Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzyniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzyniec. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 stycznia 2016

Niebieskie migdały

Zimno mi się zrobiło kochani!
Przeżyliśmy blue monday a teraz pozostaje dotrwać do wiosny.
Za oknem plucha, śnieżne roztopy czyli coś, czego wyjątkowo nie lubię. Nie mogę pójść na spacer, bo nie mam ogrzewanych kaloszy, psa kudłatego lepiej nie wyprowadzać na dłużej, bo ubrudzi się po pachy. Ot, taki marazm!
Pozostaje cieszyć się ciepłem domowego ogniska.
Poniżej zdjęcie mojej sypialni w trakcie przemian. Będzie na niebiesko i ostro wzięłam się za wprowadzanie tego koloru. problem jednak mam - co zrobić z kaloryferem? Moim zdaniem szpeci, jest za duży, choć z wielkości rezygnować nie będę. Boję się też go obłożyć drewnem bo wiecie...na wsi nie pali się w piecu po to, aby szło w komin. Na wsi, jak chce się mieć chłodniej to w piecu się nie rozpala, co też daje korzyści materialne. :) Tak więc, co zrobić z kaloryferem? Czym zasłonić aby nie tracić ciepła?


Myślę nad zrobieniem obudowy z siatki na metalowym stelażu, zawieszeniem koronek. Proszę was o radę:)
Wiosenna dekoracja okna to dla mnie materiał w kratkę. Do tego zrobię abażur na niebiesko, poduchy na łóżko. Niebieski bardzo dobrze mi się kojarzy.





Zastanawiam się czasem, jaką historię rodzinną tworzymy dla naszych dzieci. Myślicie o tym? My, dorośli, mamy tysiące wspomnień z naszych domów, dzieciństwa w PRL. Wspominamy górki pełne śniegu, lodowiska pod blokiem, przedświąteczne trzepanie dywanów, nas bawiących się na osiedlowych podwórkach. Jest mama z ciepłym obiadem, często przytulała, robiła nietuzinkowe swetry na drutach. Tata, co późno z wracał z pracy, nosił nas na barana.
W moich wspomnieniach jest też dużo przyjaciół, których odwiedzało się bez powodu, spędzało dziecięce przygody układając fundamenty domów ze skoszonej trawy. Huśtaliśmy się na zawieszonej oponie na drzewie bo...zawsze znalazł się ojciec, który zamontował takową dla całego osiedla. Latem jeździło się na kolonie lub do babci na wieś, jadło na potęgę kapustę z pola. Kolega Marek strasznie kiedyś od mamy oberwał, bo przyniósł jej bukiet tulipanów własnoręcznie zerwanych z pobliskiej grządki. Taki był mój świat, warszawskiego blokersa, który wspominam z rozrzewnieniem.
Dom mój  był zawsze pełen zwierząt. Były psy, koty, szczury, mamine akwarium. Na wakacjach przynosiłam do domu jeże, czasem biedną sarenkę. To był czas bliski przyrodzie.
Nie wiem, jakie wspomnienia będą miały moje dzieci. Bardzo chciałabym dać im gwiazdkę z nieba, każdego dnia być dla nich wzorem i przykładem. Czy mi się uda?
Niewątpliwie moje dzieci wychowują się wśród zwierząt, dokładnie, jak ja.
W domu na specjalne życzenie starszej pociechy pojawił się chomik. Nie twierdzę, że jest to może szczyt dziecięcego szczęścia ale kobieta chciała się właśnie nim zaopiekować. Chomik dostał imię Harry praiwe Potter:) Pies, kot, rybki i chomik. Ustrojstwa latającego jedynie brak.



Zwierzęta uczą dzieci troskliwości, odpowiedzialności za słabszego. Poza tym oswajają. Zapewne każdy z was spotkał na swojej drodze osobę panicznie bojącą się psa czy kota. Drugą kategorią są ludzie wychowani bez zwierząt przez co w całkowitej pogardzie dla nich. Współczuję takim osobom ich punktu widzenia.
Jakie macie najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa? Co was najbardziej wzrusza i pięknie wspominacie? Podzielcie się kochani!
Uściski gorące przesyłam
Tymczasem
Polinka


