Kochani!
Postanowiłam reaktywować mój sklepik z rękodziełem Silky Home:)
Zachęciłyście
mnie swoimi zamówieniami, pytaniami. W sklepie od dziś co jakiś czas
będą się pojawiać rzeczy wykonane przez mnie własnoręcznie, dostępne od
ręki.
Nowy look niebawem a dziś już otwieram:)
Zapraszam! Zaobserwujcie, polubcie, wpadnijcie:)
W
ostatnich dniach przebywam głównie w ogrodzie. Zresztą, zresztą...my
wszystkie jesteśmy zielone, więc pewnie mnie dobrze rozumiecie. Wspólnie
wypatrujemy każdego promienia słońca, cieszymy się każdą wschodzącą
rośliną. Takie już z nas ZIELONE:)
Nawiozłam obornikiem na bogato, podlewam, chodzę i zglądam....nasłuchując budzącego się życia.
Jowi kochana, coś dla ciebie:)
Zdjęcie powyższe to widok mojego wejścia. Białe i zielone w otoczeniu pięknego słońca...no, musiałam wam to pokazać:)
Nie macie pomysłu na proste dekoracje ogrodowe? Polecam upleść wianek z winobluszczu, który rozszedł się po ogrodzie:) Wystarczy wstążeczka i efekt gotowy:) Po co wyrzucać, prawda?
Często warto mieć również oczy szeroko otwarte. Nasza jaszczurka- ona też jest zielona:)
Tyle tematów ogrodniczych:) Niebawem wiosna nastanie pełną parą, pokoloruje świat. Ach! Nie mogę się doczekać.
Powróćmy teraz do tematu pierniczenia. Nie napisałam tak bez powodu:)
Moje drogi skrzyżowały się z pewną zdolną Agnieszką. Agnieszka nieźle pierniczy:) Czego ona nie robi! Jaka bajka!
Proponuje pierniki na każdą okazję a wiecie...rozumiecie...zbliżają się komunie, więc może tak w podziękowaniu dla gości zamówić niebanalny prezent?
Pierniki cudownie pachną, są perfekcyjnie wykonane, dobrze zapakowane, zawstążeczkowane. Nie mogłam własnym oczom uwierzyć, jakie to rarytasy. Do tego rękodzieło, polskie, nasze.
Agnieszka nie ma jeszcze swojej strony internetowej, nie ma bloga, za to ma małe dziecko i jest dokładnie taka, jak my. Zwariowana, pełna pomysłów, bardzo zdolna.
Zerknijcie do Fabryki Piernika na Facebooku.
Ja akurat zostałam szczęśliwą posiadaczką tych wspaniałych słodkości, więc zapraszam was na mały poczęstunek w ogrodzie. Bo zielono ma być nie?:)
Fabryka Piernika jest już na Facebooku. Zajrzyjcie do Agnieszki!
Pozdrawiam Was gorąco, dziękuję za obecność i proszę o więcej:)
Tymczasem
Polinka zapiernikowana
Ps. Czy zauważyliście prawidłowość fiksowania bloggera, kiedy w drugim okienku otwarty jest fejs? Resetuje się, wywala, nie zapisuje. Czy występuje u was ten problem?
Witajcie, cześć i czołem!
Jak wygląda życie na wsi latem?
Dużo spacerujemy, leniuchujemy w ogrodzie, jeździmy na rowerach oraz na potęgę przetwarzamy do słoików dary lata. Nie ma nic cudowniejszego zimą jak otworzyć słoik z truskawkami, porzeczkami, ogórkami, śliwkami itp. Micha od razu się cieszy :)
Właśnie w moich słoikach zalęgły się porzeczki w kilku odmianach i agrest.
Ostatnio pisałam o tym i dżemy porzeczkowe odbiły się szeroko wśród was. Mam nadzieję, że wszystkie pytające osoby skorzystały z porad i wyszło wam smacznie. Ku pamięci trochę zdjęć. Zdjęć półproduktu bo wiecie...moje słoiki nie mają koronkowych ubranek:) Nie nadążyłabym ich poubierać bo to nie kilka słoiczków ale kilkaset. Po sezonie zamieszkują szafy i etażerki a od zeszłego roku mam w garażu niezłe szafiszcze. Półki na metalowych wspornikach, nośność 100 kg na jedną. Mam gdzie trzymać w każdym razie;)
Gorąco chciałam polecić jeszcze jeden przepis na zimowe cudo. Czerna porzeczka- źródło witaminy c. Wiecie, że 100 gr tego owocu pokrywa prawie 260% dziennego zapotrzebowania na tę witaminę? Można złapać odporność prawda?
