą wieczorem. O jedenastej włącza się senność i dosłownie padam w kilka minut. Kochany nawet dziś stwierdził, że ostatnio jak się budzi to mnie już w łóżku nie ma:) To prawda...dziś już się po świeże bułeczki zbierałam, w atmosferze jak z filmu. Pamiętacie "Miasto aniołów"? Tak właśnie o poranku po bułeczki na rowerze jeżdżę:)
To takie miłe:) A w sklepie? Buziak się od razu cieszy bo przecież tu sami znajomi i wszyscy siebie serdecznie pozdrawiamy:) Już kiedyś pisałam szanownemu gronu, że u mnie na wsi wszyscy sobie mówią dzień dobry, to strasznie fajne.
Apropos aniołów:) Organizuję dookoła siebie dobre moce przed zimą. Zawsze bardzo lubiłam anioły, mam ich dużo. Teraz wzięło mnie na anioły na ludowo, kolorowe i jarmarczne:) Złapałam za pędzel i wyrwał mi się taki oto:
Pewnie będzie ich więcej bo dziwnego odczucia doświadczam malując anioły. Może to stróż jakiś? Nie wiem czemu, ale od pierwszego pociągnięcia pędzla dobrze się czułam w jego towarzystwie:) Dziwaczka ze mnie!
Zamówiłam sobie niedawno nowiuśkiego Laursena:) Zauważyłam, że najbardziej odpowiada mi kombinacja różowo- zielonojabłuszkowa:) Taka słodycz, że słodko się robi:)
Chociaż w przypadku tej ceramiki kolor nie jest tak bardzo istotny:) Lubię kombinacje różowo- zielone, turkusowo- białe, waniliowo- białe, zielono-waniliowe. O matko, wszystkie chyba!
A na święta planuję w czerwienie się obkupić i kropaski:)
Jesień zaczyna tykać czerwieniejącymi liśćmi... Kochani, czas wrzosem postraszyć chociaż... teraz za oknem jakiej 25 stopni więc w zasadzie nad jezioro można jechać czy opalić się jeszcze trochę. Ale niewątpliwie czas wrzosów nastał.
Pokusiłam się o zrobienie ściereczek kuchennych w stylu skandynawskim. Śmieszne, kolorowe, bardzo w ich stylu.
Ściereczki będzie można kupić w moim sklepie, który od jakiegoś czasu kuleje z dostawami:) I,m sorry:)
W komentarzach do ostatniego posta rozpętała się dyskusja na temat książek do szkoły, zeszytów ćwiczeń i szkolnictwa w ogóle.
Cieszę się, że wśród moich czytelników jest dużo nauczycieli. Najlepsze jest to, że nauczyciele z was prawdziwi, tacy z pasją i powołaniem. Macie też swoje głowy i kieszenie i doskonale rozumiecie, że wydatków we wrześniu każdy rodzic ma mnóstwo.
Kochani rodzice i nauczyciele. Może poruszmy ten temat na wrześniowych zebraniach w szkołach naszych dzieci. Temat drożyzny oczywiście. Zastanówmy się, czy do każdego przedmiotu nasze dzieci potrzebują kilku zeszytów cwiczeń, czy w tych zeszytach rzeczywiście jest coś, co naszym dzieciom pomaga w rozwoju. Bo,że nadrukować wszustko można, że papier jest cierpliwy to wszyscy wiemy. Potem kończy się tak, jak w moim domu. Buntem dzieci, które nie chcą w domu odrabiać ćwiczeń z religii w postaci malowania chmurek i słoneczek. No nie wiem, może to dzieciom pomaga bardziej zrozumieć miłość Boga, niewątpliwie pomaga różnym wydawnictwom zajrzeć do naszych coraz bardziej pustawych kieszeni.
Kochani, poruszmy temat globalnie, zbuntujmy się bo może wtedy dotrze jakaś informacja na górę, do ministerstw i zainteresowanych lobby. Nauczyciele już się wypowiedzieli, że im te zeszyty ćwiczeń nie są potrzebne. To taki mój apel... Zamiast byle czego do szkoły kupmy dzieciom zabawki, słodycze czy inne przyjemności lub zapiszmy na rozwojowe zajęcia. Będzie nas stać:)
Uch, tymczasem:)
Ps. Dzięki wam za tak wspaniałą obecność na moim blogu. Z wielką przyjemnością czytam każdy komentarz, wszystkie wasze słowa są dla mnie ważne:) Za niedlugo, przy okazji wpisu o książkach nagrodzę was za to:) Buziaki
środa, 19 czerwca 2013
Wiła wianki i bieliła...
