Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże małe i duże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże małe i duże. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 sierpnia 2022

Świat zadziwia swoim pięknem

Czasem zdarza się, że widok zapiera dech. Znacie to uczucie?

Góry, jeziora, miasta, zachody słońca chwilami robią na nas tak duże wrażenie, że nie wiemy, co powiedzieć. Są to cudowne momenty zatrzymania i zastanowienia nad pięknem tego świata, głębokiej kontemplacji, skupienia. Małe cudy świata, widoki niezapomniane.

 

W ostatni weekend miałam możliwość doświadczenia właśnie takiego uczucia. Przy okazji pobytu w Monachium pojechaliśmy do Garmisch Parkenkirchen. Bardzo chciałam zobaczyć Alpy, myślałam o tym od wielu lat.

Nic dodać, nic ująć. GaPa to miejscowość ściśle związana ze skokami narciarskimi, silnie turystyczna, choć akurat tego dnia wiele ludzi nie było. My, miejscowi, widoki, majestat gór. Nawet alpejskie krówki stały u podnóża gór choć one Milki nie robią. :)









Zachwyciła mnie dbałość o drobiazgi. Śliczne, ręcznie malowane elewacje, bujne kwiaty w doniczkach, gustowne dodatki, okiennice. Stałam jak oniemiała i patrzyłam, jaki ten świat jest piękny!

Okiennice to moja wielka miłość. Marzę o niebieskich, z serduszkiem w środku. Słodko, słodko, słodko. Chciałabym ten pomysł zrealizować.

Mam nadzieję, że to nie była nasza ostatnia wycieczka w Alpy. Jest jeszcze tyle do zobaczenia, ale czas pokaże!

Carpe diem!

Tymczasem

Polinka

poniedziałek, 27 czerwca 2022

Pozostały takie miejsca

Do tych, co przyjdą tu sto lat po nas...

Wczorajszy dzień dał nam mnóstwo wrażeń i wzruszeń. Wszystko za sprawą wycieczki rowerowej po Puszczy Kampinoskiej. 

Do tej chwili nucę piosenkę "Jest takie miejsce" Jana Pietrzaka i stwierdzam, że taki świat naprawdę istnieje. Szczególnie w miejscu, gdzie mieszkam, na styku dawnego zaboru rosyjskiego i niemieckiego. Dzięki nierówności rozwoju gospodarczego do dnia dzisiejszego mamy problem z połączeniami kolejowymi, różnicami w zaawansowaniu gospodarstw i jakże różnym słownictwem społeczności lokalnej.


 

Jest takie miejsce u zbiegu dróg,
Gdzie się spotyka z zachodem wschód...
Nasz pępek świata,
Nasz biedny raj...
Jest takie miejsce,
Taki kraj.

Nad pastwiskami ciągnący dym,
Wierzby jak mary w welonach mgły,
Tu krzyż przydrożny,
Tam święty gaj...
Jest takie miejsce,
Taki kraj.

I właśnie cytowany krzyż przydrożny okazał się być największym przewodnikiem naszej wycieczki. Tu, gdzie dziś puszcza, dawnej były wioski tętniące życiem, przez tereny przetoczyła się największa masakra powstania styczniowego oraz akcje zbrojne na początku drugiej wojny światowej. Puszcza widziała wiele nieszczęść i krwi a my podróżując dziś rowerem w wielu miejscach natrafiamy na pozostałości dawnego życia.


Niebywale wzruszyła mnie kapliczka Św. Teresy w Bromierzyku. Nie byłam przygotowana na taki widok w środku lasu, na rozstaju dróg. Blisko stuletnia kapliczka, zadbana, pełna przedmiotów w środku, uszanowana i otwarta. Zapraszająca na chwilę wytchnienia, modlitwę. Drzwi do niej naprawdę cały czas są otwarte!

