Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrazy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrazy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 sierpnia 2022

Za Maryjką w lewo

Każdy z nas stąpa po wyznaczonej ścieżce. Każdy z nas świadomie lub mniej wybiera drogi i ludzi, z którymi jest mu najbliżej. I dopóki życie nasze plecie się właśnie w ten sposób, że możemy samodzielnie dokonywać wyborów, mamy wpływ na sprawy doczesne, to czujemy, że wszystko jest dobrze.

Moje życie ponad dwa lata temu skręciło w stronę niewiadomą, na którą nie miałam żadnego wpływu. Z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc coraz bardziej traciłam kontrolę nad zdrowiem, emocjami, poczuciem bezpieczeństwa i kompletnym przeświadczeniem, że życie wymyka mi się spod kontroli.Mam oczywiście na myśli pandemię i wszystkiego problemy z nią związane. Życie stało się, powiedzmy, dość nieprzewidywalne. I z całą pewnością straciłam ścieżkę, po której szłam.

Dziś ponownie się uśmiecham, przychodzi mi to coraz łatwiej, dostrzegam,że świat ma więcej kolorów niż czarny. I wracam na swoją drogę, trochę inną od dotychczasowej.

Wcale nie chciałam pisać w tym miejscu o moich doświadczeniach, broniłam się przed tym. Aż do teraz. Nie byłabym uczciwa względem was, a wielu z was zna mnie od dawna, pisząc, że wszystko zawsze było bardzo dobrze. Owszem było, do pewnego czasu, aż życie wbrew mej woli wymknęło mi się spod kontroli.

Tak więc, robię powszechne katharsis i tym samym zamykam temat. Mea culpa, mea maxima culpa. Amen.

Droga po której aktualnie idę jest bliska Bogu. Staram się go odkrywać, poszukiwać i zaprzyjaźniać się z nim. Poszukuję spokoju w wierze, wyciszenia, czytam wiele książek.

Niedawno, w czasie naszych podróży rowerowych, trafiliśmy w nowe miejsce. Zapytaliśmy miejscowego przechodnia o drogę nad jezioro. Szczegółowo nam wytłumaczył trasę a na końcu dodał:" jak dojedziecie do obrazu Matki Boskiej to za nim w lewo". Powiedział to tak cudownie, że potraktowałam to jak znak. Nagle, na środku drogi przez pole, wyrósł olbrzymi obraz Matki Boskiej, więc wiedzieliśmy, że jesteśmy we właściwym miejscu. Teraz wiele spraw w moim życiu odbywa się za Maryją...w prawo lub w lewo.:) 

Czymś, co daje mi wyciszenie i skupienie jest malowanie ikon. Z potrzeby serca stałam się takim artystą ludowym (nikogo nie obrażając oczywiście), który bierze pieniek, siekierkę i rzeźbi Matkę Boską. Zrobi jak umie, prosto z serca i wielkiej potrzeby. 

 

Moje ikony prowadzą mnie sobie tylko wiadomą drogą. Od błagań, cierpień i poszukiwania wsparcia, przez uśmiech i wyciszenie, do głośnego Alleluja!
W tej chwili jestem na etapie uśmiechu i wyciszenia. Dużo myślę w czasie malowania moich ikon (są to obrazy olejne, technika własna), wsłuchuję się w siebie i otaczający mnie świat, modlę.

Maluje je nieśpiesznie od kilku miesięcy. Na początku malowałam wizerunek, który mi się podobał. Potem zaczęłam dobierać do potrzeb i stanów emocjonalnych. Zazwyczaj malowaniu towarzyszyło wyciszenie, rekolekcje. Dziś zacznę Matkę Boską Milczącą. Po krzyku, który niejednokrotnie wyłaniał się prosto z serca czas na milczenie. Ciii.

 Po wielu miesiącach trudnych doświadczeń zaczynam trafiać do domu. Domu, w którym osiągam spokój, jestem wewnętrznie pogodzona.

Jeśli czujesz klimat tych ikon, potrzebujesz wsparcia- napisz do mnie. Namaluję dla Ciebie wsparcie, dołączę modlitwę. Zrealizowałam już kilka indywidualnych zamówień. Święty Józef jest na pewnej plebanii na ten przykład, a ta praca sprawiła mi wiele radości.

