Zmęczona jak nieszczęście, ale mamy to!
Cegła i tapeta wylądowały na swoim miejscu. Latami słuchałam od Ukochanego, jakim złem jest tapeta, jak trudno się ją układa, ile zachodu zajmuje przygotowanie ścian, przez co podchodziłam do tematu niechętnie. Dziś wiem, że było warto, układa się wspaniale, metrów przybywa natychmiast, robota jest czysta i przyjemna. Do tego zobaczyć błysk w oku ślubnego i nutkę podziwu- bezcenne!
Niebawem pokażę zdjęcia gotowych projektów a dziś będzie krótko
o majówce.
Jak wypoczywacie moi mili? W domowym zaciszy czy raczej wyjazdowo?
Pogoda nas w tym roku niestety nie rozpieszcza ale jestem przekonana, że część z was wyjechała.
Cudze chwalicie a swego nie znacie... Chciałabym z wami na ten temat trochę porozmawiać. Czy w waszej okolicy są miejsca warte odwiedzenia
z rodziną w weekend? Z całą pewnością! Może zastanówmy się nad wypromowaniem ich? Może chętnie byście pojechali a nawet nie wiecie, że warto?
Ja zaproponuję wam Oporów, pomiędzy Płockiem a Łodzią, nieopodal Kutna.
Mieści się tam ceglany zamek wzniesiony w stylu gotyckim w XV wieku przez biskupa kujawskiego Władysława Oporowskiego. Dawniej stanowił centrum rozległych dóbr ziemskich rodu Oporowskich herbu Sulima.Przechodził z rąk do rąk a dziś krążą o nim legendy, które zaczerpnęłam z wikipedii.
Władysław Oporowski miał ponoć wybudować podziemne, ukryte przejście
z zamku do pobliskiego klasztoru oo. Paulinów. Po latach miała je odkryć oporowska kasztelanka, która była zakochana w miejscowym przeorze.
W tunelu miało dochodzić do spotkań kochanków, lecz pewnego razu owe przejście zawaliło się, grzebiąc na zawsze zakochanych. Nie jest jasne, czy było to spowodowane gniewem Bożym, czy też mężowskim. Według legend, do dziś można usłyszeć jęki nieszczęsnych kochanków, dochodzących zza kaplicy zamkowej. Duchy zmarłych mają też pojawiać się przy murach zamku oraz przechadzać się po korytarzach klasztoru. Pamiątką po owym zdarzeniu jest głaz, leżący na tak zwanym zapłociu. Legenda panny i jej kochanka nadal jest żywa, bo w 2010 roku zamkowy monitoring miał zarejestrować tu tajemnicze zjawiska. Stało się to 15 lipca 2010 roku, kiedy to o 3 nad ranem zamkową kaplicę wypełniła tajemnicza i pulsująca poświata. Ponadto zarejestrowano krążący po podłodze promień i białe obiekty, włączył się też alarm. Niecały tydzień później (20 lipca) sytuacja się powtórzyła. Nagranie umieszczono w serwisie YouTube.
Znana jest tez legenda o tak zwanej „Białej Damie”. Miała nią być kasztelanka Barbara Tarnowska, żyjąca na zamku w XVII wieku. Jeden z jej sług miał na łożu śmierci nawrócić się na katolicyzm. Kasztelanka kazała pobić kapłana, zdążającego do umierającego sługi. Ksiądz zmarł,
a oo.Paulini przegrali proces z Barbara Tarnowską, lecz i tak spotkała ją kara, a jej duch ponoć nadal błądzi i cierpi męki.
Z kolei późniejszy właściciel oporowskich dóbr, szlachcic litewski Józef Sołłohub, jest związany z inną legendą. Miał on zaprzedać duszę diabłu w zamian za bogactwa. W czasie panowania Sołłohuba odbywały się liczne i huczne bale, polowania i uczty, pełne wytrawnych dań i przepychu. O ich skali opowiadano ponoć przez długie lata, co mogło dać powód do stworzenia tej barwnej legendy.
Zapraszam, zaplanujcie sobie tę podróż.
Z przyjemnością zobaczę, co można ciekawego obejrzeć w waszej okolicy. Podzielcie się, być może będzie to początek wielkiego, blogowego podróżowania.
Serdeczności
Polinka
Rury i konstrukcje stalowe znajdziecie pod adresem
http://www.sandc.pl/konstrukcje-stalowe/transporteryslimakowe
niedziela, 30 kwietnia 2017
czwartek, 27 kwietnia 2017
Top ten
Nowości wnętrzarskie, dekoracje na topie, choćbyśmy się zarzekały, że nas nie interesują, jednak przenikają i pojawiają się w naszych domach. Jest dokładnie jak z modą, prędzej czy później nosimy jeansy z dziurami czy trampki na koturnie. Przyznacie, że coś w tym jest.
Na mnie to oddziałuje niewątpliwie, choć od wielu lat wystój mojego domu nazwałabym własnym:) Własnoręcznie wybieram spośród nowości i sukcesywnie wprowadzam do wnętrz.
Mój "top ten" na najbliższy czas jest rewolucyjny!:) Jak na mnie przynajmniej.:)
W weekend ułożę cegłę na schodach i odmaluję. Zaraz potem zabieram się za kładzenie tapety...w kratkę. Każdy, kto widział Szelągowską wie dokładnie, o co chodzi:) Ona może za dużo jej położyła w swoich programach, ale nie kładła u mnie w domu:) Podoba mi się bardzo. Dla nastolatki w sam raz, wyrazista i śliczna. Nie mogłam się oprzeć w sklepie choć długo myślałam. Nuuuda ale wolę mieć ją u siebie niż nie:)
Sypialnia również przechodzi metamorfozę za sprawą koloru złotego. Mam już zasłony, ramę bez lustra, teraz dołożę pałacowe poduchy oraz chwosty. Do tego klimatu bardzo pasują mi miedziane, zabytkowe dodatki.
Jak widzicie w powyższych propozycjach jest dużo klasyki oraz nowoczesności. Dokonuję własnych wyborów, niekoniecznie kierując się modą. Warto obserwować rynek, przestawiać i wszystko dobierać względem siebie. Nie wolno też urządzać wnętrza w sieciówce:) Okej, ktoś się postarał i stworzył pokój do kupienia, wszystko do siebie idealnie pasuje, wystarczy wstawić, ale chcąc mieć coś swojego nie wolno takich rzeczy robić. Jak dziś pamiętam korytarz koleżanki przeniesiony wprost z sieciówki, było bardzo ładnie i...jak nie u niej. Grunt, że pasowało:)
Jakie są wasze plany na najbliższe zmiany? Podzielcie się!
Serdeczności
Polinka
Przepustnice powietrza znajdziecie na stronie medynski.pl http://www.medynski.pl/category/przepustnice
Na mnie to oddziałuje niewątpliwie, choć od wielu lat wystój mojego domu nazwałabym własnym:) Własnoręcznie wybieram spośród nowości i sukcesywnie wprowadzam do wnętrz.
Mój "top ten" na najbliższy czas jest rewolucyjny!:) Jak na mnie przynajmniej.:)
W weekend ułożę cegłę na schodach i odmaluję. Zaraz potem zabieram się za kładzenie tapety...w kratkę. Każdy, kto widział Szelągowską wie dokładnie, o co chodzi:) Ona może za dużo jej położyła w swoich programach, ale nie kładła u mnie w domu:) Podoba mi się bardzo. Dla nastolatki w sam raz, wyrazista i śliczna. Nie mogłam się oprzeć w sklepie choć długo myślałam. Nuuuda ale wolę mieć ją u siebie niż nie:)
Sypialnia również przechodzi metamorfozę za sprawą koloru złotego. Mam już zasłony, ramę bez lustra, teraz dołożę pałacowe poduchy oraz chwosty. Do tego klimatu bardzo pasują mi miedziane, zabytkowe dodatki.
Jak widzicie w powyższych propozycjach jest dużo klasyki oraz nowoczesności. Dokonuję własnych wyborów, niekoniecznie kierując się modą. Warto obserwować rynek, przestawiać i wszystko dobierać względem siebie. Nie wolno też urządzać wnętrza w sieciówce:) Okej, ktoś się postarał i stworzył pokój do kupienia, wszystko do siebie idealnie pasuje, wystarczy wstawić, ale chcąc mieć coś swojego nie wolno takich rzeczy robić. Jak dziś pamiętam korytarz koleżanki przeniesiony wprost z sieciówki, było bardzo ładnie i...jak nie u niej. Grunt, że pasowało:)
Jakie są wasze plany na najbliższe zmiany? Podzielcie się!
Serdeczności
Polinka
Przepustnice powietrza znajdziecie na stronie medynski.pl http://www.medynski.pl/category/przepustnice
wtorek, 25 kwietnia 2017
Przegląd prasy
Za oknem leje deszcz. To świetnie! Pomyślałam sobie i uśmiecham się szeroko.
Bo dlaczego mam się nie uśmiechać? Wszystko jest kwestią podejścia a dla mnie deszcz to zielony ogród.
Zielony to wg Pantonu kolor tej wiosny...zielony dla nas wszystkich zawsze jest kolorem wiosny i na zielone właśnie czekamy.