Proponuję Wam zatem kompot z czarnej porzeczki. Porzeczek wrzucam mniej więcej 1/3 garnka ( w moim przypadku 7L), zalewam wodą, słodzę dość dużo. Doprowadzam do wrzenia i gotuję kilka minut. Przelewam do butelek, rozcieńczam pół na pół z wodą i do lodówki. Rozcieńczam gdyż ten wywar jest baaaardzo aromatyczny. Pijemy ze smakiem. Takie samo mam oczywiście również w słoikach na zimę:)
W tym roku porzeczki i agrest już przerobione na kompoty i konfitury. Czekam na ogórki:)
Apropos rowerów. Uwielbiamy nasze wycieczki po okolicy. Wystarczy troszkę odjechać, skręcić w nieuczęszczaną drogę i naszym oczom ukazują się dawne domostwa, zapuszczone lub zamieszkałe, stare kapliczki, drewniane elewacje...
Dodam, że skrzynka pocztowa ze zdjęcia jest wysokości pokrzywy, siedzi w krzakach nie wiedzieć czemu:)
Troszkę ornitologii:)
I pól ukochanych! Uwielbiam ich zapach!
A jak leniuchujemy w ogrodzie to jemy. Przy gotowaniu oczywiście się nie przemęczamy. Oto przepis na zapomniany obiad. Wstawiasz i zapominasz!
Kawałki kurczaka marynujemy wcześniej w:
- sól, pieprz
- trochę ostrej papryki
- czosnek przeciśnięty przez praskę
- sos barbecue
Wymieszać, pobełtać i wstawić do lodówki na dzień czy dwa. Następnie zawinąć w folię aluminiową i położyć na grillu czy wręcz wrzucić do palącego się ogniska. Po 20 minutach obiad gotowy a kucharz robi co chce przez te 20 minut:) Do tego jakaś sałatka z warzyw sezonowych czy smażone, młode ziemniaki w ziołach. Podlać kompotem, zjeść na ładnym talerzu. Pycha, polecam gorąco!
Wieczorami zgłębiam tajniki art journalingu:) A co!
Pokażę następnym razem a...i ganek. Ganek mój zmienił oblicze na bardziej prawe ale co by was nie zanudzać...:)
Pozdrawiam serdecznie
Korzystajcie z lata!
Tymczasem
Polinka
Sobota, ósma rano:)
To szczególny czas w moim domu, kiedy wszyscy jeszcze śpią. W zasadzie prawie, bo synek nie śpi...
Wieżę odpalił i słucha czegoś, czym nakarmił go tata. Sabaton- szczególnej szwedzkiej grupy heavy metalowej. Dobrze śpiewają, historię znają i mają odwagę poruszać trudne tematy. "Warsaw- city at war". Tak kochani- zaśpiewali o powstaniu warszawskim, teledysk ilustrując oryginalnymi zdjęciami. Śpiewali też o Wiźnie...czterdziestu czterech na jednego.
Piszę o tym z powodu gorącej dyskusji pod ostatnim postem.
Wszystkim bardzo dziękuję, gorąco i szczerze. Za odwagę wypowiedzi, za chęć podjęcia tematu. Szczególnie dwie anonimowe osoby- Mira i Ella- przytulam Was mocno, dziękuję i proszę o więcej:) Ondrasza wypowiedziała się bardzo szczegółowo i odważnie. Absolutnie dziękuję za wszelkie głosy i myślę, że warto poruszać takie tematy. Warto odważnie iść do przodu z głową podniesioną i poglądami na języku. Własnymi poglądami oczywiście, bo je też trzeba mieć. Ach, kolega się ostatnio na ten temat wypowiadał ale nic to.