Zbliża się koniec roku szkolnego:)
Dla mnie to oznacza: ciągłe wycieczki u obojga, zebrania, spotkania, dzień matki i ojca, przedstawienia etc. Męczące i czas zabierające:) Z drugiej strony dzieciaki będą w domu duuużo
i my mamy już wiemy, co to oznacza:) Jakoś trzeba się przeorganizować.
Do wszystkich spraw do załatwienia od ręki dochodzą przetwory. Czas ku temu najodpowiedniejszy.
W kwestii przypomnienia. Babki zielarki- to najwyższa pora pozbierać kwiat czarnego bzu bo już się owoce w grubszej części wytworzyły. Ja zdążyłam, ususzyłam.
Jak to się mówi inteligentnie :) surowcem zielarskim są kwiaty i dojrzałe owoce. Kora jest mniej wykorzystywana. Jak już sobie kwiatuńków nasuszymy to możemy sobie nimi działać moczopędnie, napotnie, przeciwgorączkowo, wykrztuśnie, a zewnętrznie także przeciwzapalnie. Owoce mają własności przeczyszczające, działają napotnie, moczopędnie, przeciwgorączkowo, przeciwbólowo i odtruwająco.
Stosuję od kilku lat i mogę zaświadczyć, że działają cuda. Przygotowuję na dwa sposoby- kiedy mam więcej czasu to syrop w ten sam sposób jak z mniszka. Jak nie mam czasu- tylko suszę kwiaty w suszarce i pakuję to pojemnika. Kiedy nas zimową porą złapie jakieś choróbsko to podaję ten syrop albo parzę herbatkę- jeden kwiatostan na kubek i zaparzyć 10 min.
Cudownie działanie sprawdzone wielokrotnie, działa na wszelką zarazę a co ciekawe wyleczył syna znajomych z alergii. Smak jest ok a do zapachu można się przyzwyczaić, ba, nawet polubić. Ostatnio, jak suszyłam, ukochany stwierdził, że lubi te nasze ziołowe zapachy w domu. A faktycznie pachnie wszędzie. POLECAM.
Co by roboty było mniej, nadszedł czas zamykania truskawek w słoikach tak więc w wolnych chwilach ginę pod ich stertą:) Nie wyobrażam sobie mojego domu bez przetworów. Takie miałam kiedyś marzenie i konsekwentnie je realizuję rok po roku:)
Truskaweczki rzecz jasna wpadają nam cały czas tu i ówdzie:) Czy to do musu, czy zsiadłego mleka, można i z cukrem, ze śmietaną, w cieście, w naleśnikach...i co tam dusza wymyśli:) Nie lubię jedynie z makaronem:)
Jak mnie się zachce siadam do wianków i szykuję się na noc świętojańską a imprezka już w piątek:)
I oddaję się pasji fotografowania:)
Czasem mnie ponosi i wpadam w zachwyt nad własnym dziełem:)
Zdjęć w moim internetowym domu będzie dużo gdyż jestem pasjonatką fotografii. Kiedyś nawet pracowałam jako fotograf i chętnie bym do tego wróciła.
Będąc dalej w temacie wianków...nad moim biureczkiem zawisł nowy, wakacyjny, mocno sentymentalny. Muszelki z sopockiej plaży i kamyki z pewnej cudnej greckiej wyspy:)
Aby życie miało smaczek zmienia się również mój dom, bo zmieniać się musi:)
Ukochana chlebowa oszalała i postanowiła się wybielić w trakcie pyrkotania kompotów. Taka jestem- 45 słoików z kompotem się robi a ja za pędzelek:) To w zasadzie powinien być osobny wątek ale normalnie czasu mi nie styka:) Wybaczcie kochanice wnętrz i przyjmijcie z całym dobrodziejstwem:)
Przy okazji- tak wygląda moja kuchnia o siódmej rano:) Rozświetlona słońcem, zawsze zachęca do spokojnego celebrowania kawy:) Swoją droga na zegarze 07:10 a ja biegam z aparatem. To jakies zboczenie:)
Czyż mojemu skandynawskiemu mężowi ( pamiętacie żonę Ib Laursena?) nie jest do twarzy w bieli?
Tyle na dziś moje drogie:) Normalnie pędzę się zrelaksować i ciekawostka, przy czym?