Ja tu gadu gadu a będzie o wnętrzach jak zawsze.
Wedle najnowszych trendów wnętrza wypełnione antykami, gobelinowymi poduchami, strojnymi zasłonami w tym sezonie są faux pas. Wnętrza w stylu skandynawskim, ze względu na swój chłód też już nie są na miejscu. Teraz poszukuje się ciepłych wnętrz skandynawskich:) Skoro dosłownie ciepłych to może przenieśmy do nich gobelinowe poduchy i stwórzmy wnętrze zgodne z aktualnymi trendami?
"Wnętrza urządzane w 2017 roku mają być przede wszystkim przyjazne dla domowników". Tu się muszę zgodzić, tylko rozszerzę ten trend na wszystkie sezony robiąc go ponadczasowym...:)
Czytając dalej: " Trend na ciemne wnętrza to odpowiedź na trudne czasy geopolityczne. Ze względu na niestabilną sytuację na świecie ludzie potrzebują wnętrz przytulnych, które pomogą im zapewnić atmosferę bezpiecznego schronienia. Stłumione, ciemne kolory idealnie nadają się do stworzenia takiego klimatu. Jest to trend stojący w opozycji do jasnych i otwartych wnętrz w stylu skandynawskim, które dominowały przez wiele sezonów."
Czytam dalej, że "hygge" już nie jest w modzie teraz przechodzimy na... "analogue workshop" czyli wszyscy szybko do garażu, podręcznik "Zrób to sam" do ręki i dbamy o tradycję rzemiosła w Polsce.
Kochani, zastanawiam się czasem, kto pisze te mądrościowe teksty? Czy temu komuś coś dolega?:)
Miałam ochotę poszukać, zainspirować się a stwierdzam jedynie, że droga, którą wybieram, własna, jest jedyną słuszną. I tak co jakiś czas powracają wzorce, przerabiamy szafki na stoliki, wyciągamy narzuty z pawlacza, doszywamy kwiatki. Mam wrażenie, że wszystko już wymyślono.
Też tak macie? Czy jest jakiś "must have" tego roku?
Czekam na wasze opinie
Tymczasem
Polinka
Obróbka plastyczna metali na stronie http://gieciewalcowanie.pl/
Bo dlaczego mam się nie uśmiechać? Wszystko jest kwestią podejścia a dla mnie deszcz to zielony ogród.
Zielony to wg Pantonu kolor tej wiosny...zielony dla nas wszystkich zawsze jest kolorem wiosny i na zielone właśnie czekamy.
Ja tu gadu gadu a będzie o wnętrzach jak zawsze.
Wedle najnowszych trendów wnętrza wypełnione antykami, gobelinowymi poduchami, strojnymi zasłonami w tym sezonie są faux pas. Wnętrza w stylu skandynawskim, ze względu na swój chłód też już nie są na miejscu. Teraz poszukuje się ciepłych wnętrz skandynawskich:) Skoro dosłownie ciepłych to może przenieśmy do nich gobelinowe poduchy i stwórzmy wnętrze zgodne z aktualnymi trendami?
"Wnętrza urządzane w 2017 roku mają być przede wszystkim przyjazne dla domowników". Tu się muszę zgodzić, tylko rozszerzę ten trend na wszystkie sezony robiąc go ponadczasowym...:)
Czytając dalej: " Trend na ciemne wnętrza to odpowiedź na trudne czasy geopolityczne. Ze względu na niestabilną sytuację na świecie ludzie potrzebują wnętrz przytulnych, które pomogą im zapewnić atmosferę bezpiecznego schronienia. Stłumione, ciemne kolory idealnie nadają się do stworzenia takiego klimatu. Jest to trend stojący w opozycji do jasnych i otwartych wnętrz w stylu skandynawskim, które dominowały przez wiele sezonów."
Czytam dalej, że "hygge" już nie jest w modzie teraz przechodzimy na... "analogue workshop" czyli wszyscy szybko do garażu, podręcznik "Zrób to sam" do ręki i dbamy o tradycję rzemiosła w Polsce.
Kochani, zastanawiam się czasem, kto pisze te mądrościowe teksty? Czy temu komuś coś dolega?:)
Miałam ochotę poszukać, zainspirować się a stwierdzam jedynie, że droga, którą wybieram, własna, jest jedyną słuszną. I tak co jakiś czas powracają wzorce, przerabiamy szafki na stoliki, wyciągamy narzuty z pawlacza, doszywamy kwiatki. Mam wrażenie, że wszystko już wymyślono.
Też tak macie? Czy jest jakiś "must have" tego roku?
Czekam na wasze opinie
Tymczasem
Polinka
Obróbka plastyczna metali na stronie http://gieciewalcowanie.pl/
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
Nowe osiedle
W pamięci mam pierwsze mieszkanie moich rodziców. Kawalerka
z ciemną kuchnią, na poddaszu, nie mam pewności, czy to nie była tzw
zaadaptowana pralnia. Prl w warszawskim blokowisku, na nowobudowanym osiedlu
Bródno. Szczyt marzeń młodych małżeństw. Ciasne, ale własne. Z widokiem na las,
płonący swego czasu, czego nie omieszkałam uwiecznić na jednym z pierwszych
obrazów w dzieciństwie. Przypuszczam, że arcydzieło to nie było, ale kochający
rodzice wiele lat wspominali moją twórczość.
W każdym razie las płonął, patrzyłam na to z okna na
jedenastym piętrze i w ten sposób tworzyłam swoje pierwsze wspomnienia z
dzieciństwa.
W PRL na mieszkania czekało się latami, zakładało się
książeczki mieszkaniowe z wielką wiarą, że jak pociechy dorosną to przeniosą
się na swoje. Książeczki dorosłości większości nie dotrwały, system przeszedł
na kapitał i już ciężej było.
Dziś dokładnie nie wiem, jak wspominać PRL. Czy jako dobry
okres, pełen życzliwych sobie ludzi czy katastrofę gospodarczą, zapaść narodu.
We wszystkim widzę plusy i minusy choć dzieciństwo wspominam wspaniale. Starte
kolana na rowerze, odciski na dłoniach od huśtawek, wielkie przygody i wyprawy
z przyjaciółmi, którzy przyjaciółmi przecież byli. Kilka dziewczyn z jednego
osiedla, muszkieterki, każda ze swoją lalką na kocyku.
I choć od pamiętnego mieszkania na jedenastym piętrze
przeprowadzałam się parę razy to nadal jestem tą dziewczyną z nowego osiedla na
Bródnie, z czasów PRL.
Nie o wspomnienia dawnych lat tutaj jednak chodzi lecz o dzisiejszy rozwój. Z przyjemnością oglądam dzisiejsze bloki, bardziej przystępne rodzinie. To już nie czasy dziesięciopiętrowych, pięcioklatkowych, na milion mieszkańców każde. Do zakupu też nie stoi się latami w kolejce, choć dzisiaj trzeba mieć kapitał zwany raczej kredytem. Coś za coś:) Kupić jednak można od ręki i zamieszkać już nie z widokiem na las lecz na stadion narodowy.
![]() |
| http://apm-development.com.pl/ |
Moje Osiedle Konratowicza skomunikowane w każde miejsce, sklepy
pod nosem. Kapitalizm pełną gębą.
Tak, tak, to samo osiedle trzydzieści parę lat później.
Dobrze, że idziemy z postępem.
Z przyjemnością przeniosłam się w odległe czasy.
Tymczasem
Polinka
niedziela, 23 kwietnia 2017
Na temat
Jeszcze jedno...
Raczej nie zdarza mi się pisać dwóch postów jednego dnia ale temat jest konkretny.
Przeczytałam właśnie tekst i wyjść mi z głowy nie może.
Generalnie o ludziach, którzy w swoim mniemaniu są pępkiem świata, narzucają swoją wolę, panoszą się w miejscach publicznych bo...im się należy.
Oczywiście, że spotkałam, spotykam takich ludzi i zgodzić z wypowiedzią się muszę jednak...
Patrzę na to w inny sposób. Choć może dokładniej to w ogóle na to nie patrzę. Nie denerwują mnie chamscy klienci, nieuprzejmi kierowcy, rozwrzeszczane dzieciaki, ich sfrustrowane matki. Zdecydowanie, jeśli miałabym się przejmować wszystkim, co mnie denerwuje dookoła, zajęłoby mi to większość dnia. Codziennie stoję w korku, ktoś w pracy wylewa na mnie swoje żale, ktoś się kłóci czy obraża drugiego.
No i?
Ile tego wchłoniemy tyle później oddamy, czyż nie?
Nie mam potrzeby moralizowania, zbawiania świata, uczenia cudzych dzieci właściwych zachowań. Moje nie musi być zawsze na wierzchu, choć lubię dyskusję na argumenty. Nie oglądam się na innych, nie zazdroszczę.