Ja w każdym razie dziękuję najmocniej.
Sabaton dla was- bardzo lubię ten utwór.
I inne też:
Obiecałam pod ostatnim postem trochę wątków kulinarnych.
Co roku, w Dzień Niepodległości Ukochany mój świętuje imieniny. To dzień świętego Marcina
i niektóre miasta mają obowiązek wspominania. W Poznaniu co roku pieczone są specjalne rogale...
Nasz dom leży jakieś 270 km od tego miejsca ( widzisz Anula, jak daleko?:) ale swoją tradycję też chce mieć.
Tak więc co roku będziemy piekli kaczkę. No, ja będę piekła:)
Specjalna okazja gdyż święto podwójne. Niepodległa kaczka dla Marcina co na białym koniu czasem:)
Kaczkę upiekłam tradycyjnie- w jabłkach i buraczkach:) Kaczka też jest tradycyjna, z gospodarstwa.
Ptaszysko natarłam dzień wcześniej solą, majerankiem i czosnkiem. Poleżała sobie noc w lodówce, przeszła porządnie. Wsadziłam bo brytfanny ( swoją drogą cóż za piękna nazwa- brytfanna), obłożyłam jabłkami, owoce też wsadziłam do środka.
Piekłam jakieś 2 godziny w 180 stopniach.
To tego buraczki, marcheweczka i wino z hiszpańskim temperamentem. Sto lat kochany! A kaczka wszystkim smakowała.
Na deser szybciutko usmażyłam pączki z serka homogenizowanego. Polecam ten przepis wszystkim- i pracowitym gospodyniom i tym bardziej stonowanym:)
Pączki z serka:
-250 gr serka homogenizowanego waniliowego
- 3 jajka
- 1,5 szklanki mąki
- łyżeczka proszku do pieczenia
- trochę cukru
Mieszamy wszystko i smażymy na rozgrzanym tłuszczu. Smażymy takie kulki nakładane łyżką.
Odsączamy na papierze i posypujemy cukrem pudrem. Z jednego serka wychodzi porcja na raz dla czterech osób i zawsze pozostaje niedosyt:) Przepis polecam.
Ja gotuję a kochany garnki lepi i tak powstała lampa:) Jak ja ją strasznie lubię:) Daje cudne światło.
Miała być do salonu ale pozostaje w sypialni bo wieczór z nią spędzony...ach.
Bańka jak to się mówi jest absolutnie oryginalna, wiejska. Dostałam ją jak już przerdzewiało dno:)
Zrobiłam też komin i teraz czekam na śnieg i mrozy prawdziwe. Za modelkę posłużyła córka. O matko, wasze też tak szybko rosną? Nim się obejrzę osiemnastka w domu będzie!
Jest jeszcze troszku do pokazania ale niezły bigos wyjdzie z tego posta więc się powstrzymam.
W głowie zaszumiało mi ostatnio i ogłaszam święta:) Cudowny, magiczny czas nadchodzi i przygotowania czas zacząć. Widziałyście ostatnie wydanie Mojego Mieszkania? Nie mogę go z łapsk własnych wypuścić wręcz. Tyle inspiracji, tak wspaniały klimat:) Asi gratulujemy domu oczywiście.
Przez tę gazetę drugi dzień na pewnym portalu zakupowym siedzę:) Wynikiem zakupienie materiału na obrus więc nie jest źle:) Beżowy w serduszka ludowe.
Teraz to już tylko chyba o świętach będzie:) Polecam wam sklep Oli, koleżanki naszej:) Będzie od poniedziałku miała cudeńka, same unikaty a tymczasem ja zakupiłam u niej bombki prosto z Bollywood:)
Ach, święta w tym roku ponownie będą szczególne:)
Dzieciaki już czekają jak na dostawę tlenu.
Miłego dnia wam życzę, odpoczywajcie
Polinka
Nie czujecie się rozpieszczani przez tegoroczną jesień?