poniedziałek, 28 grudnia 2015

Zbiornik wodny mile widziany

Witajcie po świętach:)
Dla mnie to czas pełnego relaksu, przemyśleń i planów na przyszłość.
Co roku, w całym kraju, dzieci dostają słodkie, maleńkie zwierzątka pod choinkę. I, jak wiadomo, póki małe to jest piękne, potem nadchodzą wakacje i schroniska dla zwierząt przeżywają oblężenie. Bo urosło, bo się znudziło, szczeka albo zniszczyło kanapę.
Stanowczo sprzeciwiam się takiemu działaniu! Przygarnąłeś więc się opiekuj.
Trzeba znaleźć w sobie odwagę i determinację, bo życie ze zwierzęciem, choć polecam z całego serca, czasem nie jest usłane różami:)
Sama przechodziłam pogryzione kapcie, zniszczone drzwi, umierającego z tęsknoty psa, zasikane łóżko przez kota. Ale skoro oswoiłam to się opiekuję i kropka.
Synek mój wymarzył sobie akwarium i ja w zasadzie w tej sprawie.
Ma nieduże, raptem 30 litrów. Pływają w nim neonki, krewetki, raki oraz platki.
Z tym akwarium poszło całkiem nieźle, gdyż na poprzednim, własnym, testowałam wszelkie możliwe plagi. Glony, ospę rybią, kiepski przyrost roślin.
I powiem wam jedno. Jeśli chcecie akwarium, do czego zachęcam, kupcie największe, jakie możecie u siebie postawić.
Z większym jest łatwiej- lepiej się sprząta, ryby rzadziej zdychają, łatwiej o prawidłowy rozwój roślin.
Do akwarium potrzebna jest grzałka, napowietrzacz, filtr. Wszystko to warto kupić w wyższej półki, aby nie żałować. Chińszczyzna, choć tańsza, nie sprawdza się. Polecam Wam firmę http://www.plantica.pl/. Sprzedają w zasadzie wszystko, profesjonalnie doradzą.
Filtr warto kupić na większą pojemność niż posiadamy byleby nie był za duży. Filtry kubełkowe, czyli mocowane na zewnątrz są świetne, ale do większych zbiorników. Grzałka wedle pojemności i opisu producenta byle firmowa. Kupiłam tańszą, chciałam zaoszczędzić i prawię wpędziłam ryby w hibernację.
Najlepiej założyć akwarium na podkładzie z ziemi doniczkowej i nie śmiejcie się:) Na dno suchego zbiornika sypiemy 5- centymetrową warstwę ziemi ogrodowej ale koniecznie bez nawozów i innych ulepszaczy, najtańszą. Przykrywamy warstwą firanki i zasypujemy żwirkiem średniej grubości, w kolorze do wyboru. Teraz sadzimy rośliny pamiętając o wszystkich planach. Drobne na przód, średnie na środek, wysoki z tylu. Filtr i grzałkę staramy się ukryć za roślinami. Ja wiem, w mniejszym zbiorniku nie jest to takie proste.
Na podkładzie z ziemi ogrodowej rośliny rosną jak szalone, nie trzeba nawozić. Oczywiście oświetlenie jest bardzo ważne, przy słabym nie będą za dobrze rosły. 0.5 W na litr wody to minimum. W przypadku naszego małego akwarium doskonale sprawdza się lampka biurkowa 25 W świecąca od góry. Może to nie do końca profesjonalne ale popracujemy nad tym;)
Czas świecenia to ok 5 godz przy młodym akwarium, 8-10 przy dojrzałym.
Zakładając akwarium najepiej mieć zaprzyjaźnionego akwarystę, który da zanurzyć gąbkę od filtra w swoim akwarium. Pierwsze bakterie znajdą się tam od razu.
Nie przejmujcie się bąbelkami powietrza na szybie, znikają po jakiś dwóch dniach. Rybki wpuszczamy po około tygodniu, kiedy akwarium jest względnie stabilne.
Czyścimy raz w tygodniu, co dziesięć dni, usuwając odchody z dna specjalną ssawką. Wymieniamy 30 procent wody przy okazji, która musi być odstana.
Tyle w temacie:)
Synek hoduje zwierzęta, ja rośliny i wszystko gra:) Dla mamy i Młodego coś miłego.
Zdjęcia może nie są najlepszej jakości ale akwarium naprawdę jest nasze:)



Jak widzicie dużo w nim mchów, które uwielbiam. Mchy mocujemy żyłką do korzeni lub kamieni, na zdjęciu widoczny również przepołowiony kokos. Niebawem lekka zmiana aranżacji bo bardzo to wszystko urosło.
Jeśli macie ochotę na własny, szumiący zbiornik to rozpocznijcie od wizyty w sklepie Plantica.
Akwarium to dobre rozwiązanie dla miłośników zwierząt nie spacerujących im po domu:) Dywanu nie zasika;)
Kilka aranżacji wspaniałych, domowych akwariów. Niedoścignione marzenie!





Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu:)

Serdeczności, niebawem więcej zdjęć naszego dziecka:)
Tymczasem
Polinka

niedziela, 7 czerwca 2015

Romantyczny weekend

Nie ukrywam, że wpadam tu z lekko drżącym sercem...
Od jakiegoś czasu nie dopinam doby, padam zmęczona o 22-giej i zasypiam natychmiast.
Najważniejsza dla mnie zawsze była, jest i będzie rodzina. Musimy mieć czas na rozmowy, wspólne przebywanie czy wylegiwanie się w łóżku do południa.Łóżko nasze jest jak Arka, często siedzimy w nim całą rodziną, włączając sierściuchy:) Jakby trafiła się powódź to płyniemy wszyscy razem.:) Te chwile cementują i głęboko zapadają w pamięć.


Wolny weekend zaowocował cudownym wysiadywaniem w ogrodzie, pełnym relaksem pod niebieską chmurką. Pogoda rozpieszczała, odkryliśmy nowe gniazda ptasie w naszym ogrodzie. Bo należy wam wiedzieć, że co roku odchowujemy całkiem sporą ptasią rodzinkę. Swoje domy zakładają u nas sierpówki, kosy, rudziki a ostatnio nawet drozd śpiewak. Niestety jego gniazdo spadło w niewyjaśnionych okolicznościach a jajka się potłukły. Podstawą dla stworzenia dobrych warunków ptasim rodzinom jest duża ilość drzew i krzewów a u nas jest w zasadzie mały las. Podglądamy je chętnie, dajemy spokój a one odwdzięczają się cudnym śpiewem. Wspaniale jest wyjść do ogrodu z aromatyczną kawą w ręku o poranku i słuchać treli. O, patrz! Idzie kos, on u nas mieszka:) Mamy takiego jednego kolesia:)
Czy u was też taka susza? Wariactwo jakieś! Trawa w ogrodzie praktycznie zamarła, mam żółte pogorzelisko, kwiaty na rododendronie się zaszuszyły. Zadziwiające! Inna kwestia to oczywiście podlewać, ale ile? Raz dziennie nie wystarczyło a przy zwiększonej częstotliwości bałabym się o rachunek, czy udźwignę:) Ale póki co, pokazuję:)









Poduszkę uszyłam na prędce z materiałów otrzymanych od Eli. Spontanicznie, prosto
z serca wysłała do mnie paczkę ta genialna kobieta:) W środku morze kwiatów, które z całą pewnością wykorzystam do najmniejszej niteczki. Dziękuję Ci Elu najmocniej!
Serwetki ozdobione przez mnie koronką oraz mały obrusik też pochodzą z paczki:)



Truskawki, truskawki:) Jak ja lubię ten czas. Jemy na potęgę, pijemy na potęgę w koktailach. Za chwilę wezmę się za przetwory, aby zachować na cały rok ten cudowny smak.
Polecam również maseczkę to twarzy z truskawkowymi kwasami owocowymi, Wystarczy rozsmarować!










 

Nic na to nie poradzę, że romantyczną duszę otrzymałam w darze...:)
Lubię mieć wszędzie kwiatki i wszystko w kwiatki:)
Od dłuższego czasu tworzę takie klimaty i nie mam dosyć. Zdaje się, że tak pozostanie mimo wszelkich mód i trendów.
Jak wam minął weekend? Odpoczęliście trochę i rodziną się nacieszyliście?