Oglądam w wolnych chwilach "Dom nad rozlewiskiem". Jak zawsze w moim stylu, czyli na przekór. Kiedy książka była "modna" wypożyczyłam z biblioteki i po kilkudziesięciu stronach zniechęciła mnie swoim infantylizmem. Leciał film w TV- obejrzałam ze dwa odcinki i koniec. A teraz? Sprawdzam, co w nim było takiego "ach". Oglądam dziś 6 odcinek i wybaczam mu coraz więcej. Nie zgadza się mi układ z matką- jest nienaturalny, obraz wsi jest wyidealizowany ale...tam sa takie piękne widoki i jak widać tego mi aktualnie potrzeba:)
Jakie jest wasze zdanie na temat książki? Filmu? Chętnie wysłucham opinii.
Ściskam was teraz najmocniej na świecie i lecę odpocząć gdyż dzień był ciężki:) Na szczęście też przyjemny.
Dużo słońca dziewczyny a jak przygrzeje zbyt mocno to wspaniałego cienia i szklanki lemoniady
Tymczasem
Dla mnie to oznacza: ciągłe wycieczki u obojga, zebrania, spotkania, dzień matki i ojca, przedstawienia etc. Męczące i czas zabierające:) Z drugiej strony dzieciaki będą w domu duuużo
i my mamy już wiemy, co to oznacza:) Jakoś trzeba się przeorganizować.
Do wszystkich spraw do załatwienia od ręki dochodzą przetwory. Czas ku temu najodpowiedniejszy.
W kwestii przypomnienia. Babki zielarki- to najwyższa pora pozbierać kwiat czarnego bzu bo już się owoce w grubszej części wytworzyły. Ja zdążyłam, ususzyłam.
Jak to się mówi inteligentnie :) surowcem zielarskim są kwiaty i dojrzałe owoce. Kora jest mniej wykorzystywana. Jak już sobie kwiatuńków nasuszymy to możemy sobie nimi działać moczopędnie, napotnie, przeciwgorączkowo, wykrztuśnie, a zewnętrznie także przeciwzapalnie. Owoce mają własności przeczyszczające, działają napotnie, moczopędnie, przeciwgorączkowo, przeciwbólowo i odtruwająco.
Stosuję od kilku lat i mogę zaświadczyć, że działają cuda. Przygotowuję na dwa sposoby- kiedy mam więcej czasu to syrop w ten sam sposób jak z mniszka. Jak nie mam czasu- tylko suszę kwiaty w suszarce i pakuję to pojemnika. Kiedy nas zimową porą złapie jakieś choróbsko to podaję ten syrop albo parzę herbatkę- jeden kwiatostan na kubek i zaparzyć 10 min.
Cudownie działanie sprawdzone wielokrotnie, działa na wszelką zarazę a co ciekawe wyleczył syna znajomych z alergii. Smak jest ok a do zapachu można się przyzwyczaić, ba, nawet polubić. Ostatnio, jak suszyłam, ukochany stwierdził, że lubi te nasze ziołowe zapachy w domu. A faktycznie pachnie wszędzie. POLECAM.
Co by roboty było mniej, nadszedł czas zamykania truskawek w słoikach tak więc w wolnych chwilach ginę pod ich stertą:) Nie wyobrażam sobie mojego domu bez przetworów. Takie miałam kiedyś marzenie i konsekwentnie je realizuję rok po roku:)
Truskaweczki rzecz jasna wpadają nam cały czas tu i ówdzie:) Czy to do musu, czy zsiadłego mleka, można i z cukrem, ze śmietaną, w cieście, w naleśnikach...i co tam dusza wymyśli:) Nie lubię jedynie z makaronem:)
Jak mnie się zachce siadam do wianków i szykuję się na noc świętojańską a imprezka już w piątek:)
I oddaję się pasji fotografowania:)
Czasem mnie ponosi i wpadam w zachwyt nad własnym dziełem:)
Zdjęć w moim internetowym domu będzie dużo gdyż jestem pasjonatką fotografii. Kiedyś nawet pracowałam jako fotograf i chętnie bym do tego wróciła.