Wychodzę dziś po szczypiorek do ogródka rano a tam ciepły wiatr, pełne słońce. Tak bajkowo
i przyjemnie, że nie ma pewności czy to późna wiosna czy jesień:) Skutek takiej pogody widoczny namacalnie, gdyż w piecu nie trzeba za mocno palić, co z kolei ma cudowny wpływ na nasz portfel:) Piękne rozmnożenie kasy na wydatki osobiste:)
Pracuję jak wiecie. Kobieta pracująca ma to do siebie, że lubi wracać do domu:) W domu się relaksuje, chce się jej wiele rzeczy. Zaczęłam nawet piec ciasteczka motywowana silnie przez córkę:) Wczoraj były babeczki z kruchego ciasta z kajmakiem i orzechami. Zdrowo i przyjemnie, choć niewątpliwie silnie odżywczo dla organizmu.
Ciacho kruche:
350 g mąki
175 g margaryny
3 rozbełtane żółtka
dwie łyżki lodowatej wody
szczypta soli
45 g cukru
Wyrobić, schłodzić. Przepis pochodzi z angielskiej książki kucharskiej i powiem wam, że sprawdza się nieźle.
Schłodzonym ciachem wykleić foremki do babeczek, tradycyjne, metalowe. Piec w 180 stopniach do zrumienienia.
Jak przestygną napakować łyżeczkę kajmaku (kupny lub samemu go zrobić gotując przez godzinę puszkę mleka skondensowanego słodzonego) i przysypać orzechami włoskimi mężem łupanymi:)
Smacznego:)
W ten weekend kisiliśmy również kapustę. Robimy to od kilku lat i już nie wyobrażam sobie innego smaku kapusty. Składniki mojej to sam produkt czyli kapusta, marchew i sól. Robię tego niezbyt dużo i zawsze pasteryzuję w słoikach.
Odkryliśmy patent na ugniatanie. Nasypać poszatkowaną kapustę do miski, przesypać solą
i postawić Marysię:) Marysia powinna mieć małe nóżki ale szybkie. Jak tak podrepcze po kapuście to mamy po robocie. Przekładamy do glinianego pojemnika, przyciskamy kamieniem aby płyn był na wierzchu. Po jakimś tygodniu kapucha gotowa. Pyszna i zdrowa, kiszonka jak za dawnych lat.
Staramy się naładować akumulatory przez zimą:) Spacery na to najlepsze oraz otaczanie się energetycznymi kolorami.
Ten gość to Luis:) On zdecydowanie uwielbia spacery:)
Pracuję nad salonem i w najbliższym poście podrzucę kilka zdjęć. Są zasłony, są karnisze, mleczna nalewaczka, aniołek kupiony, filuję za górką od kredensu która skrywać będzie porcelanę:)
Jedno jest już dziś pewne- uwielbiam ten salon. :)
Idę złapać za pędzel, może jakieś nowe płótno wymodzę:)
Dziękuję Wam za wszystko i przepraszam, że czasem chwilę mi zajmie odpisanie na maila:)
Pa, buziaków 102
Polinka
O mamo:) salon mój utknął w niewiedzy:)
Z małym poślizgiem z braku sił wykonał się remont salonu. Wykonuje właściwie... ściany pomalowane, wszystko odświeżone, szafa pobielona. Mężowskimi rączkami robi się lampa, bielą lampiony i tak powolusieńku wszystko się zmienia.
Mam naturalną tendencję do gromadzenia masy różnych rzeczy, przywożenia pamiątek z każdego wyjazdu. W ostatnim czasie salon mój wybitnie pękał w szwach od ilości obrazów, klamotów, kwiatków i bratków. Po malowaniu postanowiłam go odgruzować i taki inteligentny look nadać:)
Ha! Inteligentny to on może teraz jest ale jakiś nie mój:) Brakuje mi mojego bałaganu i tysięcy rzeczy. Odniosłam jednak sukces, gdyż w końcu uświadomiłam sobie, o co chodziło Kubusiowi Fataliście w stwierdzeniu: "im więcej zmian tym świat mniej się zmienia".
Natury ludzkiej nie zmienisz jak widać i po chwilowym zachwycie moim pustawym salonem poszukuję...nowych starych mebli:) Może jakaś szafka na ścianę czy komoda?:) Zachciało mi się moje skromne zbiory Bawarskiej porcelany wyeksponować. Przy okazji ilość porcelany też będzie można powiększyć:) Joł:)
Zerknijcie duszki drogie...może komuś jakiś cudny pomysł się nasunie i się podzieli?