Pozdrawiam Was gorąco, w wakacyjnym nastroju i buziaki od Babula przesyłam:)


Tymczasem
Polinka

wtorek, 31 marca 2015

Choroba członka stada

Kochani!
W ostatnim czasie nie próżnowałam. Mam masę zdjęć do pokazania wam, bardzo chcę poopowiadać ale...
Ten post wyjątkowo nie będzie o rzeczach dobrych i budujących, bo życie czasem płata nam figla.
Od wczoraj mam bardzo chorego psa.
Zaczęło się tradycyjnie od ukąszenia kleszcza. To nic, że nosi profesjonalną obrożę, po każdym spacerze jest szczegółowo sprawdzany. Wbił się jeden, kilka dni temu,
i choć go szybko usunęliśmy, choroba nas nie ominęła.
Luis ma trzy lata a to dla niego czwarta babeszjoza.
Tym razem przechodzi ją straszliwie.
Wczoraj rano- no coś ten pies jest inny, bo nie ma go tradycyjnie przy nas, bardzo blisko. Za godzinę już jechaliśmy do lekarza i na szczęście słusznie. Babeszjoza- dobrze nam zanany syf, który w kilka dni potrafi zabić dorosłego psa. Kroplówka, zastrzyki.
O 22 dzwoniliśmy do weterynarza, że jest kiepsko, gorzej. Jedziemy na 8:30 rano choć lecznica czynna od 10. Pies ma gorączkę, słania się na nogach, morfologia odkrywa postępującą żółtaczkę.
Organizm reaguje autoagresywnie...
Po trzeciej dzisiaj morfologii rozkład czerwonych krwinek wydaje się być zatrzymany, czy jednak jest zatrzymany, pokażą poranne badania.
Jeśli jednak jego stan w trakcie nocy się pogorszy jedynym ratunkiem dla psa jest transfuzja...a i tak ma 50/50.
W najlepszym wypadku pozostaje wielotygodniowe leczenie żółtaczki i spustoszeń przez nią spowodowanych.



Dziś mam nockę z kroplówką, czuwam i zmieniam.
I modlę się głęboko, bo dostrzegam w tym psie człowieka. Tak mnie nauczono.
Jesteśmy jego stadem a on jest członkiem naszej rodziny.
Trzymajcie proszę kciuki.
Do przeczytania
P.

sobota, 17 stycznia 2015

To będzie dobry rok!

Duszki moje, duszyczki!
Postanowiłam, że to będzie bardzo dobry rok:)
Pogoda od samego początku dopisuje, tulipany całkiem żwawo kiełkują w ogrodzie, deszczem podlewa regularnie, temperatura plus 10 stopni więc za chwilę z kosiarkami wyruszymy na pierwsze koszenie w tym roku:)
Taki żarcik- jakby powiedział Piernacki. Ale to nie do końca żarcik bo tulipany faktycznie pną się w górę:) Wiosna panie Piernacki, nie żarcik:) A mnie cieszy...do każdego promienia słońca uśmiecham się szeroko i powtarzam- to będzie dobry rok!
W domu rewolucja, przedziwna i niespodziewana. Otóż moi mili wyrzuciłam telewizor na śmietnik:) Od dłuższego czasu skarżę się, że nic się nie da oglądać a teraz poszłam krok dalej. Pozbyłam się grata, niech nie drażni. Całkiem jak wiekowa ciocia Ukochanego bo ona ten krok wykonała dawno. Wtedy, jak widać, też nic ciekawego nie puszczali więc wyrwała chwasta:)
A to wszystko przez kredens. Zrobiłam, postawiłam na próbę w salonie. Cały wieczór spędziliśmy przy świecach wpatrzeni w Lubusia jak w święty obraz i postanowiliśmy, że on jednak tu zostanie.
Kochany sypnął komplementem: wiesz, że on jest nawet ładniejszy od ciebie?:) Hmm, śmiać się, czy płakać?;)
 Miejsce mi się kruszy, zarezerwowane już tylko na kominek, więc tv odszedł
w niebyt. Rewolucja przemysłowa przybrała kierunek odwrotny i naszym wiejskim domu coraz więcej świec, coraz mniej techniki.:) No nic, zerknijcie:)






W wyniku tej rewolucji zrobił się w kuchni wakat. I tu małe ogłoszenie.
Chętnie kupię kredens- eklektyk w stanie do remontu, rozmiar ok 120x190. Może widzieliście, słyszeliście cokolwiek? Przeglądam oczywiście wszelkie ogłoszenia, obleciałam znane sklepy ze starociami i niestety. Ja wiem, należy czekać i szukać, ale ja wolałabym już teraz go mieć:) Dajcie znać ewentualnie jakby co:)