Wracając do cytowanego tekstu. Okej, dziecko w restauracji się źle zachowuje, krzyczy i uderza łyżeczką. Oczywiście, że rodzice powinni wiedzieć, że to zachowanie niewłaściwe, powinni zwrócić uwagę ale tego nie robią. My natomiast siedzimy źli, rozsierdzeni, chcemy urwać dzieciakowi głowę a matce puścić kilka morałów. Bo my mamy prawo do wypoczynku, bo moje jest mojsze prawda?
I tak i nie kochani.
Zgadzam się całkowicie z autorką tekstu. Takie zachowania są niekulturalne, niedyskretne a żądaniowość dzisiejszych ludzi bardzo wysoka. Tyle tylko, że świata nie zmienimy, nie mamy najmniejszego wpływu na ludzi, którzy nas otaczają w restauracji czy kinie. Czy w związku z tym złe zachowanie dziecka czy osoby dorosłej w miejscu publicznym powinno tak na nas wpływać? Jest sens brać to do siebie, złościć się?
W takich chwilach siadam w ciszy swojego wnętrza, uśmiecham się. Nie ma się nad czym rozwodzić, gdyż nie daję innym takiego dostępu do siebie, aby mogli zepsuć mi dzień.
W restauracji zwracam uwagę na jakość potraw czy wystrój stołu a nie na innych klientów. Nie zmienię świata, czasem mogę jedynie współczuć
i pójść w swoją stronę.
Tak jest zdrowiej.
Ps. Nie macie czasem ochoty poszeleścić papierkiem od cukierka
w teatrze? Ha, ha, tak z przekory:)
Obróbka metalu w technologii CNC, frezowanie, gwintowanie pod adresem http://www.mettec.com.pl/
Raczej nie zdarza mi się pisać dwóch postów jednego dnia ale temat jest konkretny.
Przeczytałam właśnie tekst i wyjść mi z głowy nie może.
Generalnie o ludziach, którzy w swoim mniemaniu są pępkiem świata, narzucają swoją wolę, panoszą się w miejscach publicznych bo...im się należy.
Oczywiście, że spotkałam, spotykam takich ludzi i zgodzić z wypowiedzią się muszę jednak...
Patrzę na to w inny sposób. Choć może dokładniej to w ogóle na to nie patrzę. Nie denerwują mnie chamscy klienci, nieuprzejmi kierowcy, rozwrzeszczane dzieciaki, ich sfrustrowane matki. Zdecydowanie, jeśli miałabym się przejmować wszystkim, co mnie denerwuje dookoła, zajęłoby mi to większość dnia. Codziennie stoję w korku, ktoś w pracy wylewa na mnie swoje żale, ktoś się kłóci czy obraża drugiego.
No i?
Ile tego wchłoniemy tyle później oddamy, czyż nie?
Nie mam potrzeby moralizowania, zbawiania świata, uczenia cudzych dzieci właściwych zachowań. Moje nie musi być zawsze na wierzchu, choć lubię dyskusję na argumenty. Nie oglądam się na innych, nie zazdroszczę.
Wracając do cytowanego tekstu. Okej, dziecko w restauracji się źle zachowuje, krzyczy i uderza łyżeczką. Oczywiście, że rodzice powinni wiedzieć, że to zachowanie niewłaściwe, powinni zwrócić uwagę ale tego nie robią. My natomiast siedzimy źli, rozsierdzeni, chcemy urwać dzieciakowi głowę a matce puścić kilka morałów. Bo my mamy prawo do wypoczynku, bo moje jest mojsze prawda?
I tak i nie kochani.
Zgadzam się całkowicie z autorką tekstu. Takie zachowania są niekulturalne, niedyskretne a żądaniowość dzisiejszych ludzi bardzo wysoka. Tyle tylko, że świata nie zmienimy, nie mamy najmniejszego wpływu na ludzi, którzy nas otaczają w restauracji czy kinie. Czy w związku z tym złe zachowanie dziecka czy osoby dorosłej w miejscu publicznym powinno tak na nas wpływać? Jest sens brać to do siebie, złościć się?
W takich chwilach siadam w ciszy swojego wnętrza, uśmiecham się. Nie ma się nad czym rozwodzić, gdyż nie daję innym takiego dostępu do siebie, aby mogli zepsuć mi dzień.
W restauracji zwracam uwagę na jakość potraw czy wystrój stołu a nie na innych klientów. Nie zmienię świata, czasem mogę jedynie współczuć
i pójść w swoją stronę.
Tak jest zdrowiej.
Ps. Nie macie czasem ochoty poszeleścić papierkiem od cukierka
w teatrze? Ha, ha, tak z przekory:)
Obróbka metalu w technologii CNC, frezowanie, gwintowanie pod adresem http://www.mettec.com.pl/
Po świątach
Maj za pasem a pogoda wciąż marcowa:) Tęsknię za ukwieconym ogrodem, spokojnym wysiadywaniem w słońcu, relaksie na leżaku. Może w maju, ma się podobno rozpogodzić;)
Pracowity weekend za mną. Wróciłam do wykładania ścian cegłami. Mówię oczywiście o starej, ciętej cegle. Od marketowej imitacji odróżnia ją naturalny wygląd starego muru, jakby odsłoniętego spod tynku, jest szlachetna i piękna. Układam na oko, z zachowaniem mniej więcej centymetrowej fugi, przyklejam na klej do płytek. Generalnie nic trudnego, gorzej z fugowaniem. Nie opracowałam nadal dobrej metody, fugę układam za pomocą szpachelki, co jest bardzo czasochłonne. Może macie jakąś radę dla mnie? Myślę nawet o rękawie do dekoracji ciast:)
Przez weekend ułożyłam pas na ścianie u Młodego, w majówkę startuję
z korytarzem na schodach. Lubię to!
Święta minęły, więc może trochę fotek. Mam nadzieję, że spędziliście je w dobrej atmosferze, w otoczeniu bliskich i pogoda wam za bardzo nie dopiekła.
Podstawą moich stołów wiosennych zawsze są kwiaty. Nic nie daje tyle świeżości, ciepła i wyszukanej elegancji. Kilka bukietów będzie jeszcze lepszym rozwiązaniem, choć stół bywa maławy:)
Jajo, słusznej wielkości, to jedyna dekoracja, jaką udało mi się zrobić własnoręcznie w tym roku. Doby niestety nie da się rozciągnąć co również ma swój sens. Mieszkamy w naszym domu już jedenasty rok i rokrocznie kolekcjonujemy dekoracje na różne okazje. To siedlisko nasze, więc raczej nie ma sensu robienia wielu dekoracji w jednym roku. Drobiazgi zbierane latami są bardzo sentymentalne i są świadectwem naszego życia. Tyle w temacie kochani. Jak wam mija wiosna?
Tymczasem
Polinka
Regulator ciągu kominowego SMARTFLOW i wiele informacji na temat nasad kominowych przydatnych w każdym domu znajdziecie pod adresem polmar.net.pl
Pracowity weekend za mną. Wróciłam do wykładania ścian cegłami. Mówię oczywiście o starej, ciętej cegle. Od marketowej imitacji odróżnia ją naturalny wygląd starego muru, jakby odsłoniętego spod tynku, jest szlachetna i piękna. Układam na oko, z zachowaniem mniej więcej centymetrowej fugi, przyklejam na klej do płytek. Generalnie nic trudnego, gorzej z fugowaniem. Nie opracowałam nadal dobrej metody, fugę układam za pomocą szpachelki, co jest bardzo czasochłonne. Może macie jakąś radę dla mnie? Myślę nawet o rękawie do dekoracji ciast:)
Przez weekend ułożyłam pas na ścianie u Młodego, w majówkę startuję
z korytarzem na schodach. Lubię to!
Święta minęły, więc może trochę fotek. Mam nadzieję, że spędziliście je w dobrej atmosferze, w otoczeniu bliskich i pogoda wam za bardzo nie dopiekła.
Podstawą moich stołów wiosennych zawsze są kwiaty. Nic nie daje tyle świeżości, ciepła i wyszukanej elegancji. Kilka bukietów będzie jeszcze lepszym rozwiązaniem, choć stół bywa maławy:)
Jajo, słusznej wielkości, to jedyna dekoracja, jaką udało mi się zrobić własnoręcznie w tym roku. Doby niestety nie da się rozciągnąć co również ma swój sens. Mieszkamy w naszym domu już jedenasty rok i rokrocznie kolekcjonujemy dekoracje na różne okazje. To siedlisko nasze, więc raczej nie ma sensu robienia wielu dekoracji w jednym roku. Drobiazgi zbierane latami są bardzo sentymentalne i są świadectwem naszego życia. Tyle w temacie kochani. Jak wam mija wiosna?
Tymczasem
Polinka
Regulator ciągu kominowego SMARTFLOW i wiele informacji na temat nasad kominowych przydatnych w każdym domu znajdziecie pod adresem polmar.net.pl
piątek, 21 kwietnia 2017
Jeszcze czas na narty
W niektórych miejscach w Polsce zima w natarciu, drugie uderzenie:)
Śnieg w górach i na mazurach więc to dobry czas dla miłośników białych szaleństw.
Firma http://naferie.pl/ zapewnia szeroką ofertę wyjazdów narciarskich dla młodszych i starszych.
Najbardziej urzekło mnie przedszkole narciarskie oraz propozycja wyjazdów dla całej rodziny.