Salon bezosobowy niestety... Jednocześnie nadzieja jest bo w trakcie pisania posta w zasadzie w głowie powstał nowy pokój:) Taak, koronki i porcelana, delikatnie i vintage:) Maszyna do szycia marki Mercedes już stoi na parapecie jednak zobaczycie ją jak zawisną zasłony bo chwilowo nawet karnisza nie ma. Maszyna jest szacowna, po dziadku męża a otaczają ją anioły:) O, tak! Anioły ja lubię bardzo i to jest dobry kierunek:) Joł! Jak to dobrze szare komórki przewietrzyć:)
Wieczorami męczyłam szydełko lub ono mnie męczyło:) Strasznie chciałam już skończyć firaneczkę do sypialni i mam:) Prezentuję niniejszym:)
Cięzko było sfotografować całość bo albo widać okno, albo firankę:) Starałam się w każdym razie:)
Robótkowo teraz kolej poncha które cały czas " w trakcie" oraz szydełkowej chusty na chłodne dni. Macie może jakiś fajny wzór- ładny i niezbyt pracochłonny? Będę zobowiązana a włóczkę już mam:) Aaa no i otulacz na drutach ale nie można mieć wszystkiego:)
Wielkimi krokami zbliża się do nas malowanie kuchni. Miało być razem z salonem ale ciało zastrajkowało, zakwasy się pojawiły jak malowane i szlus:)
Kuchnia zmieni oblicze lampy nad stołem. "Renatko zmysłowa i pomysłowa", ja ci dobrze pamiętam niewybredny komentarz o mojej lampie po poprzednikach:) Zmobilizowałam się z całych sił i mężowską ręką nowe nadchodzi:) Dzięki kochana:)
Tylko ja taką będę miała ze starych fabrycznych, emaliowanych...wkrótce:) Cieszę się jak Zenek
z bateryjki:)
I druga....nieśmiała do salonu będzie z kanki słusznej, ale ją pokażę już gotową:) Niebawem:)
Przewertowałam też stronę producenta lamp tak przy okazji.
Pozdrowię was teraz znad miski zupy dyniowej (swoją drogą czyż nie jest ona przereklamowana?)
i oddalę się:)
Trzeba meble i anioły znaleźć:)
Dziękuję, całuję:)
Polinka
Już sierpień drodzy moi. Jak ten czas leci...
Macie czasem wrażenie, że wasze życie płynie zgodnie z oczekiwaniami? Że jest wszystko dobrze, nic nie trzeba zmieniać?
Ja tak mam od jakiegoś czasu.
Wstaję rano, robię kawę i wychodzę boso do ogrodu ją wypić. Dookoła zieleń, kwiaty całkiem nieźle kwitnące, cisza i śpiew ptaków. Siadam w zaciszu parasola ogrodowego i oddycham głęboko. Oddycham życiem, które toczy się obok mnie.
To również czas na marzenia od których czasami głowa pęka. Zawsze byłam Andzią, Andzią z Zielonego wzgórza, taka natura dzika bzika:) Niebawem prawdopodobnie nabawię się piegów i rudych włosów, bo marzeń z każdym rokiem jest więcej. Marzę o spokojnym domu, kochającej rodzinie, pomyślności dla bliskich, o podróżach i spokoju każdego dnia.Wierzę, że jeśli się czegoś naprawdę che, dobrze się do tego nastawi, to każde marzenie jest do spełnienia. I tak mi się dzieje. Jakbym każdego dnia rzucała magiczne zaklęcie...
Ostatni tydzień obfitował w robótki ręczne:)
Zachciało mi się podkładek różnej treści, pod talerzyk i kubeczek, infantylnych w swej prostocie:)
Obdarowałam już swoją czteroosobową rodzinkę ale robię dalej bo strasznie mnie wciągnęło:) Muszę poszukać gdzieś okrągłego taboretu i podarować mu taką sukienusię:) Tylko skąd wziąć taki taborecik? Hihi, kiedyś w domu takie stały ale już od dawna na śmietniku:)
Pojawiły się też poduchy do salonu.