Wspaniały i pokrzepiający jest fakt, że kapliczka stoi choć jej fundatorka od dawna nie żyje. Nie popadła w zapomnienie, miejscowa ludność cały czas dba i szanuje obiekt kultu zlokalizowany w środku lasu. 

 


 

Nadziei uczą ci, co na stos
Umieli rzucić swój życia los,
Za ojców groby,
Za Trzeci Maj...
Jest takie miejsce,
Taki kraj.
Z pokoleń trudu, z ofiarnej krwi
Zwycięskiej chwały nadejdą dni.
Dopomóż Boże
I wytrwać daj!
Tu nasze miejsce,
To nasz kraj!

Niewątpliwie jestem bardzo wzruszona i tą kapliczką i krzyżami przydrożnymi oraz szacunkiem ludzi do Boga i historii kraju. Wzruszam się również miłością przekazaną przez te przedmioty. 



 

Czy po nas, współczesnych, też zostanie duma, chwała, wiara i przywiązanie do tradycji? A może będą to tony plastiku?

Chciałabym, abyśmy my, dzisiejsi, wykazywali taką samą troskę i dbałość o sprawy bieżące jak to było kiedyś. Mam wrażenie, że jesteśmy ciągle w pogoni za nowoczesnością, reklamy nieustająco krzyczą do nas kuuup. Kup nowe, nowy model jest lepszy. Zachłystujemy się nowościami jednocześnie zatracając samych siebie. Czy naprawdę jesteśmy tym, co mamy? Czy nowe buty to my? Lepszy samochód, nowy, drogi, to my?

Jak dobrze jest przykryć się kocem zrobionym przez mamę na szydełku. Jeśli macie szczęście to może w waszym domu znajdzie się koc zrobiony przez babcię. Jak dobrze wypić kakao z kubka pamiętającego dzieciństwo. Przedmioty, które nas otaczają to my i niekoniecznie trzeba co chwilę wymieniać na nowy model. Nie od dziś wiadomo, że stare meble, drewniane można wielokrotnie przerobić, przemalować. Ja wolę się właśnie takimi otaczać, przedmiotami z duszą, które są w moim domu od wielu lat. Wymieniam dopiero wtedy, kiedy przestają spełniać oczekiwania lub nie da się już ich naprawić. Szanuj i chroń. Prawdziwe bogactwo moim zdaniem nie polega na ciągłym kupowaniu rzeczy, bo to są tylko rzeczy. Od dobrobytu wolę dobrostan a takie nie jest do osiągnięcia w galerii handlowej czy na kolejnym etacie, który pozwala zarobić na nowe rzeczy. Szanuj i chroń. Usiądź spokojnie i zobacz, jak dużo rzeczy udało ci się zgromadzić. I nie wymieniaj ich co chwilę. Dotyczy to zarówno rzeczy, jak i ludzi, którzy nas otaczają. Naprawiaj relacje zamiast je wymieniać na nowe. Dla mnie to bezpieczeństwo i prawdziwy dobrostan.

Tak jak ta kapliczka w środku lasu. Od blisko stu lat stoi w tym samym miejscu i choć zniszczyło ją wojenne bombardowanie, została odbudowana, naprawiona. Naprawiona z miłością i troską. 

Tak jak napis wyryty w kapliczce:

"Przechodniu, w swojej modlitwie westchnij do św. Teresy...dzięki niej kościół poznał całą prostotę wołania Ojcze nasz..od prawie wieku lud tutejszy obrał ją patronką tych okolic...wędruj dalej, szanuj i chroń skarb przyrody Puszczę Kampinoską"

Tymczasem

Polinka

 PS.