Cena niewysoka a w niej wszystko co potrzebne naszym maluchom. Zakwaterowanie, wyżywienie, nauka jazdy na nartach czy snowboardzie oraz szereg animacji. Wyjazd rodzinny to typ mama, tata i ja i bardzo mi się to podoba. Totalna integracja i zbliżenie z naszymi dziećmi, świetna zabawa.
Zajrzyjcie, ceny są na polską kieszeń.
Tymczasem
Polinka
Śnieg w górach i na mazurach więc to dobry czas dla miłośników białych szaleństw.
Firma http://naferie.pl/ zapewnia szeroką ofertę wyjazdów narciarskich dla młodszych i starszych.
Najbardziej urzekło mnie przedszkole narciarskie oraz propozycja wyjazdów dla całej rodziny.
Cena niewysoka a w niej wszystko co potrzebne naszym maluchom. Zakwaterowanie, wyżywienie, nauka jazdy na nartach czy snowboardzie oraz szereg animacji. Wyjazd rodzinny to typ mama, tata i ja i bardzo mi się to podoba. Totalna integracja i zbliżenie z naszymi dziećmi, świetna zabawa.
Zajrzyjcie, ceny są na polską kieszeń.
![]() | ||||
| http://naferie.pl/ |
Polinka
czwartek, 30 marca 2017
Projekt jajko
Pisanki, kraszanki, drapanki i nowe formy jak decoupage, czy wspaniały filc. Jednym słowem jajo!Z rejonu Polski najstarsze pisanki pochodzą z dziesiątego wieku. Wzór pisano woskiem, następnie wkładano do barwnika. Ta tradycja trwa do dziś i to bardzo miłe. W procesie chrystianizacji włączono pisankę do symboliki wielkanocnej jako kojarzące się z odrodzeniem i budzącym się życiem.
Dawniej strojeniem pisanek zajmowały się wyłącznie kobiety, gdyż mężczyźni mogli rzucić urok. Myślę, że dziś również głównie zajmują się tym kobiety jako strażniczki domowego ogniska i nastroju.
Przed nami właśnie ten czas moi mili.
W najbliższy weekend zamierzam się nimi zająć na poważnie. Zapowiadają wspaniałą pogodę, więc liczę na kreatywną pracę w promieniach słońca.
Skoncentruję się oczywiście na moim ulubionym decoupage choć może pociągnę też temat jaj betonowych. Bawią mnie bardzo:)
To również pora na delikatne przystrojenie naszych domów w kwiaty i jaja. Moim zdaniem teraz jest na to czas, w oczekiwaniu na odrodzenie. Tuż przed świętami będziemy zbyt zajęte szykowaniem potraw aby mieć czas na dekoracje.
Dawniej strojeniem pisanek zajmowały się wyłącznie kobiety, gdyż mężczyźni mogli rzucić urok. Myślę, że dziś również głównie zajmują się tym kobiety jako strażniczki domowego ogniska i nastroju.
Przed nami właśnie ten czas moi mili.
W najbliższy weekend zamierzam się nimi zająć na poważnie. Zapowiadają wspaniałą pogodę, więc liczę na kreatywną pracę w promieniach słońca.
Skoncentruję się oczywiście na moim ulubionym decoupage choć może pociągnę też temat jaj betonowych. Bawią mnie bardzo:)
To również pora na delikatne przystrojenie naszych domów w kwiaty i jaja. Moim zdaniem teraz jest na to czas, w oczekiwaniu na odrodzenie. Tuż przed świętami będziemy zbyt zajęte szykowaniem potraw aby mieć czas na dekoracje.
Pracujecie już nad wystrojem wielkanocnymi? Jestem bardzo ciekawa waszych projektów.
Serdeczności
Polinka
System informatyczny do zarządzania relacjami z klientami waszej firmy na stronie chromecrm.com
środa, 22 marca 2017
Aleksander być może
Chciałbym Ci powiedzieć bajkę, pełną światła, misiów, lalek,
pełną słońca cudownego
które miga nad twą główką...
Chciałbym córko ci powiedzieć
kim jesteśmy dziś dla siebie
bo ty dla mnie jesteś teraz macierzanką, bratkiem kwiatkiem
niebem, które spadło nagle
na me życie złe, ponure
rozświetliłaś swym uśmiechem
cały świat i dom nasz cały...
Otworzyłam nowe wrota genealogiczne. Tkwię w niewiedzy, szaleńczym poszukiwaniu, oczekiwaniu.
Jeśli dobrze myślę będę blisko wyjaśnienia tajemniczych losów mojej rodziny, poskładania układanki w całość. W końcu wszystko pasuje!
Zastanawiam się, jaki jest wasz stosunek do przodków? Czy jesteście zainteresowani, czy może nie macie czasu?
Wspólnie z mężem tworzymy drzewa naszych rodzin, bardzo nas to interesuje. Szanujemy swoje korzenie i jesteśmy ich ciekawi. Chcemy przekazać naszym dzieciom jak najwięcej wiedzy aby sami nie musieli kiedyś poszukiwać, jak my dzisiaj.
W naszych rodzinach były wojny, obozy koncentracyjne, zsyłki na Sybir, bieda. Historie są prawdziwe i smutne, jak o Alince, która zmarła z miłości do żołnierza, który przeszedł na stronę niemiecką. Nie mogła mu tego wybaczyć a kochała na zabój. Prawdziwa historia miłosna, rodzinna. O babci, co miała sklep z butami na pradze, drukowała w podziemiach ulotki powstańcze. O Marcinie rzeźbiarzu i jego pięknej Małgorzacie, o Pawełku i Piotrusiu, który nie dożyli dorosłości. Wreszcie o Aleksandrze, który może okazać się nowym pięknym rozdziałem życia naszych rodzin, prawdziwym korzeniem i pasującym elementem układanki.
Szczęście mnie rozpiera:)
Pozdrawiam gorąco
Polinka
Propozycje zadaszeń drzwi, balkonów, tarasów, bram i witryn znajdziecie pod adresem https://www.metal-gum.com/
pełną słońca cudownego
które miga nad twą główką...
Chciałbym córko ci powiedzieć
kim jesteśmy dziś dla siebie
bo ty dla mnie jesteś teraz macierzanką, bratkiem kwiatkiem
niebem, które spadło nagle
na me życie złe, ponure
rozświetliłaś swym uśmiechem
cały świat i dom nasz cały...
Otworzyłam nowe wrota genealogiczne. Tkwię w niewiedzy, szaleńczym poszukiwaniu, oczekiwaniu.
Jeśli dobrze myślę będę blisko wyjaśnienia tajemniczych losów mojej rodziny, poskładania układanki w całość. W końcu wszystko pasuje!
Zastanawiam się, jaki jest wasz stosunek do przodków? Czy jesteście zainteresowani, czy może nie macie czasu?
Wspólnie z mężem tworzymy drzewa naszych rodzin, bardzo nas to interesuje. Szanujemy swoje korzenie i jesteśmy ich ciekawi. Chcemy przekazać naszym dzieciom jak najwięcej wiedzy aby sami nie musieli kiedyś poszukiwać, jak my dzisiaj.
W naszych rodzinach były wojny, obozy koncentracyjne, zsyłki na Sybir, bieda. Historie są prawdziwe i smutne, jak o Alince, która zmarła z miłości do żołnierza, który przeszedł na stronę niemiecką. Nie mogła mu tego wybaczyć a kochała na zabój. Prawdziwa historia miłosna, rodzinna. O babci, co miała sklep z butami na pradze, drukowała w podziemiach ulotki powstańcze. O Marcinie rzeźbiarzu i jego pięknej Małgorzacie, o Pawełku i Piotrusiu, który nie dożyli dorosłości. Wreszcie o Aleksandrze, który może okazać się nowym pięknym rozdziałem życia naszych rodzin, prawdziwym korzeniem i pasującym elementem układanki.
Szczęście mnie rozpiera:)
Pozdrawiam gorąco
Polinka
Propozycje zadaszeń drzwi, balkonów, tarasów, bram i witryn znajdziecie pod adresem https://www.metal-gum.com/
środa, 15 marca 2017
Tanie podróżowanie
Po ostatnim poście zrobiło się lekko melancholijnie. Wykazałyście się sporą wiedzą, doświadczeniem jak i empatią. Chcecie pomagać, czujecie taki obowiązek i bardzo dobrze. Moje doświadczenia wskazują, że jak nadchodzi kres to należy zapomnieć wszystko, co złe i ofiarować siebie. Dla siebie i dla tej drugiej osoby. Cieszę się, że w zasadzie dokładnie tak uważacie. To jest po prostu nasze społeczeństwo choć żądanie alimentów od dzieci jest nie na miejscu. Wyjmujesz tyle, ile wkładasz. Dziękuję Wam za udział w dyskusji.
W centralnej Polsce pojawił się plan budowy nowego lotniska.
Bardzo mnie to cieszy, choć oczywiście rozumiem, że komuś będzie latać nad głową:) Obserwuję od dawna ceny lotów i są coraz bardziej okazyjne. Nowe lotnisko tylko zwiększy konkurencję i na wakacje nad morze czy do rodziny do Krakowa ( jeśli ktoś ma oczywiście;)) zaczniemy latać samolotem. To dobrze, wygodnie i szybko.