Jakość tych zdjęć może nie jest do końca zadowalająca ale korzystam z aparatu synka pięcioletniego:) Każdy orze jak może, do przodu z uśmiechem na ustach.
Na płótnie zapisałam wspomnienia z pewnego spaceru... Wisi sobie teraz w towarzystwie żniw, obok mojego biurka. Ciekawe, czy będę je przewieszać jak już śnieg spadnie, czy wręcz przeciwnie:)
Macie ochotę na świeże ogóreczki kiszone, czy małosolne jak nie wytrzymacie do ukiszenia?
Podaję przepis, wypracowany metodą prób i błędów. Dla mnie takie ogóry są najlepsze i zawsze tak robię. Zalewa do ogórasków:
- chrzan trochę, na jeża
- koper zielony- ile się zmieści bo to on daje aromat
- liść czarnej porzeczki jeśli macie do nich dojście
- czosnek w ilości jak kto lubi, ja daję sporo. Warunek jest tylko taki, że musi być to czosnek polski, bo jest odpowiednio ostry i ma bogatą nutę zapachową
- woda z solą w proporcji dwie łyżki na litr wody
Upycham ogórki z całą resztą w słoikach, dość ścisło. Zalewam gorącą wodą z solą i odstawiam na 7-10 dni z lekko poluzowaną pokrywką, aby dochodziło powietrze. Należy pamiętać, że ogórki muszą być całkowicie zanurzone aby nie gniły. Po tym czasie dokręcam pokrywkę i pasteryzuję 5-10 min. Ostawiam do góry nogami i czekam do wystudzenia.
Tak zabezpieczone ogóraski stoją sobie latami w ciemnym miejscu i są zawsze w pełnej gotowości do spożycia.
Zaczęłam kisić po wyprowadzeniu się na wieś. Dziś już nie wyobrażam sobie ogórka ze sklepu, nie kupuję. Mają zupełnie inny smak, aromat, są pełne chemikaliów. A z moich? Wypijamy nawet tę zakiszoną wodę, bo jest pełna witamin i zdrowia:)
Co ciekawe, jedzenie na wsi da się zawsze jakoś zorganizować:) Ludzie wzajemnie robią sobie prezenty, oddają nadwyżki. Ktoś da ci koper, inny ma za dużo ogórków lub krzywe, to ci je da:) Nie bardzo rozumiem dzisiejszą modę. Czy z deka skręcony, mały ogórek to jakiś grzech? Dla mnie takie najlepsze, rozkosznie fikuśne i smakowite:) Na ząbek.
Jutro ciekawy dzień przed mną. Tak się składa, że zawsze piątego sierpnia przez moją wieś przechodzi pielgrzymka do Częstochowy. W pierwszym roku byłam kompletnie zszokowana,mieszczuch takich rzeczy nie widywał. W zasadzie nie wiedziałam, co mam zrobić, kiedy przy moich drzwiach stanął kwatermistrz i pyta o nocleg. Ło matko, obcych ludzi tak pod dach? Przyjęłam i od tamtej pory to coroczna tradycja. Są lata chudsze i tlustsze. W naszym domu sypia od czterech do osiemnastu osób, wedle potrzeb:) Martucha z Weroniką pojawia się co roku, Justynka też. Dziś dzwoniłam i wiem, ze jutro niezawodnie będą.
Blogowe moje koleżanki, jeśli któraś z was wędruje z pielgrzymką warmińsko- mazurksą, z Mrągowa i okolic to zapraszam:) Dajcie znać na przyszły rok, bo teraz zapewne nie czytacie:) Niech mój dom będzie też waszym przez tę jedną noc. Bo jak mawiają, gość w dom to Bóg w dom i chyba nie ma w tym przesady. A mój dom lubi być gościnny:)
To dobrzy ludzie wiecie? Przynoszą ze sobą jakiś taki spokój wewnętrzny i radość. Bo w końcu oni idą ponad pięćset kilometrów, każdy w swojej intencji i zdecydowanie dobrze im z tym.To fajna tradycja. A wiecie jak moja wieś się cieszy? Masa ludu wychodzi ich przywitać a oni witają nas śpiewem. Akurat cała grupa przechodzi obok mojego domu, bo mieszkam na końcu wsi więc na początku ich wejścia. Tak od d...strony:) Łups, sori:)
Kilka migawek z ostatnich lat 7 lat:)
Na zdjęciach i Marta i Justyna. Fajne dziewczyny. U Marty w Mrągowie byłam z rewizytą i strasznie miło wspominam.