Tymczasem

Polinka

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Mamusia Muminka

W naszym domu czytamy dużo. Pochłaniamy stronice jedna za drugą i młodzież uczymy tego samego. Czytanie książek dzieciom rozwija wyobraźnię, słownictwo oraz...zbliża rodzinnie. Czytanie ze zrozumieniem, słuchanie ze zrozumieniem to dar, który należy w sobie rozwijać. Przynajmniej takie jest moje zdanie:)
Czytania nauczył mnie tata. Sam często siadał z książką, czytał dużo i posiadał dar nieprzeciętny tzn czytanie po cztery linijki jednocześnie. Podobno ze zrozumieniem:) Niewątpliwie pochłaniał książki a potem cudownie opowiadał. Tak nasiąkłam lekturą, dziś tego samego uczę dzieci.
Córa...olaboga! ta czyta od piątego roku życia, słucha jak wariatka:) Pozytywna wariatka oczywiście, gdyż aż miło popatrzeć na nią zasłuchaną, rozmarzoną.
Jest i Młody. Nie dał się tak łatwo przekonać do słuchania, nudził się ale...już mamusia popracowała i dziś siedzi jak zaczarowany i słucha, słucha, zapamiętuje i wyobraża sobie wszystko. Potem opowiada mi swoje obrazy. Tak jak ja kiedyś...
Dziś jestem Mamusią Muminka. W opowieści o muminkach wpadł bez reszty i tak słucha, codziennie, na dobranoc.
Mamo, namaluj mi Muminki...





W Dolinie Muminków ostatnio mrozy, szczęśliwie z domieszką słońca. Sąsiad sąsiadowi pomoże przy odpaleniu samochodu, poholuje jakby co:) Dróg sie u nas nie odśnieża więc podróżujemy z sercem na ramieniu:)


Koszyczki porobiłam korzystając ze zwolnienia:)

Będą dodatkiem do pokoju Młodej bo za to wnętrze też pora się wziąć:) Całkowita zmiana kolorystyki, ale to na wiosnę rzecz jasna:) I nową lampę jej muszę kupić.

I broszkę wyfilcowałam...Przypnę sobie do poncha a co!:)



Głowę mą zaprząta vintage. Taki pełną będą i w całym domu. Śnię o manekinie, gotowa jestem nawet sama go zrobić korzystając z waszych blogów ale NOGI! Skąd bierzecie taki trójnóg do postawienia korpusu? Przeleciałam całe miasto a oni niewdzięczni patrzą się jak na wiariatkę.No do prawdy, nóg się zachciało i to wygiętych i jeszcze trzech...
Bardzo, bardzo proszę Was o radę i pomoc:)
Znów dziewiąta się zbliża...
Dla mnie to niestety czas odejścia myślami w stronę pracy...bo znów o szóstej...i po ciemku...
W następnym poście premiera pewnych naklejek cudnych no i Laursena:) Miętowego, ślicznego, urodzinkowego. Bo jutro, wczesnym rankiem mam osiemnastkę...kolejną:)
Serdeczności dla was.
Mówiłam, że to cudnie was znać?
Polinka

wtorek, 21 stycznia 2014

Rękodzieło

Czasem dobrze jest się rozchorować wiecie?
Diagnoza- przemieszczenie krążka międzykręgowego. Leczenie- tydzień w domu:)
Owszem, boli ale jak się nałykam to życie jest całkiem znośne:) A ile czasu na rękodzieło?
Oj, brakowało mi bardzo!
Siedzę w domu, śnieg sypie na zewnątrz. Gospodarstwo jako tako ogarnięte więc jest czas. Czas na rękodzieło. W głowie się dwoi od pomysłów i chcieć się chce. Sami zapewne wiecie, jak ciężko się czasem zmobilizować wieczorem, kiedy budzik zadzwoni o szóstej. Normalnie się czasem nie da:)
Muszę się porządnie rozejrzeć po waszych blogach w poszukiwaniu inspiracji bo rozsadza mnie twórczo:)

Komórka dostała pokrowiec gdyż rozmiar wyświetlacza wskazuje na wysoką zarysowalność:)

Aby wykonać taki pokrowiec należy:
1. Zakupić dwa arkusze filcu grubości 3 mm w kolorach ukochanych
2. Przyłożyć komórkę o pobrać wymiar troszkę większy niż ona sama
3. Wyciąć serduszko w kontrastowym kolorze
4. Naszyć serduszko na jedną część pokrowca
5. Zszyć do kupy wszystko
Proste jak drut:)

Pozostając z temacie szycia. Można sobie nowy komplet poduszek sprawić:) A co!
Schabby, schabby...jak mantrę ostatnio to słowo powtarzam:) Młody mój chodzi i tez powtarza: Żaby sik!:)
Tak więc poduszki żaby sik raz!