Czy nie wiecie przypadkiem, dlaczego nie mogę komentować postów na waszych blogach? Ta sytuacja ma miejsce od kilku dni. Wyskakuje informacja, że muszę się zalogować aby napisać komentarz i przy każdej próbie logowania sytuacja się powtarza. Co ciekawe, ja jestem zalogowana, bo przecież mogę pisać posty i publikować wasze komentarze. Złośliwość przedmiotów martwych czy to jakiś większy problem? Czy ktoś mógłby mi pomóc?

czwartek, 13 lipca 2017

Serbia- wspomnienie

Na wstępie bardzo dziękuję wam za miłe przyjęcie sesji zdjęciowej w Moim Mieszkaniu. Każda z nas wie, że prowadzenie bloga, pokazywanie swojego wnętrza i  "zewnętrza" to praca nie tylko dla siebie, w zasadzie przede wszystkim dla świata, który chce oglądać pokazywane treści.
Dużą przyjemność sprawia mi podpatrywanie licznika oglądalności, czytanie waszych komentarzy i maili oraz to, że tu zwyczajnie bywacie. Moje stałe czytelniczki - dziękuję wam za to!

Ostatnio z niepokojem śledzę informacje o wypadkach autokarów
i awanturach z polskimi kierowcami na granicy serbsko-węgierskiej. Dotyczy mnie to poniekąd gdyż właśnie zamierzałam wam pisać o Suboticy, miejscowości nieopodal tych wszystkich wydarzeń.
Był to cel naszego wypadu z Węgier, było blisko i była okazja.
Po raz pierwszy od dawna opuszczaliśmy strefę Schengen, staliśmy w kolejce do kontroli i mieliśmy możliwość obcować ze wszystkimi podróżującymi. Dziwne miejsce. Samochody głównie na niemieckich
i belgijskich tablicach a w środku muzułmanie. Nie będę się na ten temat rozpisywać z wiadomych względów ale taki był fakt. Jasny kolor skóry w kierunku Serbii praktycznie nie występował, w przeciwieństwie do drogi powrotnej. Pomiędzy kierowcami panowała napięta atmosfera, trąbili a ja czułam się bardzo dziwnie. W pewnym momencie nawet miałam ochotę zawrócić. O podobnej sytuacji z udziałem polskiego kierowcy słyszałam ostatnio w telewizji... Niemieckie samochody wyjeżdżały ale już nie wjeżdżały...o co chodzi z tym napięciem? Dodam, że przy powrocie mieliśmy szczegółowo kontrolowany samochód i pytali nas o uchodźców.
W ciekawym świecie przyszło nam żyć. Na szczęście węgierscy granicznicy reagowali gromkim "dzień dobry" na widok naszej rejestracji:)

Po tej opowieści przejdę do sedna, mianowicie byliśmy w serbskiej Suboticy i nad jeziorem Palić.
Miejscowość nieźle utrzymana, lekko senna, ludzie mili.




Będąc w nowym miejscu, szczególnie w innym państwie lubimy jeść i pić jak miejscowi więc poszukaliśmy miłej knajpki. Przy głównym placu było ich sporo.
Zamówiliśmy typowo serbski obiad czyli zupa, zestaw mięs z frytkami i ryżem, surówka oraz deser. Porcje były duże, a dzieci bardzo czekały na słodkości.
Deser nadszedł i podano nam...po trzy plastry jabłka:) Dzieciaki czekały otwarcie na jakąś fontannę z czekolady do tego ale został tylko śmiech:)




Jeśli będziecie kiedyś w okolicy - odwiedźcie Serbię, warto. Są spokojni i mili, karmią smacznie i konkretnie.
Nie wiem, czy mi kiedyś jeszcze będzie dane być w tym kraju, więc wrzucam wspomnienie.
Serdecznie was pozdrawiam
Polinka