Nowy, dobry rok będzie również czasem wypieków. Postaram się w każdym razie. Bo wiecie, rozumiecie...z pieczenia zawsze miałam dwóję. Jakby się nie starać, ile korepetycji by nie brać- ciasto się i tak przypali:)
Poszły w ruch norweskie bułeczki cynamonowe wg przepisu wi-fi:)Przepis zaczerpnęłam ze strony Lawendowy dom. Wszelkie trudy wynagrodził uśmiech dzieciaków, bo matka
w końcu coś upiekła:) Młody wziął do szkoły, poczęstował najlepszych kolegów i wrócił zniesmaczony, bo nawet nie chcieli spróbować:)Mamo, wiesz, że nie chcieli bo mają swoje?


Trwają również prace w pokoju Michaśki. Matko, od kiedy ja to mówię?! Efekty jak na razie mizerne bo wszystko w kwestii koloru ścian. No, nie chce mi się:)


Podusię Lasce uszyłam, a co! Niech się edukuje i w młodzieńczym buncie zapamiętuje zasady panujące w domu. Tak na wszelki wypadek:)



Znów się rozpisałam, nie miało tak być:) Ale co ja poradzę, że tak mi dobrze tu
z wami?
Ha, spaniele tworzą już całkiem zgrany duet. Owszem, czasem się pokłócą, ale to
o miłość im idzie i ewentualnie miskę:) Wzajemnie się wychowują, jak dzieciaki przekazując sobie zakazy i nakazy:)
Jak Luis i Fred:)


Siądę czasem, popatrzę na otoczenie i stwierdzam- jest dobrze:)
Kochani! Dziękuję za komentarze pod ostatnim postem. Tak was dużo, tak serdecznie do mnie piszecie a mi serce rośnie z wdzięczności i szczęścia. Dziękuję, to będzie dobry rok.
Tymczasem
Polinka



poniedziałek, 15 grudnia 2014

Przedświątecznie

Amerykanie przepowiedzieli z fusów, że w tym roku w Polsce śniegu nie będzie... Zima niech sobie będzie łagodna, bo wiadomo, koszty ogrzewania będą niższe, ale na Boże Narodzenie to ja trochę śniegu poproszę. Może być nawet dużo.
Bo w moich czasach (...) to śniegu zawsze było po pachy. Na święta zawsze był mróz. Mam w pamięci pewne wyjście rodzinne na górkę pod blokiem po wieczerzy wigilijnej. Śmiechu było co nie miara! I starsi i młodsi z górki na pazurki, na tyłkach, na dyktach....Czy nasze dzieci będą miały jeszcze takie święta, czy już tylko z albumów rodzinnych będą śnieżną aurę wyciągać?  Bo w waszych czasach...Jakoś tak smutno.
Na szczęście kilka dni temu udało mi się uchwycić trochę zimy. Mam nadzieję ze nie ostatniej:)



Dostaję wiele maili od Was z pytaniem o nowego Sierściucha w naszym domu. Dziękuję bardzo za zainteresowanie i piękne wasze serca dla zwierząt:) Krzepi to i tuczy:)
Otóż Fred czuje się bardzo dobrze. Szybko się zaadoptował, nauczył wielu rzeczy. Jest psem bardzo inteligentnym i spostrzegawczym. Już mu to przechodzi ale do niedawna miał syndrom "psa z domu dziecka". Był bardzo zachłanny na miłość, kontakt, jedzenie, uśmiech i dosłownie wszystko. Otrzymanej zabawki bronił jak oka w głowie. Jak widać tak bardzo nie chciał stracić.
Dziś już jest lepiej. Najwidoczniej się przyzwyczaił i uwierzył, że tak będzie. Cały czas odkarmiam gościa bo z tym najlepiej nie jest. Fredro to nie amant o błyszczącej sierści, pięknych zębach i takie tam. Pysk ma zdecydowanie wyliniały:) I zeza lekkiego:) Ale jest nasz, a my jego:)

W domu prace świąteczne idą pełną parą choć bez ciśnienia w tym roku. Mordować się nie ma po co, żadna komisja nie przyjdzie policzyć pierogi a święta są w końcu dla nas. Tak więc luzik. Choć o smakołykach pamiętamy. Karpik taki na przykład:) Co roku kupujemy na pobliskim ryneczku karpia od pana. Pan przywozi ze swojego łowiska,
z wody czystej. Przed zjedzeniem zawsze go mrozimy przez co pozbywamy się mulistego smaku. Miód malina! Jak widać zwierzyniec bardzo docenia smak i zapach świeżej ryby:) Modlą się wspólnie:)


Miało być o prezentach:) W ostatnim czasie dostałam piękną anielicę od Sówki. Rozświetliła ona zdecydowanie moje święta. Dziękuję Ci kobieto najmocniej za półmetrowe cudo!