Zachęcam was do poszukiwań tanich lotów. Można za niewielkie pieniądze zrobić sobie krótszy lub dłuższy wypad, wyskoczyć na randkę z własnym mężem, zaszaleć.
Niedrogo można do Londynu, Sztokholmu, Oslo, Paryża, Budapesztu. Lotnisko Warszawa Modlin oferuje wiele lotów w okazyjnych cenach ale każdy znajdzie coś w swojej okolicy.
Oczywiście bilet na samolot to nie wszystko. Wielu łapie się za głowę po dolocie przez ceny transferu z lotniska, komunikację, spanie. No tak, ale coś za coś. Znam wielu miłośników tanich lotów.
Pamiętajcie jednak, że niska cena biletu oznacza tylko bagaż podręczny, wymiarowany w specjalnym kontenerku na lotnisku. Przekroczenie gabarytów to wysoki koszt, pozbawiający całą podróż okazyjności.
Do samolotu też nie można zabrać wszystkiego. Nie będę wspominać o tak oczywistych sprawach jak elementy metalowe, broń czy pilniczek do paznokci, który w rękach terrorysty może mieć działanie unicestwiające;)
Do samolotu nie wpuszczą również naszej pasty do zębów, napojów czy śledzia w oleju, jak nam się zdarzyło w Szwecji. Wszystko musi być w pojemności nieprzekraczającej 100 ml i w woreczkach przeźroczystych. Gorzej, jeśli chce się przywieźć ze sobą pastę kawiorową, kochaną przez całą rodzinę w oryginalnym opakowaniu;) Nie przejdzie!
Polecam serdecznie wszelkie wyjazdy, wszakże kształcą;) Mimo różnych doświadczeń z badaniem na posiadanie ładunków wybuchowych;) W ciekawych czasach przyszło nam żyć:)
Jak myślę o tym, to mam przed oczami czasy moich rodziców, kiedy paszport mieli tylko specjalnie naznaczeni.
Kolonie w Czechosłowacji czy absolutny szczyt szczytów - plaże
w Jugosławii - o tym mogli marzyć tylko nieliczni.
Poza tym ceny spania za granicą nie raz są niższe niż w Polsce. Na przykład koszt wynajęcia apartamentu w centrum Budapesztu na cztery osoby, siedem noclegów...tadam... od 250 euro:)
Pozdrawiam Was serdecznie
Polinka
W centralnej Polsce pojawił się plan budowy nowego lotniska.
Bardzo mnie to cieszy, choć oczywiście rozumiem, że komuś będzie latać nad głową:) Obserwuję od dawna ceny lotów i są coraz bardziej okazyjne. Nowe lotnisko tylko zwiększy konkurencję i na wakacje nad morze czy do rodziny do Krakowa ( jeśli ktoś ma oczywiście;)) zaczniemy latać samolotem. To dobrze, wygodnie i szybko.
Zachęcam was do poszukiwań tanich lotów. Można za niewielkie pieniądze zrobić sobie krótszy lub dłuższy wypad, wyskoczyć na randkę z własnym mężem, zaszaleć.
Niedrogo można do Londynu, Sztokholmu, Oslo, Paryża, Budapesztu. Lotnisko Warszawa Modlin oferuje wiele lotów w okazyjnych cenach ale każdy znajdzie coś w swojej okolicy.
Oczywiście bilet na samolot to nie wszystko. Wielu łapie się za głowę po dolocie przez ceny transferu z lotniska, komunikację, spanie. No tak, ale coś za coś. Znam wielu miłośników tanich lotów.
Pamiętajcie jednak, że niska cena biletu oznacza tylko bagaż podręczny, wymiarowany w specjalnym kontenerku na lotnisku. Przekroczenie gabarytów to wysoki koszt, pozbawiający całą podróż okazyjności.
Do samolotu też nie można zabrać wszystkiego. Nie będę wspominać o tak oczywistych sprawach jak elementy metalowe, broń czy pilniczek do paznokci, który w rękach terrorysty może mieć działanie unicestwiające;)
Do samolotu nie wpuszczą również naszej pasty do zębów, napojów czy śledzia w oleju, jak nam się zdarzyło w Szwecji. Wszystko musi być w pojemności nieprzekraczającej 100 ml i w woreczkach przeźroczystych. Gorzej, jeśli chce się przywieźć ze sobą pastę kawiorową, kochaną przez całą rodzinę w oryginalnym opakowaniu;) Nie przejdzie!
Polecam serdecznie wszelkie wyjazdy, wszakże kształcą;) Mimo różnych doświadczeń z badaniem na posiadanie ładunków wybuchowych;) W ciekawych czasach przyszło nam żyć:)
Jak myślę o tym, to mam przed oczami czasy moich rodziców, kiedy paszport mieli tylko specjalnie naznaczeni.
Kolonie w Czechosłowacji czy absolutny szczyt szczytów - plaże
w Jugosławii - o tym mogli marzyć tylko nieliczni.
Poza tym ceny spania za granicą nie raz są niższe niż w Polsce. Na przykład koszt wynajęcia apartamentu w centrum Budapesztu na cztery osoby, siedem noclegów...tadam... od 250 euro:)
Pozdrawiam Was serdecznie
Polinka
niedziela, 12 marca 2017
Temat do dyskusji
Dopadły mnie dziś przemyślenia.
Jak zauważyliście na tym bloku czasem pojawia się głębszy temat, godny dyskusji. Dorotka napisała, że taki kij w mrowisko. Bo życie kochani składa się również z trudnych tematów i nie mam zwyczaju ich pomijać.
Czytałam ostatnio artykuł na temat alimentów płaconych przez dzieci na rzecz rodziców i wyjść mi to z głowy nie może. Okazuje się, że takie wnioski do sądu są coraz powszechniejsze i temat stał się społecznie trudny. Zazwyczaj czytam również komentarze do artykułów.
Co sądzicie kochani?
Myślę, że większość tego typu pozwów dotyczy rodzin rozbitych, pokłóconych. Ojców, którzy swoich dzieci szczególnie nie wychowywali, matek zaplątanych gdzieś głownie w swoje sprawy. W rodzinach z właściwymi relacjami ten problem nie występuje. Dajesz i wspierasz bo kochasz. Jeśli zostałeś nauczony miłości i bliskości to pomaganie rodzicom na starość jest naturalne i żaden nakaz nie jest potrzebny.
Zastanówmy się na konkretnych przykładach.
Ojciec pewnego młodego mężczyzny spędził swoje życie na pracy dorywczej. Ręce do pracy miał dwie lewe. Po latach życia jako takiego rodzice młodego mężczyzny rozstali się a ojciec nie płacił alimentów. Dziś dobiega siedemdziesiątki, nie ma wypracowanej emerytury, nadal pracuje dorywczo. Zastanawia się nad pozwaniem syna do sądu. Czy syn powinien płacić alimenty ojcu?
Rodzice innego mężczyzny całe życie pracowali na roli. Nigdy się specjalnie nie przelewało, wystarczało im to, co mieli. Po latach przekazali skromne gospodarstwo synowi, który je rozbudował kosztem kredytów i jakoś ciągnie. Dziś rodzice chcieliby wsparcia finansowego, choć regularnie otrzymują opiekę, transport i codzienną pomoc.
W komentarzach, które często dla mnie są mocno opiniotwórcze przeczytałam czyjś przykład.
W jego domu zawsze było chudo, nie starczało na wycieczki szkolne czy lepszą kanapkę. Rodzice specjalnie nie kwapili się do pracy, często korzystali z zasiłków i jakoś leciało. Dziś nie mają prawa do emerytury więc myślą o podaniu syna do sądu.
Co wy sądzicie na ten temat?
Czy dobrze myślę, że w rodzinach, w których nigdy nie zabrakło miłości takie problemy nie istnieją? Dzielą się, wspierają bo to naturalne.
Moim zdaniem żądanie alimentów od własnych dzieci jest moralnie niewłaściwe. Jeżeli nie jesteśmy w stanie porozumieć się na gruncie rodzinnym oddawanie sprawy do sądu jest nie na miejscu.
Czekam na wasze opinie.
Tymczasem
Polinka
Krótko i długotrwały wynajem samochodów pod adresem http://automaks.pl/.
Jak zauważyliście na tym bloku czasem pojawia się głębszy temat, godny dyskusji. Dorotka napisała, że taki kij w mrowisko. Bo życie kochani składa się również z trudnych tematów i nie mam zwyczaju ich pomijać.
Czytałam ostatnio artykuł na temat alimentów płaconych przez dzieci na rzecz rodziców i wyjść mi to z głowy nie może. Okazuje się, że takie wnioski do sądu są coraz powszechniejsze i temat stał się społecznie trudny. Zazwyczaj czytam również komentarze do artykułów.
Co sądzicie kochani?