I wiosny troszkę się w domu pojawiło:) Niebawem zakwitnie.

 Lada dzień spodziewam się przesyłki z najnowszym Laursenem. Miętowo się zrobi i ślicznie.
Zajrzyjcie do Ani. Ceny ma jak nigdzie.

Maluję...





A za oknem zima...
Pozdrowienia serdeczne i dziękuję za waszą obecność
Polinka

czwartek, 21 listopada 2013

Stworzyć klimat

Żyje mi się ostatnio jakoś za szybko...
Nim się obejrzę, już koniec kolejnego tygodnia. Świątek, piątek trwa gonitwa. Pewnie nie jestem osamotniona w myśleniu, że życie pędzi a ja razem z nim:)
Spóźniłam się strasznie! Wczoraj miałam ogłosić, jakie są nagrody w zabawie świątecznej, którą organizujemy wspólnie z Madelinką. Taaak, porobię zdjęcia po pracy. Ale po pracy wypadło zebranie u Młodego, potem tysiąc rzeczy i tak mamy...dzień kolejny, który dobiega końca.
Także bardzo przepraszam i już nadrabiam zaległości.
Prezentem dla zwycięzcy w moim pionie zabawy "Wyszydełkuj sobie święta" będą:
- ręcznie robione przez mnie szydełkowe podkładki pod kubek w kolorach świątecznych
- oraz szklana, pokaźna bombka-serducho w kolorze ciemnoszarym lub jakimś takim czarnawym.
Kolorystyka bombki pozwala wykorzystywać ją cały rok- dziś na choince, później w domu.
Zapraszam serdecznie.
Do Madelinki też oczywiście zerknijcie:)
Musimy się drodzy państwo przyzwyczaić do zdjęć wieczornych niestety. Lampy dwoją się i troją
a nie zawsze coś z tego wyjdzie. Tak to jakoś paskudnie się porobiło, że wracam z pracy a tu ciemno i bądź człowieku mądry:)

Jak wiadomo- przyjdzie walec i wyrówna i nie ma się czym martwić więc...
Zrobiłam nowe zamówienie u Ani. To zdecydowanie mój ulubiony sklep z duńską ceramiką. Tak niskich cen nie widziałam nigdzie, przesyłka idzie w tempie zawrotnym a i gratisik jest:) To straszliwie próżne, ale ja bardzo lubię gratisy:)
Mam w końcu moje wymarzone pojemniki w kształcie serc. I to za jaką kasę!:)


Jednym słowem przygotowania świąteczne ruszyły pełną parą:)...i bardzo się z tego cieszę:)


Dom mój zmienia się:)
W tym roku króluje szarość i ja też się temu poddałam. Może nie bezwarunkowo ale podoba mi się. Szaleję z zakupami w szarościach, beżach, srebrze i szkle. Ładnie:)
Kanapom przydałyby się nowe narzuty.





W sprawie doświetlenia wnętrz, w tym okresie niezbędne, polecam Wam świetnego producenta lamp. Zajrzyjcie koniecznie.
Malowanie też się mnie trzyma ostatnio:) Na przemian z dzierganiem świątecznych drobiazgów
i skarpet na zimę.
Aniołowa świąteczno-ludowa raz! :)

Tak więc świątecznie się robi. We wnętrzu i w sercu...
Rozpiera mnie od sympatii, którą dostaję od ludzi. Pani na bazarze (zwanym po tutejszemu ryneczkiem) podarowała mi pęczek natki, bo lubi takie kobiety, jak ja:) Nie wiedziałam, co powiedzieć ale założyłam, że to komplement.
Zastanawiam się jednak, czy kiedyś się będę w stanie z tego wypłacić...
I tak z miłością, powoli, wkraczamy w najpiękniejszy okres każdego roku kochani!
Niech wam się szczęści:)
Tymczasem
Polinka