Znikam szykować się na gości a Wam życzę odpoczynku pełną gębą. I dobrej pogody zdecydowanie.
Za siebie kciuki również trzymam bo wyjeżdżam nad jezioro jak tylko moich pielgrzymów pożegnam. Taki intensywny czas ale to dobrze.
Dziewczyny kochane wszystkie. Jeśli u kogoś nie bywam tak często, jak tego oczekuje to wybaczcie. Nie ogarniam roboty i wypoczynku i czasem nie starcza na zajrzenie do was. Jesienią się poprawi, wiadomo. A teraz, jak wrócę z wypoczynku zorganizuję wam Candy. A co tam:)
Oooo, cienko:)
Ostatnio w naszym domu to ulubione powiedzenie:) Oooo, cienko.
Cienko jest, bo aparat się zepsuł. Postanowił zrobić 25,500 zdjęć i zakończyć działanie migawki. Pojechał skubany na wakacje i tak się zrelaksował:) Oooo, cienko:)
Jak ja mam teraz lale moje kochane pokazywać cokolwiek? Nie wiem, co mam robić, kupować nowy czy remontować mojego poczciwego gościa? Boję się, że jak się przesiądę z lustrzanki na kompakt, to mogę srogo pożałować. Niby moja starowinka już siedem lat ma, ale zawsze byłam z tych zdjęć zadowolona. Z drugiej strony technika też poszła ostro do przodu, więc mogę być pozytywnie zaskoczona. Macie jakieś prywatne opinie?
Myślę o Nikonie małpce, malutki i fioletowiutki we wzorki, taki do kieszonki, gdyż zawsze denerwowało mnie noszenie mojego aparatu, wymiennych obiektywów, filtrów do nich, przejściówek itp. Najlepiej jednak bym go wcale nie wymieniała, ale serwis to też kasa. Uprzejmie proszę o radę:) i dziękuję po stokroć.
Wakacje się odbyły:)
Już kiedyś pisałam, że mieszkam na wsi a na wakacje jadę do puszczy. Relaksuje mnie niczym niezakłócony kontakt z przyrodą, cisza, spokój, harmonia człowieka ze światem. Odpoczywam patrząc się na taflę pustego jeziora, spacerując po pustkowiach, podglądając przyrodę. Na zatłoczonym deptaku mnie raczej nie szukajcie.
Często wybieram spanie pod namiotem, gdyż rozkładam go tylko w
miejscach dalekich od cywilizacji. Wszystko legalnie oczywiście, na
jakimś polu czy u kogoś na działce. Byle woda blisko, nikogo wokół. No i
rybka! Pierwsze, o co pytamy po przyjeździe, to gdzie jest RYYYBA. Jak
Rico z Madagaskaru i jego ryba. Wszystkie mamusie młodocianych pewnie
wiedzą:) Całą rodziną uwielbiamy rybę, ale tylko świeżą. W mojej szerokości geograficznej sprzedają mrożone, marketowe, z "niewielką" ilością glazury. Rybka znika po rozmrożeniu, więc nie kupuję. Chińskiej pangi czy tilapii też nie kupuję, bo to śmierć na talerzu. Na wakacjach więc pierwsza potrzeba to znaleźć ryybę:)
Jakie to wszystko pyszne! Świeża ryba to jest ktoś:) Uwielbiam szczupaki, sandacze, pstrągi, sielawy, karpia świątecznego chętnie zamieniłabym na lina, płoteczka też kiepska nie jest. Podrośnięty leszcz również, bo każda świeża ryba jest pyszna. Podróżuję z własną patelnią, smażę na potęgę, zajadamy ze smakiem wszyscy. Ryyyba:)
Nad morzem z wolnym miejscem jest gorzej, wiadomo, ale polecam Rozewie. Plaża pustawa bo trzeba najpierw pokonać klif a nie każdy ma na to ochotę:) Nad morzem oczywiście dorsz, duuużo dorsza bo najlepszy na świecie. No i wędzone- te kocham wszystkie. Nic nie pobije wędzonego pstrąga ze Swaderek pod Olsztynem. Polecam szczególnie.