Myślę, że większość tego typu pozwów dotyczy rodzin rozbitych, pokłóconych. Ojców, którzy swoich dzieci szczególnie nie wychowywali, matek zaplątanych gdzieś głownie w swoje sprawy. W rodzinach z właściwymi relacjami ten problem nie występuje. Dajesz i wspierasz bo kochasz. Jeśli zostałeś nauczony miłości i bliskości to pomaganie rodzicom na starość jest naturalne i żaden nakaz nie jest potrzebny.
Zastanówmy się na konkretnych przykładach.
Ojciec pewnego młodego mężczyzny spędził swoje życie na pracy dorywczej. Ręce do pracy miał dwie lewe. Po latach życia jako takiego rodzice młodego mężczyzny rozstali się a ojciec nie płacił alimentów. Dziś dobiega siedemdziesiątki, nie ma wypracowanej emerytury, nadal pracuje dorywczo. Zastanawia się nad pozwaniem syna do sądu. Czy syn powinien płacić alimenty ojcu?
Rodzice innego mężczyzny całe życie pracowali na roli. Nigdy się specjalnie nie przelewało, wystarczało im to, co mieli. Po latach przekazali skromne gospodarstwo synowi, który je rozbudował kosztem kredytów i jakoś ciągnie. Dziś rodzice chcieliby wsparcia finansowego, choć regularnie otrzymują opiekę, transport i codzienną pomoc.
W komentarzach, które często dla mnie są mocno opiniotwórcze przeczytałam czyjś przykład.
W jego domu zawsze było chudo, nie starczało na wycieczki szkolne czy lepszą kanapkę. Rodzice specjalnie nie kwapili się do pracy, często korzystali z zasiłków i jakoś leciało. Dziś nie mają prawa do emerytury więc myślą o podaniu syna do sądu.
Co wy sądzicie na ten temat?
Czy dobrze myślę, że w rodzinach, w których nigdy nie zabrakło miłości takie problemy nie istnieją? Dzielą się, wspierają bo to naturalne.
Moim zdaniem żądanie alimentów od własnych dzieci jest moralnie niewłaściwe. Jeżeli nie jesteśmy w stanie porozumieć się na gruncie rodzinnym oddawanie sprawy do sądu jest nie na miejscu.
Czekam na wasze opinie.
Tymczasem
Polinka
Krótko i długotrwały wynajem samochodów pod adresem http://automaks.pl/.
sobota, 11 marca 2017
Czytadła na rozjaśnienie
Wiem, ja wiem, że nie pora na zaszywanie się z książką w ciepłym domu:)
Wiosna jednak to czas zdecydowanie odświeżający, więc odświeżmy umysły kochane moje:)
Wybrałam dla was kilka ciekawych pozycji, miejmy coś z tego życia:)
Katarzyna Grochola "Przeznaczeni", Wydawnictwo Literackie
Los? Przypadek? Co kieruje naszym życiem?
O tej książce można opowiadać na wiele sposobów. Na przykład tak: Przeznaczeni to historia pięciu osób. Pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, ale już wkrótce zbiegi okoliczności i przypadkowe na pierwszy rzut oka zdarzenia sprawią, że ich drogi nierozerwalnie się połączą. Olin jest rozchwytywaną autorką kryminałów. Ma wszystko: pieniądze, sławę, sukces, jest nawet zakochana. Problem w tym, że nie do końca szczęśliwie. Od wielu lat ma romans z żonatym facetem. Historia jakich wiele: ona kocha jego, on kocha tylko ją, no ale żona, dzieci…
Gabrysia pracuje w kasynie. Każdego dnia obserwuje ludzi, którzy wygrali albo przegrali. Sama jest nieufna i żyje na uboczu. Aż do momentu, gdy – przypadkiem – spotyka Mateusza.
Mateusz jest zdolnym grafikiem i beztroskim singlem. Ma pieniądze i kobiety. Pieniądze co prawda pożyczył swojemu przyjacielowi Kubie, ale kobiet w jego życiu nie brakuje – pojawiają się i znikają. Wszystko się zmienia, gdy spotyka Gabrysię. Ta kobieta to dla niego tajemnica, którą musi rozwikłać.
Kuba jest alkoholikiem. Niepijącym. W poszukiwaniu lepszego jutra wyrusza do Stanów Zjednoczonych. Pożyczone od Mateusza pieniądze błyskawicznie trafiają w ręce Jurka (zwanego Jerrym), polskiego emigranta, który w Ameryce dorobił się synów i kolejnych żon, a także paru szemranych interesów, na których nieustannie ma nadzieję się dorobić.
Historie wszystkich bohaterów zbiegają się w kulminacyjnym punkcie. Jedni otrzymają szansę od losu, inni tę szansę bezpowrotnie stracą…
"Nigdy nie wiadomo, kiedy się widzi kogoś po raz ostatni... Nie pamięta się ostatniego słowa, spojrzenia, grymasu twarzy, dźwięku. Dopiero potem mozolnie przez pamięć przedzierają się drobne gesty, do których dotarła już przyszłość, więc nie są już takie same i wszystkie świadczą o zbliżającym się... Nigdy nie wiadomo, kiedy się widzi kogoś po raz pierwszy... Nic tego nie zapowiada, dopiero potem przeszłość staje się oswojona i na zapas wiadoma. Więc raz na jakiś czas, nieokreślony, przychodzi taki dzień, w którym zwykłe drobiazgi zaczynają coś znaczyć, wypowiadane słowa nabierają mocy, a imiona stają się ludźmi, którzy odmieniają nasz los."
B. A. Paris "Za zamkniętymi drzwiami" Wydawnictwo Albatros
"Perfekcyjna para? Doskonałe małżeństwo? Czy idealne kłamstwo?
Wszyscy znamy takie pary jak Jack i Grace: on jest przystojny i bogaty, ona czarująca i elegancka. Chciałoby się poznać Grace nieco lepiej, ale to niełatwe, bo Jack i Grace są nierozłączni. Niektórzy nazwaliby to prawdziwą miłością.
Wyobraź sobie uroczystą kolację w ich idealnym domu, miłą konwersację, kolejne kieliszki dobrego wina. Oboje wydają się w swoim żywiole. Przyjaciele Grace chcieliby zrewanżować się lunchem w przyszłym tygodniu. Ona chętnie przyjęłaby zaproszenie, ale wie, że nigdy z nimi nie wyjdzie. Ktoś mógłby spytać, dlaczego Grace nigdy nie odbiera telefonów, nie wychodzi z domu, a nawet nie pracuje. I jak to możliwe, że gotując tak wymyślne potrawy, w ogóle nie tyje? I dlaczego w oknach sypialni są kraty?
Doskonałe małżeństwo czy perfekcyjne kłamstwo?
Bartosz Janiszewski "Grzesiuk. Król życia" Prószyński Media
Pierwsza biografia barda warszawskiej ulicy.
Mówił, że nie jest pisarzem, a napisał trzy książki, które przeczytało kilka milionów Polaków. Mówił, że nie jest muzykiem, a nagrał dziesiątki piosenek, w których ocalił od zapomnienia przedwojenną Warszawę. Stanisław Grzesiuk był legendarnym bardem stolicy, jego charakterystyczny głos, którym wyśpiewywał szemrane ballady warszawskich przedmieść, zna kilka pokoleń Polaków. W swojej najsłynniejszej książce „Boso, ale w ostrogach” ocalił od zapomnienia świat przedwojennej Warszawy i jej charakternych dzieci. Za życia był kochającym swoje miasto dzieckiem Warszawy, po śmierci został jej symbolem.
To książka o człowieku, który nigdy nie pił na smutno. Pił z radości życia. Tak samo żył, niezależnie od tego jak mocno los akurat go poniewierał. Na biednym przedwojennym Czerniakowie, w piekielnych obozach koncentracyjnych, w sanatoriach i szpitalach dla gruźlików – wszędzie był królem życia. Autor dotarł do bliskich Stanisława Grzesiuka, odnalazł niepublikowane nigdzie do tej pory opowiadania i teksty barda Warszawy. Po latach, wbrew utartym już faktom i opowieściom, poznajemy prawdziwą opowieść o człowieku, który tak kochał życie, że sam zadecydował o jego końcu.
Zacznę od Grocholi, następnie Grzesiuk a triller na koniec:)
Co sądzicie o książkach z antykwariatu?
Ja czasem zaglądam w poszukiwaniu ciekawych pozycji. W dawnych czasach miałam antykwariat obok ogólniaka. Wpadałam często, kupowałam dużo i nie powiem, to był bardzo miły czas:)
Skup książek w Łodzi i oczywiście ich sprzedaż znajdziecie pod adresem http://tezeusz.pl
Miłego dnia dla wszystkich, odpoczywajcie przy pięknej sobocie.
Tymczasem
Polinka
Wiosna jednak to czas zdecydowanie odświeżający, więc odświeżmy umysły kochane moje:)
Wybrałam dla was kilka ciekawych pozycji, miejmy coś z tego życia:)
Katarzyna Grochola "Przeznaczeni", Wydawnictwo Literackie
Los? Przypadek? Co kieruje naszym życiem?