poniedziałek, 28 października 2013

Oświecenie kuchenne

Kochani moi, drodzy...
Dzięki Wam za aktywność, za chęć stworzenia czegoś z efektem WOW:) Mówię oczywiście o świątecznych łapkach czy czymś z motywem. Cieszę się, że grono całkiem liczne i może ktoś jeszcze do nas dołączy.
Poczułam się w niedzielę w swojej kuchni jak w wymarzonym miejscu. Wszystko z powodu ukończenia pracy nad lampami.
Zawieszone, zaświecone, bajeranckie. Cieszę się jak dziecko! Przez ostatnie siedem lat oglądałam, no, nie całkiem szczyt marzeń nad stołem. Ale wiecie jak to jest- skoro lampa się nawet nadaje to zawsze się znajdzie coś innego, na co można kasę wydać. Jakieś ważniejsze. I tak siedem lat. Lampa pierwotnie miała być witrażowa ( cudowne lampy witrażowe oferuje strona http://dragonfly24.com.pl/) ale potem przyszedł czas na wnętrza skandynawskie czy typu loft.
 I to mi zagrało. Są to dwie lampy fabryczne produkcji polskiej, emaliowane. Kochany je wyszpachlował, wyszlifował, polakierował lakierem samochodowym. Zawiesił na świetnych łańcuchach.Prezentuję niniejszym:) Hura!:)



Straszliwie mi się podobają ale efekt oświetlenia całej kuchni jest powalający:)Nowoczesny a jednocześnie klimatyczny.
Obiecałam ostatnio kilka migawek z salonu. Wkleję szybko bo tak się tu zmienia, że nie wiem co będzie za tydzień:)


Obraz z kwiatami widoczny na zdjęciach malowałam w tak zwanym "międzyczasie".

Również w "międzyczasie" kupiłam górkę od kredensu jak planowałam. Teraz siedzę nad nią, szpachluję, szlifuję a za chwilę pobielę. W moim salonie zapanuję cudne art deco które bardzo lubię. Ja to taka jestem, trochę nie z tej ziemi. Wiele bym zrobiła aby się przenieść do lat 20-tych, 30-tych:) Uwielbiam tamto życie!:)

 Na zdjęciu stoi biedaczyna do góry nogami ale z powodu kota, musicie jej to wybaczyć. Babula zawsze zaciągnie do nowego. Na wszystkim trzeba posiedzieć, mocy urzędowej nadać:)
Zawiśnie nad większą kanapą. Przewieszenie obrazów w dwa tygodnie po malowaniu to nie kłopot nie? Nie spodziewałam się tego po sobie ale muszę przewiesić bo inaczej nie wejdzie:) I tak krok po kroczku powracamy do mojej klamociarni. To się ma w genach kochani i w sercu. Mam oczywiście na myśli skłonność do gromadzenia bibelotów, zagracania wnętrz. Ja taka jestem i już:) W dodatku nie z typów co kupują meble raz na całe życie a ze starej zasłony szyją poduszki:) Zmieniać się musi non stop.
Pochwalę się jeszcze jednym nowym obrazem:)
Zawiśnie nad mężowskim biurkiem i będzie kolejnym w kolekcji aniołów. Wzięło mnie na nie, jakąś dobrą energię rozsiewają:)


To na razie wszystkie wieści ze wsi:) Muszę czasu trochę pozbierać bo od pomysłów aż głowa pęka.
Pozdrowienia przesyłam i bardzo dziękuję, że tu tak licznie zaglądacie.
Tymczasem
( ja jak zawsze w biegu ale poncho czeka a już dziewiąta:))

poniedziałek, 30 września 2013

Droga do pracy i wyniki candy

"Jak minął dzień? Jak Ci się dziś pożyło?"
Nucę sobie Krawczyka całe popołudnie i wprowadza mnie nieustająco w dobry nastrój. To krzepiący, ciepły utwór nie uważacie?:)
Chcę Wam bardzo podziękować za komentarze pod ostatnim postem. Są ciepłe, wspierające, prawdziwie przyjacielskie. Ich magiczna moc dodała mi animuszu w załatwianiu mojej sprawy:)
Śpieszę poinformować, że nie udało się załatwić tzn umówić spotkania na następny dzień jak planowałam. Wróciłam do domu z twardym postanowieniem fight to the death!:) Na materace! Co wziąć na wojnę? Zostaw broń, zabierz makaron! Ojciec chrzestny to suma wszelkich mądrości jak wiadomo:) Wróciłam, na komentarze zerknęłam i myślę sobie: o matko, ile osób we mnie wierzy i kibicuje. Jakie cudne słowa oni piszą i od razu stałam się jeszcze większa. Złapałam moje canelloni i pognałam do pracy:) Załatwiłam wszystko, lepiej niż chciałam. Dyrektor zrozumiał moją chęć rozwoju i pracy na rzecz ogółu, ucieszył się, wizja majacząca mu się spodobała:) Wyszłam śpiewająca, uśmiechnięta z wiarą w lepsze jutro:) Jest dobrze, będzie jeszcze lepiej.:)
Ale Wam za komentarze naprawdę dziękuję:) Dodały sił, kiedy lekko wątpiłam. Ha! My tytani z internetu:)
Jak Wam minął dzień?
W drodze do pracy zobaczyłam niesamowity obraz. Jadę drogą wśród zamglonych lekko pól. Słońce oświetla gdzieniegdzie zawieszone pajęczyny a przy drodze spacerują dwa bażanty. Dookoła drzewa jesienią malowane na żółto, czerwono, pomarańczowo.Wyobraźcie sobie, jaki to był cudny widok!
Wracając z pracy wybrałam inną drogę, przez aleję klonów. O tej porze roku są czerwono- żółto- złoto-pomarańczowo.... piękne. Spróbuję jutro pofotografować moją drogę do pracy, bo wierzcie mi, jest co pokazać. I tak od powrotu z pracy nucę: jak minął dzień, jak ci się dziś pożyło?
Dziękuję, dobrze, pięknie jesiennie:)
Czas wrzucić jakąś ilustrację nie?:)
Pokażę Wam moją jesień. Jesień to jak wiadomo- grzyby, powidła, szuranie butów w liściach, spacery, babie lato, poranne mgły. Wybraliśmy się wczoraj rodzinnie do lasu.