Muszę znaleźć dostawcę ryby raz w tygodniu do mojego domu:)
Krajobrazy na urlopie są równie ważne. Puste najlepsze.
Macie ochotę spotkać mnie latem? Szukajcie tam, gdzie nie ma ludzi:) W lesie, na pustkowiu, na łące, nad pustym jeziorem na krańcu Polski...albo w kolejce po rybkę:)
Albo nad morzem, bynajmniej nie we Władysławowie:)
Na pustawej plaży czasem się nawet zdarzy tęcza:) Zbieram kamienie, patyki, czasem maleńkie muszelki. Przywożę do domu i wykorzystuję do dekoracji, takie wspomnienia zatrzymanych chwil.
Mieszkamy w pięknym kraju moi drodzy i ja bardzo to doceniam:)
Na wakacjach zawsze poszukuję mijscowych "domow towarowych", Gs'ów itp. Można tam znaleźć prawdziwe perełki do wystroju domu. Różowej emalii niestety nie było i każdy się w głowę pukał, ale były kubaski:) Kawusia z nich na łonie to prawdziwa przyjemność:)
A i Pepco się trafiło więc nabyłam pudełko na przydasie. Należy wiedzieć, że najbliższy taki sklep dla mnie to 40 km do pokonania, wiec często nie bywam.
W trakcie wypoczynku spotkała mnie frajda. Moje internetowe pisadełko otrzymało kolejną nagrodę. Beatka podarowała mi takie dzieło:) za co bardzo dziękuję:)
No to robotę czas wykonać:)
Nagroda THE VERSATILE BLOGGER AWARD - BLOGGERSKA NAGRODA UNIWERSALNA
kieruje się pewnymi zasadami, a mianowicie;
~ nominowana osoba pokazuje nagrodę
~ dziękuje za nominację
~ ujawnia 7 faktów o sobie
~ nominuje 7 blogów
~ informuje o nominacji blogi nominowane
Siedem cudowności o mnie:) Wiecie, jakie to trudne bez podpowiedzi? Co ja mam o sobie napisać?
1. Główne motto życiowe- Today is the best day in my life o czym staram się pamiętać i wyciskać każdy dzień jak cytrynkę.
2. Lubię ludzi, tak po prostu.
3. Dom i rodzina to dla mnie pępek świata.
4. O matko!.... Dużo czytam, książki, gazety. Czytadło, a często wiele czytadeł, jest na stałym wyposażeniu mojej sypialni, gdyż zazwyczaj czytam wieczorem.
5. O mateńko!... Robótki ręczne to moja pasja- szydełko, druty, malowanie, decoupage, haft, patchwork, klejenie, cięcie, cudowanie, ikebana. Upiększam dom rękodziełem na maksa:)
6. O matuleńko!... Jestem romantyczką. Szybko się wzruszam i płaczę. Sentymenty gonią sentymenty:)
7. Oł, joł! A tak do rzeczy- brzydka, gruba, prosta baba ze mnie! Joł!
Ślicznie dziękując za docenienie puszczam zachwyty dalej:
Dałabym każdemu, wiadomo, ale jest tylko siedem, toteż dałam siedem, z wielu względów, tym dziołchom:)
Jeju, o innych rzeczach innym razem bo ja do was jeszcze muszę powpadać:) A lektura taka miała być, że hej!
Na koniec coś optymistycznego. Enjoy:) Może takiego to ja często nie słucham, ale sprawdźcie bo czlowiek wie, co mówi:)
Na koniec tradycyjnie dziękuję za Waszą obecność tutaj, dzięki, ze wpadacie. Serdeczności i trochę ochłody chyba nie? Ale nie za dużo:)
Tymczasem
Ps. Nie gniewajcie się, że ja zawsze pędzę w tych postach ale tyle sie chce napisać a czas leci jak szalony. No to pa!