Madelinko, u nas to już chyba mała tradycja wymianki świątecznych podarków co?
Zobacz jak przerobiłam paterę:) Dzięki Tobie będzie biało i pięknie a jak ruszę
z gipsem...to wychwalać cię będę cały rok. Dziękuję najmocniej.



I nowy świąteczny kącik. Tym razem w korytarzu na górze. Świec mamy w domu strasznie dużo więc jakby tak zmroziło kable, prąd wyłączyło na Wigilię to ja bardzo proszę. Jestem przygotowana:)


 
 W domu królują lampy, lampiony, światełka, świeczuszki...
Rękodzieła też zabraknąć nie może:) To cel mojego życia i pasja największa:) Choć czasem zadziwiająco dużo czasu potrzeba jak w przypadku tej choinki. Niby tylko trochę zawijasków z papieru toaletowego a robiłam trzy dni:)


Na koniec kilka migawek z wyjazdu do Kielc. Zobaczcie, jak było pięknie. Takie widoki krzepią:)
 
I mgła, przez pół Polski mgła. Najlepiej w Chęcinach. Senne miasteczko, mgłą przykryte całkowicie. Jeśli ktoś z moich czytelników mieszka w Chęcinach to serdecznie pozdrawiam.

Święta, święta... Jak dobrze!
Najwspanialszego tygodnia wam życzę, pełnego uśmiechu i ciepłych myśli. I nie sprzątajcie w nadmiarze bo święta są dla nas a nie na odwrót.
Tymczasem
Polinka

piątek, 20 czerwca 2014

Rewolucja

Entschuldigen Sie bitte!

Nie było mnie tu ostatnio, długo dość...
Wszystko spowodowanie przewrotem życiowym, którego postanowiłam się podjąć.
Od jakiegoś czasu skarżyłam się, narzekałam z lekka. Że praca nie taka, że ludzie adresywni, że
w szkole u Młodego masakra.
Tak właśnie się działo. Takie czasy, powiecie...
Ja się zgodzę, ale bez walki się nie poddam!

Mała, wiejska szkoła, dzieci raptem garstka, wszyscy się znają. W klasie tej kilka bardzo dominujących matek razem z ich rozwrzeszczanymi dziećmi. Atmosfera ciężka jak ołów, konfliktów coraz więcej. No dobra, z tym można żyć... Wszyscy dookoła mówią, że klasa wyjątkowo trudna, zero demokracji, nauczyciel znerwicowany po roku. Rozwrzeszczane mamuśki plotkują, że ten nauczyciel nie taki, że jak to tak, że do świątyni na M nie chce przy każdej wycieczce wpadać, że promuję zdrowe odżywianie i jak to tak- IM? Mamuśkom czegoś zabraniać próbuje? Mamuśki wszystko wiedzą lepiej, na skargę pójdą jak trzeba będzie. Wiedzą, jak nauczać, jak wychowywać, jak się rozprawić z niepokornymi INNYMI, co się nie podporządkowują ich rządom.
Ja nie z tych, wolę pojedynek na argumenty. Odpadam w przedbiegach, język mam raczej krótszy niż dłuższy. Ani porządnie ich nie zwyzywam, ani ploty dotkliwej po wsi nie puszczę. Nie moja liga:)