Wiecie, że jesień można lubić? Kiedy spotkamy zadziwiającą kolorystykę liści? Kiedy nazbieramy cudownie błyszczących kasztanów? Kiedy poszuramy buciorami w liściach? No i...czy gorąca herbata nie smakuje najlepiej po jesiennym spacerze? Tak, ja lubię jesień. Szczególnie polską, złotą...grzybową:)

Widzicie grzyby w prawym górnym rogu? To opieńki moi drodzy. Znaczy się czas podgrzybków mija, zastępują je opieńki i gąski. To sygnał dla spóźnialskich, nadeszły ostatnie grzyby.
Zbieracie opieńki? Ja tak, od kilku lat. Nauczyła mnie sąsiadka bo wcześniej się bałam. W końcu blaszkowe. Potem bałam się tego, co luzie wypisują, że zdatne do spożycia dopiero po dwukrotnym przegotowaniu. Eeee, jak to ludzie gadają:) Powiem wam jedno- opieńki podane bezpośrednio z patelni, bez przegotowania to najpyszniejsze grzyby. Zaraz po smażonych kaniach of kors:) Polecam, poszukajcie, popytajcie i brzuchole napchajcie:) U mnie dziś na obiad było spagetti z opieńkami i śmietaną:) Zajadali wszyscy równo.
Gadu, gadu, rymci tymci...ja jak zawsze domknąć się nie mogę jak gadam o grzybach:)
Jesieni pięknej jeszcze troszkę:)


Chciałam po cichutku ale z wielkim entuzjazmem zapowiedzieć...REMONT:)
Rusza malowanie i cudowanie na dole. Skorzystaliśmy z promocji pewnego marketu i zakupiliśmy farby plus biała na sufit gratis. Oczywiście nie planowaliśmy tego specjalnie, remontowe wariacje podsyciła reklama:) I tak, około piątku łapiemy za wałki. Było szaro, będzie jaśminowo. Kuchnia też się odświeży, szafa z salonu pobieli. Ło matko! Dobrze, że kominka nie stawiamy jak to mamy w planach:) Promocji nie było na staromodne kafle:)

Kochani!
Wczoraj córa moja imieniny miała. Na początku pochwalę się malowidłem imieninkowym. Chciało babsko sowę, bo wszystko w sowy jest ostatnio na topie. No to matka namalowała:)

W imieniny córy również mijał termin zgłoszeń na candy.
Zgłosiło się Was mnóstwo i zdecydowanie ilość przerosła moje oczekiwania. Bardzo wam dziękuję:) Jestem szczęśliwa, dziękuję wszystkim, którzy chcecie na dłużej pozostać w tym miejscu. Zgłosiło się do losowania 137 osób:) Głowa pęka kochani!:) Mój blog zechciało zaobserwować prawie sto nowych osób:) Dziękuję Wam, przesyłam serdeczne uściski. Najbardziej jednak dziękuję tym, którzy są ze mną od początku. Szacun dla was i bądźcie nadal proszę.
Nie wiedziałam, jakim sposobem wylosować zwycięzce candy. Poleciłam więc dziecku, dziesięc lat skończyło i czytać potrafi. "Dziecko, zerknij w komentarze i wybierz jedną osobę. Kieruj się czymkolwiek chcesz- nickiem, treścią komentarza, numerem czy czym tylko".
Dziecko wybrało. Sowa Michalina ( a to taka sowa Michalina zdecydowanie) wyłoniła zwycięzcę.
Candy w Zieleniach wygrywa:

Dziękuję za udział, gratuluję wygranej. Poproszę o adres na maila i dodatkową podpowiedź. Czy masz ogródek? Nasiona cudnych kwiatów bardzo obrodziły więc chciałabym ci wysłać. Może nakarmisz pszczoły jak to robiłyśmy z dziewczynami wiosną?
Kochani, dziękuję wam za wszystko:) Muszę już lecieć bo poncho na drutach robię:) Zima idzie i zimno będzie a mnie znów pociągnęło do drutów. Włóczka nowa też dziś przyszła więc ręce mocniej świerzbią:) Druga połowa jesieni upłynie mi na otulaniu się w wełnę:) No i firanka, tak, też robię:)
Tymczasem
Wspaniałej jesieni:)

sobota, 24 sierpnia 2013

Wstać skoro świt

Jak dobrze wstać skoro świt:)
Lubie poranki takie, jak dziś. Szósta, siódma rano, świat powoli się budzi, rodzina jeszcze śpi. To najlepszy czas na czytanie książki w ciepłej jeszcze pościeli. Nikt nic nie chce, nikt głowy nie zawraca, mam czas tylko dla siebie. Takie właśnie zachowania praktykuję od kilku dni bo jakoś doba mi się przestawiła. Dawniej byłam sową i działalność nocną zdecydowanie preferowałam. Teraz, czuwam pomiędzy siódmą rano a jedenastą wieczorem. O jedenastej włącza się senność  i dosłownie padam w kilka minut. Kochany nawet dziś stwierdził, że ostatnio jak się budzi to mnie już w łóżku nie ma:) To prawda...dziś już się po świeże bułeczki zbierałam, w atmosferze jak z filmu. Pamiętacie "Miasto aniołów"? Tak właśnie o poranku po bułeczki na rowerze jeżdżę:)
To takie miłe:) A w sklepie? Buziak się od razu cieszy bo przecież tu sami znajomi i wszyscy siebie serdecznie pozdrawiamy:) Już kiedyś pisałam szanownemu gronu, że u mnie na wsi wszyscy sobie mówią dzień dobry, to strasznie fajne.
Apropos aniołów:) Organizuję dookoła siebie dobre moce przed zimą. Zawsze bardzo lubiłam anioły, mam ich dużo. Teraz wzięło mnie na anioły na ludowo, kolorowe i jarmarczne:) Złapałam za pędzel i wyrwał mi się taki oto:




Pewnie będzie ich więcej bo dziwnego odczucia doświadczam malując anioły. Może to stróż jakiś? Nie wiem czemu, ale od pierwszego pociągnięcia pędzla dobrze się czułam w jego towarzystwie:) Dziwaczka ze mnie!
Zamówiłam sobie niedawno nowiuśkiego Laursena:) Zauważyłam, że najbardziej odpowiada mi kombinacja różowo- zielonojabłuszkowa:) Taka słodycz, że słodko się robi:)


Chociaż w przypadku tej ceramiki kolor nie jest tak bardzo istotny:) Lubię kombinacje różowo- zielone, turkusowo- białe, waniliowo- białe, zielono-waniliowe. O matko, wszystkie chyba!
A na święta planuję w czerwienie się obkupić i kropaski:)

Jesień zaczyna tykać czerwieniejącymi liśćmi... Kochani, czas wrzosem postraszyć chociaż... teraz za oknem jakiej 25 stopni więc w zasadzie nad jezioro można jechać czy opalić się jeszcze trochę. Ale niewątpliwie czas wrzosów nastał.


Dom mój jesiennie zaprasza. W tym czasie uwielbiam mieć zapalone świece przed wejściem. To wprawdzie zwyczaj skandynawski ale czyż nie jest wybitnie gościnny? Zapraszam cię do mojego domu i zapalam ci światło, aby łatwo ci było trafić.



Pokusiłam się o zrobienie ściereczek kuchennych w stylu skandynawskim. Śmieszne, kolorowe, bardzo w ich stylu.