Firma EKOFIT to ośrodek szkoleniowo-usługowy, specjalizujący się w kompleksowej obsłudze małych i średnich przedsiębiorstw z zakresu BHP oraz PPOŻ. Oferują wszelkiego rodzaju szkolenia BHP ONLINE, szkolenia ochrony przeciwpożarowej oraz kursy pierwszej pomocy (przedmedycznej), świadczą usługi BHP oraz PPOŻ. Szukajcie pod adresem ekofit.pl

wtorek, 11 lipca 2017

Madziarskie smakołyki

Pewnego dnia Węgier naczuł się uprawiać paprykę...a potem już wszystko poszło łatwo:)
Tak w skrócie można określić kuchnię węgierską, która jest bardzo w moim guście:)
W sklepach znajdziecie paprykę świeżą ( głównie w strąkach nie bardzo dostępnych u nas), paprykę sproszkowaną, paprykę marynowaną, wędzoną, łagodną, pikantną, szalenie pikantną. Bardzo pikantna została nazwana przez uroczą panią w sklepie KATASTROFĄ. Ciekawostką jest również papryka kiszona w wielu odmianach tak popularna, że sprzedaje się ją również w marketach.
Ona nadaje główny smak potrawom składającym się z mięsa, warzyw, ryb.
I ta papryka jest dziwna - nadaje cudowny aromat, wielokrotnie silniejszy od przypraw sprzedawanaych u nas w kraju. Nawet pikantna ma w sobie po pierwsze aromat a dopiero później ostrość.
Węgierskimi potrawami eksportowymi są zdecydowanie gulasz, leczo, zupa gulaszowa. Przez jakiś czas poszukiwaliśmy słynnego placka po węgiersku aż nam w końcu ktoś uświadomił, że najprędziej kupimy go na mazurach:) Tak, tak kochani, na węgrzech nie znajdziecie placka po węgiersku.
 
 
Zamiast tego warto spróbować langosza. 
Szybkie jedzenie typu fast food, dostępne na każdym kroku. To rodzaj okrągłego placka, rozmiar konkretny, w smaku przypomina mało słodkiego pączka. Smażą go niestety w głębokim tłuszczu a następnie nakładają smakołyki na górę. Najbardziej tradycyjny to sos śmietanowy (tejfolosz), szynka i ser. Możemy kombinować z innymi składnikami ale stwierdzam, że główną atrakcją jest to ciasto. Z gyrosem, tak, z gyrosem jest fajny.


Gulaszu próbowaliśmy dwóch odmian - wołowego i wieprzowego oczywiście z papryką. Do tego tradycyjne kluseczki, za surówkami chyba nie przepadają. Bardzo dobre.:)
Leczo to znana nam mieszkanka warzyw sezonowych tylko nie zauważyłam w nim dodatku kiełbasy co u nas częste.
Rozmarzona zrobiłam leczo niedługo po powrocie z tą róznicą, że dodałam węgierską paprykę i słoninę z mangalicy. Wyszło inne, gęstsze, zdecydowanie pyszniejsze.
Apropos słoniny z mangalicy! Czytałam o niej już  w Polsce i dziwiłam się ogromnie, co cudownego może być w wędzonej słoninie... O ja nieświadoma!
Kupiłam przez przypadek, do przyrządzenia obiadu zresztą na bazie papryki. To jest bardzo szczególna słonina, ich towar eksportowy ze szczególnych świń. Przy topieniu jej rozchodzi się niepowtarzalny zapach wędzonego boczku a w smaku jest tak dobra, że opisać nie mogę. Jest po prostu wyjątkowa!
Testowaliśmy również serowe batoniki. Znajdziecie je w lodówce, ser 
w środku, czasem o smaku truskawek czy innych owoców, w polewie czekoladowej czy toffi. Zdrowa przekąska dla maluchów, niestety szybko się rozpuszcza w wysokiej węgierskiej temperaturze.
Wszystko mi smakowało, to kuchnia w moim guście, dla konesera ostrości 
i silnego smaku, z papryką czy smalcem z mangalicy.
Warto wybrać się na Węgry chociażby ze względu na smak ich potraw chociaż powodów jest oczywiście więcej.
Serdeczności
Polinka 

Importowane urządzenia kosmetyczne takie jak wapozon czy doskonałe kombajny kosmetyczne jak i artykuły dla zwierząt znajdziecie pod adresem importmania.pl Polecam bo to polska firma!