O tej książce można opowiadać na wiele sposobów. Na przykład tak: Przeznaczeni to historia pięciu osób. Pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, ale już wkrótce zbiegi okoliczności i przypadkowe na pierwszy rzut oka zdarzenia sprawią, że ich drogi nierozerwalnie się połączą. Olin jest rozchwytywaną autorką kryminałów. Ma wszystko: pieniądze, sławę, sukces, jest nawet zakochana. Problem w tym, że nie do końca szczęśliwie. Od wielu lat ma romans z żonatym facetem. Historia jakich wiele: ona kocha jego, on kocha tylko ją, no ale żona, dzieci…
Gabrysia pracuje w kasynie. Każdego dnia obserwuje ludzi, którzy wygrali albo przegrali. Sama jest nieufna i żyje na uboczu. Aż do momentu, gdy – przypadkiem – spotyka Mateusza.
Mateusz jest zdolnym grafikiem i beztroskim singlem. Ma pieniądze i kobiety. Pieniądze co prawda pożyczył swojemu przyjacielowi Kubie, ale kobiet w jego życiu nie brakuje – pojawiają się i znikają. Wszystko się zmienia, gdy spotyka Gabrysię. Ta kobieta to dla niego tajemnica, którą musi rozwikłać.
Kuba jest alkoholikiem. Niepijącym. W poszukiwaniu lepszego jutra wyrusza do Stanów Zjednoczonych. Pożyczone od Mateusza pieniądze błyskawicznie trafiają w ręce Jurka (zwanego Jerrym), polskiego emigranta, który w Ameryce dorobił się synów i kolejnych żon, a także paru szemranych interesów, na których nieustannie ma nadzieję się dorobić.
Historie wszystkich bohaterów zbiegają się w kulminacyjnym punkcie. Jedni otrzymają szansę od losu, inni tę szansę bezpowrotnie stracą…
"Nigdy nie wiadomo, kiedy się widzi kogoś po raz ostatni... Nie pamięta się ostatniego słowa, spojrzenia, grymasu twarzy, dźwięku. Dopiero potem mozolnie przez pamięć przedzierają się drobne gesty, do których dotarła już przyszłość, więc nie są już takie same i wszystkie świadczą o zbliżającym się... Nigdy nie wiadomo, kiedy się widzi kogoś po raz pierwszy... Nic tego nie zapowiada, dopiero potem przeszłość staje się oswojona i na zapas wiadoma. Więc raz na jakiś czas, nieokreślony, przychodzi taki dzień, w którym zwykłe drobiazgi zaczynają coś znaczyć, wypowiadane słowa nabierają mocy, a imiona stają się ludźmi, którzy odmieniają nasz los."
B. A. Paris "Za zamkniętymi drzwiami" Wydawnictwo Albatros
"Perfekcyjna para? Doskonałe małżeństwo? Czy idealne kłamstwo?
Wszyscy znamy takie pary jak Jack i Grace: on jest przystojny i bogaty, ona czarująca i elegancka. Chciałoby się poznać Grace nieco lepiej, ale to niełatwe, bo Jack i Grace są nierozłączni. Niektórzy nazwaliby to prawdziwą miłością.
Wyobraź sobie uroczystą kolację w ich idealnym domu, miłą konwersację, kolejne kieliszki dobrego wina. Oboje wydają się w swoim żywiole. Przyjaciele Grace chcieliby zrewanżować się lunchem w przyszłym tygodniu. Ona chętnie przyjęłaby zaproszenie, ale wie, że nigdy z nimi nie wyjdzie. Ktoś mógłby spytać, dlaczego Grace nigdy nie odbiera telefonów, nie wychodzi z domu, a nawet nie pracuje. I jak to możliwe, że gotując tak wymyślne potrawy, w ogóle nie tyje? I dlaczego w oknach sypialni są kraty?
Doskonałe małżeństwo czy perfekcyjne kłamstwo?
Bartosz Janiszewski "Grzesiuk. Król życia" Prószyński Media
Pierwsza biografia barda warszawskiej ulicy.
Mówił, że nie jest pisarzem, a napisał trzy książki, które przeczytało kilka milionów Polaków. Mówił, że nie jest muzykiem, a nagrał dziesiątki piosenek, w których ocalił od zapomnienia przedwojenną Warszawę. Stanisław Grzesiuk był legendarnym bardem stolicy, jego charakterystyczny głos, którym wyśpiewywał szemrane ballady warszawskich przedmieść, zna kilka pokoleń Polaków. W swojej najsłynniejszej książce „Boso, ale w ostrogach” ocalił od zapomnienia świat przedwojennej Warszawy i jej charakternych dzieci. Za życia był kochającym swoje miasto dzieckiem Warszawy, po śmierci został jej symbolem.
To książka o człowieku, który nigdy nie pił na smutno. Pił z radości życia. Tak samo żył, niezależnie od tego jak mocno los akurat go poniewierał. Na biednym przedwojennym Czerniakowie, w piekielnych obozach koncentracyjnych, w sanatoriach i szpitalach dla gruźlików – wszędzie był królem życia. Autor dotarł do bliskich Stanisława Grzesiuka, odnalazł niepublikowane nigdzie do tej pory opowiadania i teksty barda Warszawy. Po latach, wbrew utartym już faktom i opowieściom, poznajemy prawdziwą opowieść o człowieku, który tak kochał życie, że sam zadecydował o jego końcu.
Zacznę od Grocholi, następnie Grzesiuk a triller na koniec:)
Co sądzicie o książkach z antykwariatu?
Ja czasem zaglądam w poszukiwaniu ciekawych pozycji. W dawnych czasach miałam antykwariat obok ogólniaka. Wpadałam często, kupowałam dużo i nie powiem, to był bardzo miły czas:)
Skup książek w Łodzi i oczywiście ich sprzedaż znajdziecie pod adresem http://tezeusz.pl
Miłego dnia dla wszystkich, odpoczywajcie przy pięknej sobocie.
Tymczasem
Polinka
wtorek, 28 lutego 2017
Drewutnia
Z przyjemnością dziś po pracy złapałam za grabie. Pogoda sprzyja, wiosna zbliża się wielkimi krokami i najwyższy czas uprzątnąć ogród. Takie skromne pół godziny fitnesu.
W tym roku postawię w ogrodzie drewutnię do sezonowania drewna opałowego. Sezonowanie, suszenie to ważna sprawa, znacznie pogłębia wydajność spalania.
Ważne jest dobre rozplanowanie miejsca w ogrodzie gdyż pełni ona dwojaką funkcję. Przede wszystkim jest to wiata na drewno ale nie można zapominać o jej dekoracyjnej funkcji. Może mieć klasyczny kształt lub bardziej ozdobny, choć koniecznie musi być przewiewna czyli zbudowana z ażurów.Nie może stać zbyt daleko od wejścia do domu bo noszenie będzie niewygodne.
Rozwiązaniem wartym uwagi jest połączenie wiaty ze schowkiem narzędziowym, koniecznie zamykanym. Z łatwością pomieszczą się tam łopaty, grabie i wszystkie niezbędne akcesoria, których już niebawem będziemy często używać.
Tego typu architekturę ogrodową można kupić u producenta lub pokusić się o samodzielne wykonanie. Pamiętajmy o zabezpieczeniu przez warunkami atmosferycznymi takimi jak deszcz, wiatr słońce. Przy dobrym zagruntowaniu posłuży nam wiele lat.
Pozdrowienia
Polinka
W tym roku postawię w ogrodzie drewutnię do sezonowania drewna opałowego. Sezonowanie, suszenie to ważna sprawa, znacznie pogłębia wydajność spalania.
Ważne jest dobre rozplanowanie miejsca w ogrodzie gdyż pełni ona dwojaką funkcję. Przede wszystkim jest to wiata na drewno ale nie można zapominać o jej dekoracyjnej funkcji. Może mieć klasyczny kształt lub bardziej ozdobny, choć koniecznie musi być przewiewna czyli zbudowana z ażurów.Nie może stać zbyt daleko od wejścia do domu bo noszenie będzie niewygodne.
![]() | ||
Tego typu architekturę ogrodową można kupić u producenta lub pokusić się o samodzielne wykonanie. Pamiętajmy o zabezpieczeniu przez warunkami atmosferycznymi takimi jak deszcz, wiatr słońce. Przy dobrym zagruntowaniu posłuży nam wiele lat.
Pozdrowienia
Polinka
niedziela, 26 lutego 2017
Zieloni
Za oknem zmaganie zimy z wiosną. Nic nie chce odpuścić ta pierwsza:)
Miałam plany sprzątania w ogrodzie przez weekend a tu od piątku śnieżyca. Kręci mnie ogrodnictwo w tym roku ponadprzeciętnie. Mam nadzieję, że zrealizuję plany, podołam marzeniom i że...padać będzie często. Nie chcę już suszy.
Dojrzewam razem z mim domem. Dojrzewam do porządkowania, dbania, pielęgnowania. Jako wzrokowiec lubię mieć porządek, lubię również otaczać się pięknymi przedmiotami.
I na ten rok planuję CIĘCIE.
Bawią mnie dyskusje na temat dobrowolnej wycinki drzew z własnej działki bez konieczności ubiegania się o pozwolenie. Zewsząd słyszę pomruki niezadowolenia, ludzie liczą odgłosy pił u sąsiadów i grzmią, że za chwilę będzie tu pustynia.