Ściereczki będzie można kupić w moim sklepie, który od jakiegoś czasu kuleje z dostawami:) I,m sorry:)

W komentarzach do ostatniego posta rozpętała się dyskusja na temat książek do szkoły, zeszytów ćwiczeń i szkolnictwa w ogóle.
Cieszę się, że wśród moich czytelników jest dużo nauczycieli. Najlepsze jest to, że nauczyciele z was prawdziwi, tacy z pasją i powołaniem. Macie też swoje głowy i kieszenie i doskonale rozumiecie, że wydatków we wrześniu każdy rodzic ma mnóstwo.
Kochani rodzice i nauczyciele. Może poruszmy ten temat na wrześniowych zebraniach w szkołach naszych dzieci. Temat drożyzny oczywiście. Zastanówmy się, czy do każdego przedmiotu nasze dzieci potrzebują kilku zeszytów cwiczeń, czy w tych zeszytach rzeczywiście jest coś, co naszym dzieciom pomaga w rozwoju. Bo,że nadrukować wszustko można, że papier jest cierpliwy to wszyscy wiemy. Potem kończy się tak, jak w moim domu. Buntem dzieci, które nie chcą w domu odrabiać ćwiczeń z religii w postaci malowania chmurek i słoneczek. No nie wiem, może to dzieciom pomaga bardziej zrozumieć miłość Boga, niewątpliwie pomaga różnym wydawnictwom zajrzeć do naszych coraz bardziej pustawych kieszeni.
Kochani, poruszmy temat globalnie, zbuntujmy się bo może wtedy dotrze jakaś informacja na górę, do ministerstw i zainteresowanych lobby. Nauczyciele już się wypowiedzieli, że im te zeszyty ćwiczeń nie są potrzebne. To taki mój apel... Zamiast byle czego do szkoły kupmy dzieciom zabawki, słodycze czy inne przyjemności lub zapiszmy na rozwojowe zajęcia. Będzie nas stać:)
Uch, tymczasem:)
Ps. Dzięki wam za tak wspaniałą obecność na moim blogu. Z wielką przyjemnością czytam każdy komentarz, wszystkie wasze słowa są dla mnie ważne:) Za niedlugo, przy okazji wpisu o książkach nagrodzę was za to:) Buziaki

niedziela, 4 sierpnia 2013

Jest klawo:)

Już sierpień drodzy moi. Jak ten czas leci...
Macie czasem wrażenie, że wasze życie płynie zgodnie z oczekiwaniami? Że jest wszystko dobrze, nic nie trzeba zmieniać?
Ja tak mam od jakiegoś czasu.
Wstaję rano, robię kawę i wychodzę boso do ogrodu ją wypić. Dookoła zieleń, kwiaty całkiem nieźle kwitnące, cisza i śpiew ptaków. Siadam w zaciszu parasola ogrodowego i oddycham głęboko. Oddycham życiem, które toczy się obok mnie.
To również czas na marzenia od których czasami głowa pęka. Zawsze byłam Andzią, Andzią z Zielonego wzgórza, taka natura dzika bzika:) Niebawem prawdopodobnie nabawię się piegów i rudych włosów, bo marzeń z każdym rokiem jest więcej. Marzę o spokojnym domu, kochającej rodzinie, pomyślności dla bliskich, o podróżach i spokoju każdego dnia.Wierzę, że jeśli się czegoś naprawdę che, dobrze się do tego nastawi, to każde marzenie jest do spełnienia. I tak mi się dzieje. Jakbym każdego dnia rzucała magiczne zaklęcie...
Ostatni tydzień obfitował w robótki ręczne:)
Zachciało mi się podkładek różnej treści, pod talerzyk i kubeczek, infantylnych w swej prostocie:)


Obdarowałam już swoją czteroosobową rodzinkę ale robię dalej bo strasznie mnie wciągnęło:) Muszę poszukać gdzieś okrągłego taboretu i podarować mu taką sukienusię:) Tylko skąd wziąć taki taborecik? Hihi, kiedyś w domu takie stały ale już od dawna na śmietniku:)

Pojawiły się też poduchy do salonu.

Jakość tych zdjęć może nie jest do końca zadowalająca ale korzystam z aparatu synka pięcioletniego:) Każdy orze jak może, do przodu z uśmiechem na ustach.
Na płótnie zapisałam wspomnienia z pewnego spaceru... Wisi sobie teraz w towarzystwie żniw, obok mojego biurka. Ciekawe, czy będę je przewieszać jak już śnieg spadnie, czy wręcz przeciwnie:)


Macie ochotę na świeże ogóreczki kiszone, czy małosolne jak nie wytrzymacie do ukiszenia?
Podaję przepis, wypracowany metodą prób i błędów. Dla mnie takie ogóry są najlepsze i zawsze tak robię.