Będąc dalej w temacie wianków...nad moim biureczkiem zawisł nowy, wakacyjny, mocno sentymentalny. Muszelki z sopockiej plaży i kamyki z pewnej cudnej greckiej wyspy:)
Aby życie miało smaczek zmienia się również mój dom, bo zmieniać się musi:)
Ukochana chlebowa oszalała i postanowiła się wybielić w trakcie pyrkotania kompotów. Taka jestem- 45 słoików z kompotem się robi a ja za pędzelek:) To w zasadzie powinien być osobny wątek ale normalnie czasu mi nie styka:) Wybaczcie kochanice wnętrz i przyjmijcie z całym dobrodziejstwem:)
Przy okazji- tak wygląda moja kuchnia o siódmej rano:) Rozświetlona słońcem, zawsze zachęca do spokojnego celebrowania kawy:) Swoją droga na zegarze 07:10 a ja biegam z aparatem. To jakies zboczenie:)
Czyż mojemu skandynawskiemu mężowi ( pamiętacie żonę Ib Laursena?) nie jest do twarzy w bieli?
Tyle na dziś moje drogie:) Normalnie pędzę się zrelaksować i ciekawostka, przy czym?
Oglądam w wolnych chwilach "Dom nad rozlewiskiem". Jak zawsze w moim stylu, czyli na przekór. Kiedy książka była "modna" wypożyczyłam z biblioteki i po kilkudziesięciu stronach zniechęciła mnie swoim infantylizmem. Leciał film w TV- obejrzałam ze dwa odcinki i koniec. A teraz? Sprawdzam, co w nim było takiego "ach". Oglądam dziś 6 odcinek i wybaczam mu coraz więcej. Nie zgadza się mi układ z matką- jest nienaturalny, obraz wsi jest wyidealizowany ale...tam sa takie piękne widoki i jak widać tego mi aktualnie potrzeba:)
Jakie jest wasze zdanie na temat książki? Filmu? Chętnie wysłucham opinii.
Ściskam was teraz najmocniej na świecie i lecę odpocząć gdyż dzień był ciężki:) Na szczęście też przyjemny.
Dużo słońca dziewczyny a jak przygrzeje zbyt mocno to wspaniałego cienia i szklanki lemoniady
Tymczasem
piątek, 14 czerwca 2013
Kolorowe jarmarki
Duszę mą rozpiera na prawo i lewo:)
Tak się cudnie dzieje, słońce świeci, truskawek moc, nowy Ib Laursen:)
A najbardziej mi żal:
Kolorowych jarmarków,
Blaszanych zegarków,
Pierzastych kogucików
Baloników na druciku...
Czyż to nie jest trochę tak z dzieciństwem?
Ostatnia pogoda mnie nastraja na kolorowe jarmarki:) Kwiaty w moim domu królują wszędzie- zbieram sama, przynoszą dzieci ( Młody ostatnio niesie bukiet maków i mówi- mamo, mam dla ciebie miłość), przynoszą znajomi. Ostatnio wpada niejaka Beatka z naręczem goździków i mówi, że zerwała mi wszystkie kolory z ogrodu. Na szczęście swojego:)
Nic tylko konika na biegunach gdzieś postawić, równie kochanego jak dawnej:)
Słucham ostatnio sporo Osieckiej w wykonaniu Rodowicz. Lubię straszliwie poetyckość i romantyzm tych tekstów, muzyka też niczego sobie. A głową przenoszę się do krainy dzieciństwa...cukrowej waty i z piernika chaty:)
Małym rzeczom zostajemy w pamiętaniu wierni...
Sentymentalna jestem straszliwie, często się wzruszam, głęboko w sercu noszę niektórych ludzi, wydarzenia, zapachy, smaki. Lubię to później poskładać w całość...i albo łezkę puszczę ze szczęścia albo przystąpię do działania:)
Wzięłam się więc za robotę:)
Dostałam wielką watę cukrową, słodką jak dawniej. Zamówiłam przesyłkę od Karolci z Villa Nostalgia z ukochanymi cudeńkami. Swoją drogą mój kochany...ja ci normalnie strasznie dziękuję ...ukochany stwierdził po dwóch tygodniach ciężkiej pracy, że przecież coś mi się należy i następnego dnia po otrzymaniu poprzedniej przesyłki już kompletowałam nową:) Tak jak synek, przyniósł mi miłość:)
Los kurieros zjawił się o świcie. Karolcia ślicznie pakuje przesyłki. Wyglądają jak prezent dla kogoś wyjątkowego. Polecam.
Trafiłam nieziemskie beziki w moim wiejskim sklepie. Prawda, że idealnie się wpisują w kolorystykę? Hihihi. Kolorowe jarmarki jak nie wiem co:)
Nadszedł czas truskawek czyli mój ulubiony czas:)
Wiecie, że nawet ciasto upiekłam?! Dla mnie i mojej rodziny to wielkie święto bo nie lubię piec. Poniosło mnie jednak na truskawki. :)
Po południu byl truskawkowy szał:)
Mały, truskawkowy ludzik:)
I truskawkowa królewna.