niedziela, 9 lipca 2017

Balaton- warto być

Mieszkając w centrum Budapesztu szkoda nie odwiedzić Balatonu. 100 km autostradą, w bardzo komfortowych warunkach. Planowaliśmy być raz, odwiedziliśmy dwa razy, rezygnując z innego miasta.
Balaton- węgierskie morze, 77 kilometrów wody, od północnego Siófok po południowe Keszthely. Dodatkowo półwysep Tihany a wszystko absolutnie warto!
Balaton to płytkie jezioro, turkusowe, z bardzo przyjemnymi rodzinami na plaży. Nikt na nikogo nie patrzy, rozłożyć kocyk nie jest trudno, wszyscy się akceptują i po prostu korzystają z wypoczynku.




Prawdę mówiąc dawno tak nie wypoczęłam jak nad węgierskim morzem. Pełen komfort, brak obawy o pływające dzieci, luzik. Blisko plaży knajpki i bisztro oferujące lokalne jedzenie. Mrożone mohito i wrażenie spełnienia. Spędziliśmy tam w sumie dwa dni, ale coś mi mówi, że kiedyś powrócimy na dłuższy wypoczynek.
Dodatkowo uliczni sprzedawcy nie dadzą ci zgłodnieć. Co chwilę kukurydza i inne takie podróżujące na rowerach.


Po plażowaniu postanowiliśmy odwiedzić niedalekie Keszthely. Jedźcie tam koniecznie, szczególnie w ciepłym świetle zachodzącego słońca!

Neobarokowy pałac z XVIII wieku skrywający w swoich wnętrzach 101 pokoi. Budowano to cudo nieprzerwanie przez 150 lat i było warto. Bajkowy, wspaniały, z cudnym ogrodem. Bardzo wam polecam!




Prawdę mówiąc mogłabym wam pokazać tysiąc zdjęć w tego miejsca ale to nie oddałoby urody. Nad Balatonem jest przepięknie.
W najbliższym odcinku kuchnia węgierska a ja ściskam mocno!

Domy opieki Olimp oferują kompleksową opiekę nad osobami starszymi, schorowanymi i niepełnosprawnymi. Pomoc koncentruję się nad osobami
z województwa mazowieckiego ale nie tylko. Zapraszam na stronę domyopiekiolimp.pl

piątek, 7 lipca 2017

W europejskiej stolicy cz.1

Wakacje:)
Mama nadzieję, że miło spędzacie czas a wasze dzieci używają do woli:)
Po zeszłorocznych i wcześniejszych doświadczeniach z pogodą w Polsce postanowiliśmy zacząć lepiej wykorzystywać nasze urlopy. Tak się zdarzało, rok w rok, że lało jak z cebra, temperatura kilkanaście stopni a nam pozostawało jedzenie gofrów na Bałtykiem oraz wdychanie jodu...
w zwiększonej ilości jak to w czasie burzy:)
Zaplanowaliśmy rok temu Węgry i właśnie z nich wróciliśmy.:)
Polecam, bajka i cudo!
Wynajęliśmy mieszkanie w centrum Budapesztu, które było naszą sypialnią głównie i bazą wypadową. Zwiedziliśmy całe miasto za dnia i w nocy, kąpaliśmy się w Balatonie oraz wyskoczyliśmy na obiad i krótkie zwiedzanie do Serbii.
Środek transportu to samochód, blisko 3000 km w trasie:) Dziś będzie o Budapeszcie.