Kochani, spoko i luzik. To takie zielone gadanie.
Poza wyjątkowymi przypadkami, nadużyciami na terenach chronionych czy drzewostanem zabytkowym ludzie będą wycinać to, co dokładnie przeszkadza im w życiu. I ani drzewa więcej.
Mam przy domu świerk, wyższy od kalenicy. Ilekroć mocniej wieje martwię się, czy nie przewróci się na dom, mój albo sąsiada, nie zerwie linii energetycznej. Poza tym zajmuje spory kawałek działki. Obok rośnie drugi, nieco mniejszy ale tylko patrzeć jak przyśpieszy wzrost. Po drugiej stronie sosna wrasta w wiatę.
Czy zaszkodzę ekosystemowi jeśli je zetnę?
Takie samo gadanie zielonych na temat zwierzyny leśnej. Nie strzelać, nie wypalać traw, nie deptać.
Widzicie, akurat mieszkam w terenie zielonym, w otoczeniu puszczy i mam możliwość życia ze zwierzętami leśnymi. Zwierząt jest za dużo, podchodzą pod domy, wyskakują na drogę, niszczą uprawy, budują tamy na rzekach powodując powodzie. Zaprzyjaźniony weterynarz twierdzi, że gdyby ludzie nadal wypalali trawy to nie byłoby tyle kleszczy. Chroniąc mrówki, unikatowe chrząszcze, zagrożone robaczki mamy coraz częstszą boreliozę wśród ludzi. Cierpnie mi skóra, jak słyszę o kolejnym przypadku. Nie mówcie mi, że to ekologia, kiedy dziki wychodzą na plaże, ludzie karmią je resztkami jedzenia a jednocześnie budują bloki na ich terenach zielonych. Coś za coś. Nie chciałabym zderzyć się z łosiem, a już dwa razy miałam taką możliwość.
Teraz grzmią, że będziemy na potęgę wycinać tereny zielone. Nie popadajmy w skrajności kochani. Wolnoć Tomku w swoim domku i nie oznacza to, że muszę czuć pręgierz aby zachowywać się właściwie. Posadziłam to i ścinam.
Temat na czasie a ja chętnie posłucham waszych opinii.
Tymczasem
Polinka
Dogodny, tani parking dla odlatujących z lotniska Kraków-Balice znajdziecie pod adresem http://orangeparking.pl/
Miałam plany sprzątania w ogrodzie przez weekend a tu od piątku śnieżyca. Kręci mnie ogrodnictwo w tym roku ponadprzeciętnie. Mam nadzieję, że zrealizuję plany, podołam marzeniom i że...padać będzie często. Nie chcę już suszy.
Dojrzewam razem z mim domem. Dojrzewam do porządkowania, dbania, pielęgnowania. Jako wzrokowiec lubię mieć porządek, lubię również otaczać się pięknymi przedmiotami.
I na ten rok planuję CIĘCIE.
Bawią mnie dyskusje na temat dobrowolnej wycinki drzew z własnej działki bez konieczności ubiegania się o pozwolenie. Zewsząd słyszę pomruki niezadowolenia, ludzie liczą odgłosy pił u sąsiadów i grzmią, że za chwilę będzie tu pustynia.
Kochani, spoko i luzik. To takie zielone gadanie.
Poza wyjątkowymi przypadkami, nadużyciami na terenach chronionych czy drzewostanem zabytkowym ludzie będą wycinać to, co dokładnie przeszkadza im w życiu. I ani drzewa więcej.
Mam przy domu świerk, wyższy od kalenicy. Ilekroć mocniej wieje martwię się, czy nie przewróci się na dom, mój albo sąsiada, nie zerwie linii energetycznej. Poza tym zajmuje spory kawałek działki. Obok rośnie drugi, nieco mniejszy ale tylko patrzeć jak przyśpieszy wzrost. Po drugiej stronie sosna wrasta w wiatę.
Czy zaszkodzę ekosystemowi jeśli je zetnę?
Takie samo gadanie zielonych na temat zwierzyny leśnej. Nie strzelać, nie wypalać traw, nie deptać.
Widzicie, akurat mieszkam w terenie zielonym, w otoczeniu puszczy i mam możliwość życia ze zwierzętami leśnymi. Zwierząt jest za dużo, podchodzą pod domy, wyskakują na drogę, niszczą uprawy, budują tamy na rzekach powodując powodzie. Zaprzyjaźniony weterynarz twierdzi, że gdyby ludzie nadal wypalali trawy to nie byłoby tyle kleszczy. Chroniąc mrówki, unikatowe chrząszcze, zagrożone robaczki mamy coraz częstszą boreliozę wśród ludzi. Cierpnie mi skóra, jak słyszę o kolejnym przypadku. Nie mówcie mi, że to ekologia, kiedy dziki wychodzą na plaże, ludzie karmią je resztkami jedzenia a jednocześnie budują bloki na ich terenach zielonych. Coś za coś. Nie chciałabym zderzyć się z łosiem, a już dwa razy miałam taką możliwość.
Teraz grzmią, że będziemy na potęgę wycinać tereny zielone. Nie popadajmy w skrajności kochani. Wolnoć Tomku w swoim domku i nie oznacza to, że muszę czuć pręgierz aby zachowywać się właściwie. Posadziłam to i ścinam.
Temat na czasie a ja chętnie posłucham waszych opinii.
Tymczasem
Polinka
Dogodny, tani parking dla odlatujących z lotniska Kraków-Balice znajdziecie pod adresem http://orangeparking.pl/
czwartek, 23 lutego 2017
Szaro to widzę
Od dłuższego czasu nic nie kupuję do dekoracji wnętrz. Doszłam do krańca pojemności szafek i miejsc wystawowych w domu. Dekoracje mam na każdą porę roku i skrzętnie przechowuję na poddaszu.
Ot, taka niespodzianka!
Kilka lat temu przyjaciółka powiedziała mi, że jej dom jest już wypełniony i nic nie kupuje. Praktycznie nie uwierzyłam:) Przecież zawsze się wciśnie.
Otóż nie. U mnie też już się nie wciśnie. Ile można mieć wazonów, ściereczek, garnuszków, wieszaczków na ręczniki? I po co aż tyle?
Przerabiam za to z wielką satysfakcją. Na przykład konik. Był czarny w czerwonym siodłem i złotą czupryną. Przeleżał trochę:)
W ciągłym obrocie mam farby kredowe oraz kolorowe woski, patyny, wykończeniówki. Sprawia mi to wiele radości:)
Dekoracje szarzeją z każdym miesiącem, bo szary to elegancki kolor. Jest bardzo wyważony, nie krzykliwy, mój. Odpowiada mi na każdą porę roku, może z wyjątkiem lata.
Przy okazji chciałam wam polecić sklep http://www.loveart.pl/.
Mają praktycznie wszystko, w dobrych cenach. Zajrzyjcie, przecież my właśnie LOVE ART, co nie?
Zagościła już u mnie wiosna. Piętrzą się jajka, robią się jajka. A co! Kwiaty też, niech dom się śmieje wiosennie.
Miłego dnia kochani
Polinka
Ot, taka niespodzianka!
Kilka lat temu przyjaciółka powiedziała mi, że jej dom jest już wypełniony i nic nie kupuje. Praktycznie nie uwierzyłam:) Przecież zawsze się wciśnie.
Otóż nie. U mnie też już się nie wciśnie. Ile można mieć wazonów, ściereczek, garnuszków, wieszaczków na ręczniki? I po co aż tyle?
Przerabiam za to z wielką satysfakcją. Na przykład konik. Był czarny w czerwonym siodłem i złotą czupryną. Przeleżał trochę:)
W ciągłym obrocie mam farby kredowe oraz kolorowe woski, patyny, wykończeniówki. Sprawia mi to wiele radości:)
Dekoracje szarzeją z każdym miesiącem, bo szary to elegancki kolor. Jest bardzo wyważony, nie krzykliwy, mój. Odpowiada mi na każdą porę roku, może z wyjątkiem lata.
Przy okazji chciałam wam polecić sklep http://www.loveart.pl/.
Mają praktycznie wszystko, w dobrych cenach. Zajrzyjcie, przecież my właśnie LOVE ART, co nie?
Zagościła już u mnie wiosna. Piętrzą się jajka, robią się jajka. A co! Kwiaty też, niech dom się śmieje wiosennie.
Miłego dnia kochani
Polinka
niedziela, 19 lutego 2017
Spokojnie w górach
Hotel Perła Południa to miejsce w Beskidzie Sądeckim, gdzie można naładować akumulatory.
Położony jest w Dolinie Wielkiej Roztoki, na terenie Popradzkiego Parku Krajobrazowego z dala od zgiełku i gwaru. Bliskość przyrody daje relaks i wyciszenie.
![]() |
| http://perlapoludnia.pl/ |
To dobra baza noclegowa dla miłośników pieszych wędrówek na uboczu utartych szlaków.
Polecam
Tymczasem
Polinka
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