Zalewa do ogórasków:
- chrzan trochę, na jeża
- koper zielony- ile się zmieści bo to on daje aromat
- liść czarnej porzeczki jeśli macie do nich dojście
- czosnek w ilości jak kto lubi, ja daję sporo. Warunek jest tylko taki, że musi być to czosnek polski, bo jest odpowiednio ostry i ma bogatą nutę zapachową
- woda z solą w proporcji dwie łyżki na litr wody

Upycham ogórki z całą resztą w słoikach, dość ścisło. Zalewam gorącą wodą z solą i odstawiam na 7-10 dni z lekko poluzowaną pokrywką, aby dochodziło powietrze. Należy pamiętać, że ogórki muszą być całkowicie zanurzone aby nie gniły. Po tym czasie dokręcam pokrywkę i pasteryzuję 5-10 min. Ostawiam do góry nogami i czekam do wystudzenia.
Tak zabezpieczone ogóraski stoją sobie latami w ciemnym miejscu i są zawsze w pełnej gotowości do spożycia.



Zaczęłam kisić po wyprowadzeniu się na wieś. Dziś już nie wyobrażam sobie ogórka ze sklepu, nie kupuję. Mają zupełnie inny smak, aromat, są pełne chemikaliów. A z moich? Wypijamy nawet tę zakiszoną wodę, bo jest pełna witamin i zdrowia:)
Co ciekawe, jedzenie na wsi da się zawsze jakoś zorganizować:) Ludzie wzajemnie robią sobie prezenty, oddają nadwyżki. Ktoś da ci koper, inny ma za dużo ogórków lub krzywe, to ci je da:) Nie bardzo rozumiem dzisiejszą modę. Czy z deka skręcony, mały ogórek to jakiś grzech? Dla mnie takie najlepsze, rozkosznie fikuśne i smakowite:) Na ząbek.
Jutro ciekawy dzień przed mną. Tak się składa, że zawsze piątego sierpnia przez moją wieś przechodzi pielgrzymka do Częstochowy. W pierwszym roku byłam kompletnie zszokowana,mieszczuch takich rzeczy nie widywał. W zasadzie nie wiedziałam, co mam zrobić, kiedy przy moich drzwiach stanął kwatermistrz i pyta o nocleg. Ło matko, obcych ludzi tak pod dach? Przyjęłam i od tamtej pory to coroczna tradycja. Są lata chudsze i tlustsze. W naszym domu sypia od czterech do osiemnastu osób, wedle potrzeb:) Martucha z Weroniką pojawia się co roku, Justynka też. Dziś dzwoniłam i wiem, ze jutro niezawodnie będą.
Blogowe moje koleżanki, jeśli któraś z was wędruje z pielgrzymką warmińsko- mazurksą, z Mrągowa i okolic to zapraszam:) Dajcie znać na przyszły rok, bo teraz zapewne nie czytacie:) Niech mój dom będzie też waszym przez tę jedną noc. Bo jak mawiają, gość w dom to Bóg w dom i chyba nie ma w tym przesady. A mój dom lubi być gościnny:)
To dobrzy ludzie wiecie? Przynoszą ze sobą jakiś taki spokój wewnętrzny i radość. Bo w końcu oni idą ponad pięćset kilometrów, każdy w swojej intencji i zdecydowanie dobrze im z tym.To fajna tradycja. A wiecie jak moja wieś się cieszy? Masa ludu wychodzi ich przywitać a oni witają nas śpiewem. Akurat cała grupa przechodzi obok mojego domu, bo mieszkam na końcu wsi więc na początku ich wejścia. Tak od d...strony:) Łups, sori:)
Kilka migawek z ostatnich lat 7 lat:)


Na zdjęciach i Marta i Justyna. Fajne dziewczyny. U Marty w Mrągowie byłam z rewizytą i strasznie miło wspominam.
Znikam szykować się na gości a Wam życzę odpoczynku pełną gębą. I dobrej pogody zdecydowanie.
Za siebie kciuki również trzymam bo wyjeżdżam nad jezioro jak tylko moich pielgrzymów pożegnam. Taki intensywny czas ale to dobrze.
Dziewczyny kochane wszystkie. Jeśli u kogoś nie bywam tak często, jak tego oczekuje to wybaczcie. Nie ogarniam roboty i wypoczynku i czasem nie starcza na zajrzenie do was. Jesienią się poprawi, wiadomo. A teraz, jak wrócę z wypoczynku zorganizuję wam Candy. A co tam:)

Tymczasem