Miasto oczarowało nas i zaczarowało. Na każdym kroku zabytkowe budynki, świetnie odrestaurowane, dostępne. Ludzie przyjaźni i mili, często mówią po polsku. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyliśmy po przekroczeniu granicy węgierskiej był baner zawieszony na budynku a na nim flaga polska i węgierska oraz napis KOCHAMY POLSKĘ. Ciepło na sercu się robi:)
Temperatura nas nie zawiodła - przez cały pobyt 30-40 stopni, wieczorem 27. Jako polska turystka, głęboko doświadczona, zabrałam kurtki i długie spodnie, każdemu po bluzie ale nie użyliśmy ich.
Mieszkanie nasze położone było w samym centrum, niedaleko Andrassy ucta, tak więc bliziutko i w zasięgu buta mieliśmy wiele atrakcji oraz przytulnych knajpek.


W mieście niestety występują spore problemy z parkowaniem samochodu. Strefa płatnego parkowania rozciąga się w całym centrum i podzielona jest na cztery stawki, zielona 265 forintów a różowa (czyli przy największych atrakcjach) już 525. Gorzej,jeśli chcesz postawić samochód na cały dzień i udać się np na basen, cena wyjścia wzrasta drastycznie. Dodatkowo w strefie różowej parkowanie ograniczone jest do trzech godzin więc wielokrotnie zwiedzanie trzeba przeprowadzić w nadzwyczajnym tempie:)
Co ciekawe, w Budapeszcie ruch samochodowy jest spory co nie oznacza smogu. Powietrze jest zadziwiająco czyste.






Miasto pęka w szwach od zabytków, uświadamiam sobie to mocniej pokazując wam zdjęcia. Mam tego co niemiara:)
Oferta turystyczna jest bardzo bogata i dostosowana do zwiedzających wielojęzycznych. Możemy podróżować po mieście autobusem dwupoziomowych, pływać statkiem po Dunaju, być oprowadzanym przez przewodników. Takie wycieczki ruszają co kilka godzin z wielu rejonów miasta.

Na Wegrzech nie ma co prawda morza, ale rekompensują to sobie wspaniałymi basenami termalnymi oraz oczywiście Balatonem ( o tym będzie w następnym odcinku). Na poniższym zdjęciu jedno w kąpielisk miejskich Szechenyj Gyogyfurdo pisane w lekko polski sposób.:) W zabytkowym pałacu ukryto gorące źródła:) Pięknie choć niestety z brzydkim zapachem. Koszt wejścia na cały dzień to ok 70 zł.


Na każdym kroku trafić można na kafejki i restauracje, bary na każdą kieszeń. Prawdziwym cudem jest New York Cafe. Jak nie na obiad to może na kawkę ale wejść warto! Zjawiskowe, doskonale zachowane wnętrze.
O jedzeniu zresztą to ja jeszcze napiszę kochani:)





Perłą architektoniczną jest bez wątpienia katedra Św. Stefana w centrum miasta. Będąc w okolicy musicie koniecznie wejść do środka! Wstęp jest bezpłatny choć proszą o ofiarowanie jednego euro na odbudowę świątyni, co z resztą możecie przeczytać w naszym języku.Katedra w zasadzie jest wszędzie polsko-węgierska, na każdym kroku jakiś napis.:) To też miłe:)






Jeśli zapytalibyście mnie, co najbardziej mi się podobało to na pewno jednym z ulubionych będzie parlament.
Zjawiskowy budynek, wielki i majestatyczny, położony przy samym Dunaju, przy wyspie Małgorzaty i moście o tej samej nazwie. Jest wspaniały!





Przyglądaliśmy się mu w dzień i w nocy, wrażenie robi za każdym razem olbrzymie. Mieliśmy również szczęście trafić na zawody Red Bull Air Race. Cudnie latali wśród przeszkód na Dunaju a my siedzieliśmy wpatrzeni i zafascynowani.




To nie koniec mojej opowieści o tym cudnym mieście. Niebawem o węgierskiej kuchni, Balatonie, Serbskim deserze i wiele więcej.
Ściskam was mocno
Polinka

Zadaszenia drzwi, balkonów i tarasów z wielu różnych materiałów oraz w przyjemnym dla oka stylu znajdziecie na stronie metal-gum.com .Polecam !