Aaaaby wykonać ciasto truskawkowe:
2 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
1/2 szklanki oleju
1 szklanka jogurtu naturalnego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 jajka
1/2 łyżeczki sody
cukier waniliowy
Wymieszać, przelać do formy A4, wywalić masę truskawek na wierzch:) i do piekarnika na 50 min w 180 stopniach. Mniam.
Piszę tego posta cały czas słuchając Rodowicz:) Miło mi bardzo, więc prezent dla was:)
Niech żyje bal, bo to życie to bal jest nad bale
Niech żyje bal, drugi raz nie zaproszą nas wcale...
Prawda, że piękne słowa?
Ściskam was mocno, życząc dobrego weekendu...
Anula, trzymam kciuki za Twoją kuchnie:)
Truskawkowe cmoki
Tak się cudnie dzieje, słońce świeci, truskawek moc, nowy Ib Laursen:)
A najbardziej mi żal:
Kolorowych jarmarków,
Blaszanych zegarków,
Pierzastych kogucików
Baloników na druciku...
Czyż to nie jest trochę tak z dzieciństwem?
Ostatnia pogoda mnie nastraja na kolorowe jarmarki:) Kwiaty w moim domu królują wszędzie- zbieram sama, przynoszą dzieci ( Młody ostatnio niesie bukiet maków i mówi- mamo, mam dla ciebie miłość), przynoszą znajomi. Ostatnio wpada niejaka Beatka z naręczem goździków i mówi, że zerwała mi wszystkie kolory z ogrodu. Na szczęście swojego:)
Nic tylko konika na biegunach gdzieś postawić, równie kochanego jak dawnej:)
Słucham ostatnio sporo Osieckiej w wykonaniu Rodowicz. Lubię straszliwie poetyckość i romantyzm tych tekstów, muzyka też niczego sobie. A głową przenoszę się do krainy dzieciństwa...cukrowej waty i z piernika chaty:)
Małym rzeczom zostajemy w pamiętaniu wierni...
Sentymentalna jestem straszliwie, często się wzruszam, głęboko w sercu noszę niektórych ludzi, wydarzenia, zapachy, smaki. Lubię to później poskładać w całość...i albo łezkę puszczę ze szczęścia albo przystąpię do działania:)
Wzięłam się więc za robotę:)
Dostałam wielką watę cukrową, słodką jak dawniej. Zamówiłam przesyłkę od Karolci z Villa Nostalgia z ukochanymi cudeńkami. Swoją drogą mój kochany...ja ci normalnie strasznie dziękuję ...ukochany stwierdził po dwóch tygodniach ciężkiej pracy, że przecież coś mi się należy i następnego dnia po otrzymaniu poprzedniej przesyłki już kompletowałam nową:) Tak jak synek, przyniósł mi miłość:)
Los kurieros zjawił się o świcie. Karolcia ślicznie pakuje przesyłki. Wyglądają jak prezent dla kogoś wyjątkowego. Polecam.
Trafiłam nieziemskie beziki w moim wiejskim sklepie. Prawda, że idealnie się wpisują w kolorystykę? Hihihi. Kolorowe jarmarki jak nie wiem co:)
Nadszedł czas truskawek czyli mój ulubiony czas:)
Wiecie, że nawet ciasto upiekłam?! Dla mnie i mojej rodziny to wielkie święto bo nie lubię piec. Poniosło mnie jednak na truskawki. :)
Po południu byl truskawkowy szał:)
Mały, truskawkowy ludzik:)
I truskawkowa królewna.
Aaaaby wykonać ciasto truskawkowe:
2 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
1/2 szklanki oleju
1 szklanka jogurtu naturalnego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 jajka
1/2 łyżeczki sody
cukier waniliowy
Wymieszać, przelać do formy A4, wywalić masę truskawek na wierzch:) i do piekarnika na 50 min w 180 stopniach. Mniam.
Piszę tego posta cały czas słuchając Rodowicz:) Miło mi bardzo, więc prezent dla was:)
Niech żyje bal, drugi raz nie zaproszą nas wcale...
Prawda, że piękne słowa?
Ściskam was mocno, życząc dobrego weekendu...
Anula, trzymam kciuki za Twoją kuchnie:)
Truskawkowe cmoki
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