To również nie liga mojego syna. Wychowujemy go konsekwentnie, w prawdzie i dobrym zachowaniu. Nauczyciela słuchać trzeba, kolegów nie bić, grzecznym trzeba być, aby pani nie przeszkadzać. Przychodziło dziecię biedne, płaczące, bo Majka mu to a Zuzia tamto. Po roku nauczył się kuksańca bokiem puszczać i o swoje się kłócić. Jak ci kolega po raz któryś przyłożył to mu oddaj! Swoją drogą ten kolega to też z tych wychowywanych bezstresowo i matka z sześciolatkiem rady sobie nie daje. Cóż, nie moja liga.
Z powodu reformy szkolnictwa Młody co chwilę zmienia grupę dzieci, zerówka podwójnie, przedszkole z dzieciakami w różnym wieku i takie tam. Po raz kolejny chcieli ich podzielić, aby wyrównać liczebność klas. Najpierw się trochę wkurzyłam, wszystko było przeprowadzane bez  wiedzy rodziców aby draki znów nie było. Dostrzegłam jednak światełko w tunelu.
Dlaczego transferować dzieci z przymusu skoro można dobrowolnie?
Sześcioro nas jest:) Wszyscy spokojni i zrównoważeni, z dziećmi sobie radzimy. Siebie wzajemnie szanujemy, nauczyciela też. Od września więc dziecię moje w nowej klasie. Wszystkie "Mamuśki do przodu" zostały w swoim vipowskim gronie. Niech im się szczęści.
I nam też! Amen:)

Praca. Ach, praca!
Nie wiem, czy che mi się o tym pisać:)
Zadałam sobie pytanie- czy ta praca to szczyt moich marzeń i możliwości? Czy dam radę dłużej
w takiej atmosferze, przy wiecznych wyzwiskach, dowalaniu, traktowaniu jak barachło?
Spotkałyście się kiedyś w mobbingiem? Mnie dotknął jego podręcznikowy przypadek.
Początkowo walczyłam, próbowałam szukać pomocy u przełożonego. W grudniu przeszłam załamanie po którym się odbiłam od dna w zasadzie zupełnego. Było lepiej, chwilowo.
Bla, bla, bla... Nie będę Wam umysłów zatruwać:)
Powiem Wam jedno. Nie z każdą sytuacją się wygra, szczególnie, kiedy pracuje się w republice kolesi.
Postanowiłam pójść swoją drogą. Znalazłam nową pracę, na razie na dwa miesiące, w zastępstwie. Finansowo mi się to opłaca, atmosfery podobnej chyba nie spotkam. Idę na głęboką wodę i mam przeczucie, że nie stracę. Kto nie ryzykuje i takie tam:)
Od pierwszego lipca jestem w nowym miejscu. Będzie to pracowity lipiec bo jednocześnie muszę pociągnąć miesiąc wypowiedzenia. Kosztem urlopu ale cóż.
Jestem na nowej drodze życia i niech mi się szczęści:) Amen:)

Robótkowo niewiele się działo ostatnio. Wpadłam w czytanie książek, pochłonęłam kilka cegiełek.
Scrapbooking też mi sporo czasu zabrał.
Uświadomiłam sobie, że to nie jest aż taka nowość. Koleżanki drogie pamiętają lata 80-te? Prowadziłyście ABC? Była to forma sekretnego dziennika z pytaniami do koleżanek. Miały na nie odpowiedzieć, pięknie kartę ozdobić, wiersze ważne zapisać. Czyż to nie jest wstęp do scrapbookingu w naszym gołym, komunistycznym dzieciństwie?
Mam do dziś!:)


Ja tak o tym bom się za album wzięła.
Dwa lata temu dziecię starsze Komunię miało.Postanowiłam z racji nabycia nowych umiejętności pikny album jej wykonać. Ja nie wiedziałam, ze to tyle pracy! Szcun dla Was, koleżanki albumowe.:)






Albumy, papiery, kwiatki kupiłam w Studiu 75. Zdecydowanie polecam tę firmę. Szybko, solidnie, niedrogo. PSS! Do dziś mają promocję, że dwa papiery za cenę jednego:)
Inne ważne ważności są z pasmanterii, sklepów papierniczych no i z Przydasiowa:)
Bo ja wygrałam kochani:)

W poprzednim poście pokazywałam notes z okazji dnia matki. Zdobył pierwsze miejsce i wszelkie niebieskości w albumie są od Oli. Dzięki Oleńko! Nie zmarnowało się:)


Na koniec jeszcze kotka Wam przedstawię. Mam, małego, niesfornego, ponadprzeciętnie towarzyskiego. Urwis z niego rośnie, w psie matkę znalazł, kota starego wredotę urabia:)
 Poznajcie- kici mini- JIMMY.



Pozdrawiam Was gorąco i jak zawsze dziękuję za obecność
Tymczasem
Polinka